Czy Franck Ribery i Arjen Robben będą mieli powody do radości po dzisiejszym meczu z Realem?
Czy Franck Ribery i Arjen Robben będą mieli powody do radości po dzisiejszym meczu z Realem? http://www.ronaldo7.net/news/2012/478-cristiano-ronaldo-bayern-munich-can-win-the-uefa-champions-league.html

Choć o krajowym tytule mogą już zapomnieć, wciąż liczą się w europejskich rozgrywkach. W pięciu punktach wyjaśniamy, dlaczego piłkarze Bayern Monachium wyeliminują Real Madryt z Ligi Mistrzów.

REKLAMA
Zawodnicy Juppa Heynckesa mogą się skoncentrować wyłącznie na "Champions League". W lidze niemieckiej do liderującej Borussii tracą 8 punktów, a do rozegrania pozostały trzy kolejki. Bayern nie może znaleźć sposobu na Dortmundczyków.
Zdecydowanie lepiej radzi sobie z kolei w Europie. Tam też pokazuje swojemu mniej utytułowanego, krajowemu rywali, jak wytrawny zespół powinien reprezentować swój kraj w międzynarodowych rozgrywkach. Przykład? Borussia odpadła z LM na pierwszym etapie. Zajęła ostatnie miejsce w grupie. Wyprzedził ją m.in. Olympique Marsylia, z którym podopieczni Jurgena Kloppa przegrali 0:3 i wygrali 1:0. Francuzi w ćwierćfinale z kolei trafili na Bayern. I przegrali dwa razy po 0:2.
Monachijczycy wcześniej wygrali swoją grupę, najsilniejszą w tegorocznej edycji. Wyprzedzili Napoli, Manchester City i Villareal. W 1/8 finału, jak walec, przejechali się po FC Bazel. W pierwszym meczu przegrali ze Szwajcarami 0:1. Zemsta była jednak słodka - w rewanżu zespół Hoenessa wygrał aż 7:1. Bayern w lidze niemieckiej, a Bayern w Lidze Mistrzów, to dwa zupełnie inne zespoły. Argumentów, które przemawiają za niemiecką ekipą, w starciu z Realem, jest więcej.
1. Burzliwa historia pojedynków. Trener Bayernu dobrze zna swojego rywala
Jupp Heynckes był kiedyś trenerem Realu Madryt. Po tym, jak poprowadził "Królewskich" po siódmy Puchar Europy, został zwolniony. Ponadto żaden inny zespół w Europie nie potraktuje tak poważnie Bayernu, jak Real Madryt. - Historia potyczek Realu z Bayernem w ramach europejskich Pucharów jest bogata i niekoniecznie dla Kastylijczyków szczęśliwa. W końcu to oni schodzili z boiska częściej na tarczy niż z tarczą. Nie bez kozery Monachijczycy zasłużyli sobie w Hiszpanii na przydomek "La Bestia Negra" - zauważa Grzegorz Kurek z serwisu realmadrid.pl.

2. Wszystkie ręce na pokład o nazwie "Liga Mistrzów"
Skoro Bayern nie ma już w praktyce szans na mistrzostwo Niemiec, to może skupić się na europejskich rozgrywkach. - Choć na papierze faworytem będzie drużyna hiszpańska, to błędem byłoby pominięcie ważnego czynnika, jakim jest
motywacja. Podopieczni Juppa Heynckesa stracili już szanse na wygranie Bundesligi, więc trudno wymarzyć sobie lepszy prezent dla wymagającej publiczności na Allianz Arenie, niż sięgnięcie po zwycięstwo w prestiżowej Lidze Mistrzów - przekonuje Jacek Zachariasz z serwisu bayern.munchen.pl
3. Rywale myślami przy krajowych rozgrywkach
Tak jak Monachijczycy mogą się skupić tylko na "Champions League", tak Real wciąż musi bacznie pilnować swojej ligowej pozycji. Co raz bliżej jest bowiem Barcelona. Ponadto na nieszczęście dla graczy Mourinho, kilka dni po meczu w Monachium czeka ich w lidze Gran Derbi z "Dumą Katalonii". I jak tu rozłożyć siły? Bayern nie ma takiego problemu - ma prawie pewne drugie miejsce w Bundeslidze.
4. Wznieść puchar u siebie
Finał tegorocznej Ligi Mistrzów odbędzie się na Allianz Arena w Monachium. To chyba najlepsza motywacja dla Bawarczyków, by wnieść się na wyżyny swoich umiejętności i wyeliminować madrycki Real.

Bayern nie zdzierży sytuacji, w której dwaj hiszpańscy przedstawiciele zagrają na jego stadionie o Puchar Europy. - Aby osiągnąć te zamierzenia gospodarze muszą dać z siebie we wtorkowej potyczce 120%. - przekonuje Paweł Masłyk z bayern.munchen.pl.
5. Arjen Robben
Holender będzie w dzisiejszym meczu podwójnie zmobilizowany. W 2009 roku odszedł z Madrytu, ponieważ po przyjściu Cristiano Ronaldo, nie potrafił się odnaleźć w zespole. - A i sam klub nie wykazywał chęci zatrzymania Robbena - przypomina Zachariasz.
Ponadto holenderski pomocnik będzie chciał odkupić swoje winy z niedawnego szlagieru niemieckiej ligi. W spotkaniu z Borussią nie strzelił karnego oraz umożliwił zdobycie efektownej bramki Robertowi Lewandowskiego. Po rzucie rożnym nie wyszedł z własnego pola karnego. Dzięki temu Polak nie był na pozycji spalonej.