
Jeden z głównych bohaterów opublikowanych w sobotę taśm postanowił przedstawić swoją wersję wydarzeń. Marek Belka przekonuje, że rozmowa była czysto hipotetyczna, ale trzeba było zasygnalizować przedstawicielowi rządu najgorsze możliwe scenariusze, by być na nie gotowym. Nie pamięta za to politycznego wątku rozmowy, dotyczącego niedopuszczenia PiS do władzy.
Marek Belka długo milczał, ale w niedzielne popołudnie zaczął kontaktować się z mediami. Najpierw wydał oświadczenie, o którym pisaliśmy tutaj. Później udzielił wywiadu radiu RMF FM. Zarzuca, że „Wprost” wybrał tylko kilka minut z trwającego ok. dwie godziny nagrania rozmowy z Bartłomiejem Sienkiewiczem, zwraca uwagę, że kontekst zaprezentowanych fragmentów jest szerszy.
Marek Belka
prezes NBP
Belka przyznaje też, że mówił premierowi o zagrożeniu związanym z Amber Gold na kilka tygodni przed wybuchem afery, ale „nie oczekiwał ze strony premiera jakichkolwiek działań”. O sugestiach, że powinien podać się do dymisji, padających także z ust polityków PO mówi Markowi Balawajdrowi „Wie pan, widocznie jest nerwowo. Tylko tyle mogę powiedzieć”.
Prezes NBP odnosi się do taśm także w rozmowie z Witoldem Gadomskim z „Gazety Wyborczej”. Pytany o sugestie Bartłomieja Sienkiewicza, że kierowana przez niego instytucja powinna pomóc rządowi w walce z kryzysem, by nie dopuścić do władzy PiS, zdaje się bagatelizować sprawę.
Marek Belka
prezes NBP
Belka zapewnia, że zmiany w ustawie o NBP to kwestie techniczne i nie zwiększają w żaden sposób uprawnień banku centralnego. Zaznacza też, że „nie może tolerować sytuacji, gdy troskę o stan państwa przedstawia się jako zamach stanu”.
czytaj także:
Źródło: RMF FM, „Gazeta Wyborcza"
