
Mistrzostwa świata zazwyczaj są okazją do tego, by każdy stał się ekspertem piłkarskim. Najwidoczniej takie założenie mieli twórcy „Studia Plaża”, które jest nadawane w przerwie między meczami mundialowymi. Niestety mimo szczerych chęci twórców, program jest niezwykle krytykowany. Ale nie ma się co dziwić.
REKLAMA
Można powiedzieć, że Waldemar Fornalik uratował nas przed kompromitacją. Przez brak awansu na mistrzostwa świata nie musimy tłumaczyć się z porażek biało-czerwonych. Problem tłumaczenia pozostaje, bo choć piłkarze na mundial nie pojechali, to transmituje go TVP. I niestety przy okazji tworzy programy piłkarsko-podobne, jak "Studio Plaża". Niby lekkie, niby z przymrużeniem oka. Niestety z udziałem totalnych laików, którzy nie za bardzo wiedzą o czym mówią.
Wiadomo, że nie można podczas mistrzostw karmić widzów wyłącznie ekspertami piłkarskimi. W końcu nie każdy ma siłę słuchać cały dzień cennych analiz taktycznych Jacka Gmocha (który niestety na tym mundialu nie rysuje ich na ekranie). Problem w tym, że zamiast zrobić program o ludziach, którzy nie są znani, a mają coś ciekawego do powiedzenia, zrobiono program o ludziach znanych, którzy nic nie mogą powiedzieć.
Goście, goście
Przykładem jest pojawienie się w "Studio Plaża" Antoniego Królikowskiego. Jak się okazuje aktor serialowy wie więcej od ekspertów piłkarskich. Na wizji zdradził, że w kuluarach mówi się o tym, że Belgia wygra mistrzostwo świata. Pytanie tylko, czy bukmacherzy to wzięli pod uwagę, kiedy ustawiali typy na mundial.
Przykładem jest pojawienie się w "Studio Plaża" Antoniego Królikowskiego. Jak się okazuje aktor serialowy wie więcej od ekspertów piłkarskich. Na wizji zdradził, że w kuluarach mówi się o tym, że Belgia wygra mistrzostwo świata. Pytanie tylko, czy bukmacherzy to wzięli pod uwagę, kiedy ustawiali typy na mundial.
Mieliśmy też okazję po raz kolejny posłuchać o tym, jak Maryla Rodowicz kocha piłkę nożną. Można zrozumieć, że kiedyś nagrała hit „Futbol”, który zresztą znowu został odgrzany. Jednak nie oglądamy programu o mundialu po to, by usłyszeć, że Rodowicz liczy na sambę. Tylko chcemy dowiedzieć się czegoś więcej o samych mistrzostwach. Niestety pani Maryla nigdy nie była w kraju kawy. Nawet nie potrafi odpowiedzieć na pytanie: „Na czym polega fenomen Brazylii”. Strzela, że to ciepła pogoda.
Zdecydowanie gorzej poszło z inną piosenkarką, czyli Haliną Młynkovą. Na wstępie może zapytamy się producentów dlaczego ją zaprosili do programu? Ledwo rozpoczyna się „Studio Plaża”, a już stwierdza, że nie interesuje się piłką nożną. Następnie pyta się czy Polska gra (i dlaczego nie gra). Równie dobrze można było ją zaprosić do studia politycznego. Młnkova wpadłaby skomentować „aferę taśmową” mówiąc, że nie zna się na polityce i że się nią nie interesuje.
Problem jest taki, że „Studio Plaża” wydaje się być programem robionym na siłę. Na siłę zaprasza się do studia gości, którzy nie mają pojęcia o czym jest program. Podobnie zresztą było dwa lata temu. Tuż przed finałem Euro 2012 w TVP o piłce nożnej opowiadała – o ile pamięć mnie nie myli – Ilona Łepkowska. W tym samym czasie w ukraińskiej telewizji państwowej w studiu siedziało kilka byłych europejskich gwiazd futbolu. Teraz pytanie – kogo wy byście woleli posłuchać przed obejrzeniem meczu?
Można zrozumieć, że nie każdy ma ochotę na to, by słuchać godzinnych wywodów Jerzego Engela, czy Jacka Gmocha. Jednak zastąpienie ich programem z ludźmi którzy nie mają pojęcia o czym mówią nie ma absolutnie żadnego sensu. Zresztą chyba to samo czują producenci programu.
Gdyby było inaczej, pewnie chętniej wrzucaliby linki z programów do sieci. Tymczasem w gąszczu wypowiedzi meczowych mogę znaleźć zaledwie dwa odcinki "Studio Plaża". A program leci codziennie. Skoro do internetu to nie idzie, to po co męczyć widza na wizji. Jest wiele różnych, ciekawszych sposobów na pokazanie okołomundialowych tematów.
