
Dawno nie było w Polsce tak dobrego zespołu, który robiłby elektronikę. Klaudia i Michał do światka muzycznego wkroczyli spokojnie, hipnotyzującą "EPką". Duet, który swoją nazwę wziął od leku uspokajającego, nie zamierza jednak poprzestać na chilloutowych numerach i debiutanckim albumem udowodnia właśnie, że ma w sobie ogromne pokłady energii. O muzyce, codzienności, planach i ich "story" rozmawiam dziś z xxanaxxem.
REKLAMA
Polska muzyka potrzebuje uspokojenia?
Michał: Czy taka forma terapii jest polskiej muzyce potrzebna trudno nam stwierdzić. Skoro zdobyliśmy jakąś rzeszę fanów, to może świadczy to o jakimś popycie na tego typu muzykę. Jak jednak podkreślamy w wielu wywiadach, nie chcemy przypinać sobie muzycznej łatki jako zespół, który tworzy spokojną muzykę, bo nasza płyta jest dowodem na to, że potrafimy też zagrać energetycznie. Jak dalej potoczą się nasze muzyczne losy i dokąd zaprowadzi nas druga płyta, to pokaże czas.
Skąd więc pomysł na połączenie analogowych brzmień i głębokich basów z delikatnym, dziewczęcym głosem?
Michał: To po prostu nie mogło do siebie nie pasować. Od pierwszego utworu zażarło, a kolejne tylko pokazywały nam, że obraliśmy słuszny kierunek. Oboje wiele się od siebie uczymy, a dzięki temu rozwijamy, więc nie mogło nam się przytrafić nic lepszego.
Macie na swoim koncie parę ważnych festiwali i koncertów. Trwa właśnie wasza trasa. Jak czujecie się na scenie?
Klaudia: Doskonale. Zawsze przed wejściem jest stres, szczególnie w przypadku Michała, ale kiedy już zaczynamy, grać stajemy się jednością z naszą muzyką i w każdy wykon wkładamy tyle serducha, ile tylko można.
Sami tworzycie muzykę, którą nazywacie "przyszłościowym chilloutem". Jak chilluje xxanaxx?
Michał: Ten „przyszłościowy chillout” ciągnie się za nami, a jest wynikiem błędnego przetłumaczenia „future chillout”, bo tak początkowo czuliśmy, że to, co tworzymy, tak właśnie mogłoby się nazywać. Ostatnio jednak xxanaxx nie ma czasu na chillowanie. Ilośc obowiązków rośnie z dnia na dzień, do tego dochodzą koncerty, więc chillować będziemy kiedy skończymy trasę, a jak. Ja nadrobię wszystkie lektury, których zbiera się coraz więcej i będę pisał muzykę na naszą kolejną płytę.
Klaudia: Ja skupię się na rodzinie i znajomych, bo są dla mnie bardzo ważni, ale na pewno nie przestanę wymyślać wspólnie z Michałem kolejnych utworów.
Jesteście już po premierze debiutanckiego krążka. "Triangles" odbiega nieco brzmieniem od "EPki". Oprócz charakterystycznego dla was chillwave'u, znajduje się tu też solidna dawka energetycznego grania.
Michał: Jak już wcześniej wspominaliśmy, nie chcemy się w żaden sposób ograniczać. To, że „EPka” była spokojna, nie oznaczało, że płyta też cała będzie w takim klimacie. Postawiliśmy sobie wysoko poprzeczkę i mamy nadzieję, że udało się nam ją przeskoczyć. Klubowe brzmienie jest nam obojgu bardzo bliskie, więc nie widzieliśmy problemu, by trochę czasem o nie zahaczyć.
Stworzyliście też numer z Tomkiem Makowieckim ("Wolves", przyp. red.). Planujecie zaprosić kogoś jeszcze do współpracy?
Michał: Marzy nam się wielu wykonawców, nie chcemy nic zdradzać. Na chwilę obecną planujemy nagrać wspólną epkę z The Dumplings oraz Klavesem, która będzie zapowiadać coś, co wydarzy się na jesień.
Ukończyliście właśnie prace nad teledyskiem do "Story". Zdradzicie, czego można się spodziewać po klipie?
Klaudia: Zdradzić możemy tylko tyle, że będzie to pogodny klip, podobnie jak sam numer. Całość będzie utrzymana w kolorowym, lifestyle'owym klimacie.
Pamiętacie jak to się zaczęło?Trafiliście na siebie w Warszawie. Akurat Michał rozglądał się za wokalistką, a Klaudia po "X Factorze" szukała producenta. Czym zajmowaliście się przed xxanaxxem?
Klaudia: Poszukiwałam swojej drogi, nagrywałam dużo coverów. Zdarzyło mi się zacząć współpracę z kilkoma projektami, ale dopiero w xxanaxxie poczułam, że robię to, co chcę.
Michał: U mnie było tego sporo. Przede wszystkim Projekt NOD, współpraca z takimi artystami jak: Marika, Afromental, Pezet, Wojciech Waglewski. Trochę tego było, ale podobnie jak Klaudia, dopiero xxanaxx dał mi poczucie, że jestem w tym miejscu, w którym powinienem być.
