
"Ani ja jako prokurator generalny, ani konkretni prokuratorzy nie kierują się intencjami zmierzającymi do ograniczenia wolności prasy, ani ujawnienia tajemnicy dziennikarskiej" – powiedział na konferencji prasowej prokurator generalny Andrzej Seremet. Jak stwierdził, działania prokuratura w redakcji tygodnika "Wprost" uważa za prawidłowe, a ich celem było zdobycie dowodu, nie ujawnienie źródła dziennikarzy.
Do wczorajszego wieczoru miałem wrażenie, że byliśmy razem, mieliśmy te same intencje. Chodziło o to, by wykryć sprawcę przestępstwa, czyli nielegalnego założenia podsłuchu. Wczorajszego wieczoru doszło do podziału.
Prokurator przedstawił sekwencję zdarzeń z redakcji "Wprost". Według jego relacji funkcjonariusze, postępując zgodnie z prawem, najpierw poprosili o wydanie nośników, ale spotkali się z odmową. Art. 217 Kodeksu postępowania karnego mówi, że dowody należy wydać na żądanie prokuratura. Sankcja grozi temu, kto tego nie zrobi. Wtedy można odebrać je siłą.
Pan Latkowski zabrał komputer. Prokurator rzeczywiście wydał polecenie funkcjonariuszowi ABW, żeby siłą to odebrać. Kiedy wyciągnął ręce, zaczęło się zamieszanie i wiele osób runęło do tego pomieszczenia razem z drzwiami. Prokurator wydał wtedy polecenie zakończenia czynności.
Obecni na konferencji dziennikarze mieli zastrzeżenia co do tej relacji. Jak mówili, funkcjonariusze wykręcali Latkowskiemu ręce i zachowywali się agresywnie. Pytali też, co w przypadku, gdy ta sama osoba jest sprawcą i dziennikarskim źródłem. Seremet odpowiedział, że nikt tego dziś nie wie, a prokurator ma prawo podejmować działania w celu ustalenia sprawcy.

