Czy światowi przywódcy mają możliwość "bojkotowania" Putina? (zdjęcie ze szczytu grupy G8 w Irlandii Północnej)
Czy światowi przywódcy mają możliwość "bojkotowania" Putina? (zdjęcie ze szczytu grupy G8 w Irlandii Północnej) fot: zrzut z ekranu YouTube/epsilon news network

Władimir Putin pojawił się wśród przywódców Zachodu na 70. rocznicy lądowania wojsk alianckich w Normandii. Problem w tym, że cześć z nich oficjalnie bojkotuje rosyjskiego prezydenta. O tym, jak się postępuje w takich sytuacjach opowiada nam dr Janusz Sibora, ekspert ds. protokołu dyplomatycznego.

REKLAMA
Barack Obama odmówił wzięcia udziału w spotkaniu z Władimirem Putinem w paryskiej restauracji. Wcześniej tego samego dnia premier Wielkiej Brytanii nie podał prezydentowi Rosji ręki podczas konferencji na lotnisku. Przywódcy obu zachodnich państw tym samym bezpośrednio okazali Putinowi swoją dezaprobatę dla jego działań na Ukrainie. Jednak w Normandii musieli się z nim spotkać.
Teraz pojawia się pytanie, czy istnieją sposoby, by w dyplomatyczny sposób "zbojkotować" takie spotkanie. Czy Obama i Cameron mogą zignorować obecność niechcianego gościa? O to zapytaliśmy się eksperta ds. protokołu dyplomatycznego dr Janusza Siborę.
Władimir Putin pojawia się w Normandii, choć wydaje się, że na Zachodzie jest personą non grata...
Zacznijmy od tego, że słowa jakich pan użył, czyli „persona non grata”, mają konkretne zastosowanie prawne. Tyczy się ono dyplomatów, których chcemy wydalić z danego państwa. Nie sądzę, aby Putina mieli wydalić z kraju.
A mogliby?
Raczej nie w tych okolicznościach. To na pewno nie pomogłoby w rozwiązaniu kryzysu na Krymie. Zresztą tego nie chciałby prezydent Francji Francois Hollande, który zaprosił Putina na uroczystości z okazji D-Day do Normandii. Od razu dodam, że to nie pierwszy taki zgrzyt wokół rocznicy tego wydarzenia. W przeszłości też pojawiały się napięcia polityczne.
Jakiego rodzaju?
Chociażby dwadzieścia lat temu z okazji 50. rocznicy D-Day. Ówczesny prezydent Francji Francois Mitterand zaprosił na uroczystości kanclerza Niemiec Helmuta Kohla. Swój sprzeciw wyrazili wtedy amerykańscy weterani. Powiedzieli, że nie życzą sobie, aby przedstawiciel Niemiec pojawił się na obchodach. Od razu dodam, że w przypadku D-Day, to choć Francja jest gospodarzem, to Amerykanie mają najwięcej do powiedzenia. Tak więc Kohlowi podziękowano i cofnięto zaproszenie. Natomiast później, by zatrzeć złe wrażenie Mitterand w tym samym roku zaprosił Kohla na święto narodowe 14 lipca. Do tego niemieckie czołgi jako przedstawiciele Eurokorpusu przejechały w defiladzie przez Pola Elizejskie. Dziesięć lat temu i pięć lat temu było podobnie.
Dlaczego?
To było w czasach administracji George'a Busha. Byliśmy po inwazji na Irak i na linii Francja–USA zgrzytało. Po tym, jak Chirac skrytykował amerykańską interwencję weterani z USA nie chcieli brać udziału w obchodach. Zamiast tego wydrukowano ulotki ze zdjęciami grobów amerykańskich żołnierzy w Normandii z napisem „Chirac zapomniałeś”. Z kolei pięć lat temu z okazji 65. rocznicy D-Day prezydent Nicolas Sarkozy nie zaprosił królowej Elżbiety. Pałac Buckingham był bardzo niezadowolony z tego powodu.
Rozumiem, ale w tym przypadku Putin jest obecny. W czwartek Obama uniknął spotkania z nim, a Cameron nie podał mu ręki. Dziś znowu się widzą.
Putin będzie w trudnej sytuacji, ale i tak już jest tu zwycięzcą. Pojechał do Francji i udowodnił wszystkim, że nie jest izolowany. W końcu spotyka się z premierem Cameronem z Wielkiej Brytanii, a także prezydentem Hollandem.
Ale w Normandii jest też Obama. Załóżmy, że chce uniknąć rozmowy z Putinem.
Są na to sposoby.
Zgodne z protokołem, czyli bez obrażenia drugiej strony?
Tak. Ostatnio słyszałem o depeszy podczas jednego z przyjęć w ambasadzie tureckiej. Ambasador nie chciał rozmawiać z ambasadorem Rosji, więc znalazł na to zastosowanie. By nie spotkać się ze swoim gościem specjalnie wydłużył swoją rozmowę z kimś innym. W taki sposób udało mu się uniknąć rosyjskiego dyplomaty. Tak więc Putina można w równie skuteczny sposób izolować.
A można mu nie podać dłoni tak jak zrobił to Cameron?
Tych spraw już nie określa protokół dyplomatyczny, a dobre wychowanie. Nigdzie nie jest napisane, że trzeba podać komuś rękę. Gest niepodania ręki można odebrać jako manifest polityczny. Jednak na tym szczeblu powinno się robić inne demonstracje. Takie jak opóźnianie rozmowy, o której wspomniałem. W taki sposób można grzecznie uniknąć Putina.
I go jednocześnie nie urazić?
Dokładnie. Podejrzewam, że ktoś może mu udzielić reprymendy. W tej roli widzę Angelę Merkel, która spędziła z nim wiele godzin na rozmowach telefonicznych. I na tym to się skończy. Jeśli będzie okazja, to przywódcy powinni go przywitać. Na pewno trzeba uniknąć zlekceważenia go. Mimo wszystko Putin na tym by zyskał. Reprezentuje nie tylko siebie, ale i majestat państwa, więc w takiej sytuacji mógłby wstać i demonstracyjnie wyjść. W takim wypadku zyskałby większe poparcie rodaków dla swoich działań.