
Monty Python by się tego nie powstydził. Kierowca wracający do Polski z Danii na lawecie ubezpieczyciela, został wychwycony przez fotoradar. Dostał mandat i i żądanie wskazania kierowcy auta. – To jakiś absurd! W samochodzie nikogo nie było – oburza się mężczyzna.
REKLAMA
Choć właściciel audi wracał do kraju w sierpniu zeszłego roku, to dopiero teraz dostał wezwanie od straży miejskiej. W ich opinii, w miejscowości Łąg (woj. pomorskie) przekroczył on wówczas prędkość o 23 km/h. Z jednym małym zastrzeżeniem, że jego samochód był holowany na lawecie, która nie była zarejestrowana w Polsce – opisuje TVN24.pl.
Pomimo że służbom mundurowym znane są numery rejestracyjne lawety, to mandat powędrował do właściciela holowanego pojazdu. – To nie jest tak, że jej numery były nieczytelne. Strażnicy je znają, bo mi również je przekazali – tłumaczy się kierowca audi Piotr Daniluk, w rozmowie z
– Skontaktowałem się ze strażą miejską i napisałem, że mój samochód nie był uczestnikiem ruchu i jego użytkownik nie może odpowiadać za wykroczenie – wyjaśnia kierowca. W odpowiedzi usłyszał, że sprawa trafi do sądu z art. 96 par. 3 kw. – niewskazanie kierowcy lub użytkownika pojazdu. Grozi za to grzywna do 5 tys. zł.
Źródło: TVN24.pl
