Ekspert ds. służb: Służby nie pozwoliłyby sobie na wypuszczenie nagrań polityków. Sienkiewicz ma na nie za duży wpływ

Zdaniem Piotra Niemczyka, byłego dyrektora w UOP, nie ma mowy o wojnie służb z Bartłomiejem Sienkiewiczem.
Zdaniem Piotra Niemczyka, byłego dyrektora w UOP, nie ma mowy o wojnie służb z Bartłomiejem Sienkiewiczem. Fot. Anna Jarecka / Agencja Gazeta
Brak ochrony kontrwywiadowczej zarzucają komentatorzy po ujawnieniu nagrań polityków. – Zakłada się, że politycy to odpowiedzialni ludzie, którzy nie ujawniają tajemnic państwowych w miejscach publicznych – mówi Piotr Niemczyk, były szef Biura Analiz UOP. Ocenia, że wypuszczenie taśm to nie dzieło służb, bo nie ma żadnego konfliktu między nimi a ministrem Bartłomiejem Sienkiewiczem. PiS będzie chciało zwołania w tej sprawie posiedzenia Sejmu i wyjaśnień premiera.


Otoczenie prezydenta Bronisława Komorowskiego bagatelizuje nagrania rozmów czołowych polityków obozu rządzącego. – Dla mnie to wygląda na kaczkę dziennikarską. Znam prezesa Belkę i ministra Cytryckiego, to nie są spiskowcy – przekonuje prod. Tomasz Nałęcz, doradca prezydenta. – Nie mogę sobie wyobrazić ich jako spiskowców, może spotkali się przy jakiejś okazji – dodaje.


– Cała historia brzmi nieprawdopodobnie, to próba znalezienia sensacji. Ktoś nie miał tematu i sobie wymyślił takie nagrania. Wygląda mi to na próbę ratowania nakładu pisma – ocenia Nałęcz. – Jestem przeciwko nagrywaniu ludzi, którzy poszli coś zjeść. Tego rodzaju praktyki trzeba traktować z oburzeniem i przymrużeniem oka – dodaje.


Jest też przeciwny powoływaniu komisji śledczej w tej sprawie. – Polskie państwo zmarnowało już kupę pieniędzy, żeby wyjaśnić rozmowę przy kieliszku panów Oleksego i Gudzowatego. Mam o naszym państwie zbyt wysokie mniemanie, żeby sądzić, że będzie się zajmowało takimi rewelacjami – przekonuje Tomasz Nałęcz. – Wątpię, żebym nawet przeczytał ten tekst w tygodniku. Równie dobrze mogli napisać, że te osoby przygotowują wyprawę na księżyc – dodaje doradca Bronisława Komorowskiego.


"To nie służby"
Nagranie najważniejszych polityków w państwie to wpadka służb. Albo ich sprawka. Według części komentatorów zabrakło ochrony kontrwywiadowczej, bo nadal nie wiadomo, czy polityków nie nagrały obce służby. Inni przekonują, że to funkcjonariusze polskich służb wypuścili nagrania, by zemścić się na ich zwierzchniku Bartłomieju Sienkiewiczu.

Zdaniem Piotra Niemczyka, byłego dyrektora Biura Analiz UOP, żadne z tych twierdzeń nie ma podstaw. – Lokale, gdzie często spotykają się politycy nie są kontrolowane, bo nie ma ku temu powodu. Poza tym nie da się ich wszystkich kontrolować – mówi Piotr Niemczyk. – Czy kiedy politycy jadą na wakacje to też służby miałyby kontrolować hotel? Coś takiego ma miejsce może w przypadku prezydenta i premiera. Zakłada się, że politycy to odpowiedzialni ludzie, którzy nie ujawniają tajemnic państwowych w miejscach publicznych – dodaje.

– Jeśli to była tylko kuchnia polityczna, a nie tajemnice państwowe, to nie ma powodu i sensu, żeby takie miejsca kontrolować. Jeżeli omawiali rzeczy objęte klauzulą tajności, to złamali prawo – zaznacza. – To niepokojące, że takie nagranie się pojawiło, bo nagrał je albo ktoś z uczestników, albo ktoś, kto ma dostęp do pomieszczenia – dodał.

Zdaniem naszego rozmówcy źródłem przecieku nie są służby specjalne. – Nikt by sobie na to nie pozwolił, bo takie rzeczy z reguły wychodzą na jaw. Następny szef by to ujawnił i byłby skandal, żadna służba by sobie nie pozwoliła – ocenia. Kwestionuje też podejrzenia o konflikt. – Sienkiewicz ma za duży wpływ na służby, na wybór szefów służb, żeby ktokolwiek wchodził na wojenną ścieżkę z nim – ocenia.

Partie już reagują na taśmy. Prawo i Sprawiedliwość będzie chciało zwołania pilnego posiedzenia Sejmu i wyjaśnień od premiera Donalda Tuska – informuje portal braci Karnowskich. Ale jako pierwsza zareagowała Solidarna Polska, która organizuje w tej sprawie konferencję prasową. Będzie się domagać dymisji rządu. Jarosław Gowin, szef Polski Razem, chce z kolei powołania komisji śledczej.

Wicepremier Janusz Piechociński zdaje się nie doceniać rozmiarów afery. Przekonywał, że przez internet każdy może wykreować sensację, a w polskiej polityce za dużo jest "kolejnych wybuchów, sensacji i taśm" – informuje Polskie Radio.

– Naturalnie premier musi zareagować, odpowiedzieć, wyjaśnić całą sytuację – przekonuje w rozmowie z naTemat Dariusz Joński, rzecznik SLD. – Sienkiewicz padł ofiarą własnego hasła. Mówił „Idziemy po was”, a przyszli po niego. Najpierw był pędzący Królik (miejsce rozmów z czasów afery hazardowej), teraz Sowa i Przyjaciele. Pytanie dokąd pędzi to nepotyczne państwo – dodaje.

Ocenia, że te nagrania są bulwersujące. Pytany o to, czy tłumaczyć powinien się także szef NBP Marek Belka stwierdził, że „nie ma taryfy ulgowej”. – Wszystkie osoby występujące w tych nagraniach powinny złożyć wyjaśnienia, tym bardziej, że mają się pojawić kolejne nagrania – dodaje.

Na razie jednak nie mówi o komisji śledczej. – Nie chcemy po paru minutach domagać się komisji, poczekamy na więcej informacji – mówi Joński. Za to już teraz przekonuje, że dymisja Bartłomieja Sienkiewicza jest przesądzona. – Sienkiewicz się kompromituje, powiedział, że polskie państwo istnieje tylko teoretycznie. To jasny sygnał dla wyborców. Ci, którzy chcą, żeby Polska nie zniknęła z mapy będą glosować na SLD – zapewnia.