
„Nasz elementarz”, czyli darmowy podręcznik, który w tym roku trafi do pierwszoklasistów, jest flagowym projektem Ministerstwa Edukacji. Jego szkolny debiut nie cieszy jednak wszystkich. Szczególnie rozgoryczony jest związek zawodowy pracowników Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych. WSiP przekonują bowiem, że inicjatywa resortu zmusza je do przeprowadzenia zwolnień grupowych. – Rząd w ogóle nie zainteresował się losem pracowników takiego wydawnictwa jak WSiP. Czy tak powinno działać Państwo? – zapytali związkowcy.
Darmowy podręcznik to kwota prawie 4 miliardów złotych wydanych ze środków budżetu państwa w latach 2014-2023. To nie są środki znikąd – one pochodzą z naszych podatków.
Lista zarzutów, jakie wysunięto pod adresem „darmowego podręcznika”, jest zresztą dłuższa.
Darmowy, czyli bez konkursów, przetargów na wybór autorów elementarza, grafików, realizatorów, podwykonawców, drukarni. Gdzie dbałość o racjonalizację kosztów przy wydawaniu pieniędzy z kieszeni podatników?
Darmowy oznacza dopuszczony do użytku szkolnego z „mocy prawa”. Jakim prawem ustalono specjalne przepisy dla podręcznika MEN, inne niż przepisy, którym podlegają pozostali wydawcy? Czy MEN ma patent na nieomylność? Dlaczego MEN nie wymienia nazwisk recenzentów? Dlaczego nie publikuje treści recenzji swojego elementarza?
Darmowy oznacza też używany. Co powiedzą rodzice pierwszoklasistów, którzy pójdą do szkoły za 2 lata? W jakim stanie dzieci dostaną pierwszy
w życiu podręcznik?
Darmowy oznacza także zrównanie potrzeb wszystkich uczniów, niestety jest to równanie w dół. A co z rodzicami, którzy chcieliby sfinansować dodatkowe materiały, złożyć się, na przykład po 5 zł, na specjalne ćwiczenia grafomotoryczne, wycinanki czy ciekawe zadania? Od nowego roku szkolnego nie będą mogli.
Zdaniem autorów listu, pod którym podpisał się także przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność” Ludwik Przyłuski, na skutek postępowania MEN „ginie wolny rynek książki szkolnej”. Jest to tym bardziej oburzające, że „Nasz elementarz” ma „przykryć” nieudolne działania resortu edukacji. Przykładem takich nieudolnych działań były bezustanne zmiany podstaw programowych.
MEN skutecznie dostarczał wydawnictwom pracy. Nieustannie zmieniał podstawy programowe i wydawał kolejne rozporządzenia, w związku z czym wydawcy musieli modyfikować podręczniki. Czasami było to usunięcie kilku tematów, czasami dodanie tylko jednego. Zmieniała się numeracja stron w podręcznikach, a rodzice denerwowali się, że powinni kupować nowsze wersje. Wydawcy działali zgodnie z rozporządzeniami MEN – rodzice mieli pretensje do ... wydawców.

