"The Economist" uważa, że Polska weszła w "złoty wiek"
"The Economist" uważa, że Polska weszła w "złoty wiek" Fot. economist.com

Kiedy na przełomie lat 80. i 90. upadał Związek Sowiecki, Polska była bliska bankructwa i kojarzyła się przede wszystkim z zacofanym rolnictwem, fatalną infrastrukturą transportową i słabą gospodarką. Ekonomiczna terapia szokowa, jakiej poddano Polskę ponad 20 lat temu, sprawiła jednak, że kraj zaczął się rozwijać i osiągnął poziom, który „The Economist” nazwał drugą epoką jagiellońską. – Obecnie głos Polski ponownie coś znaczy za granicą – stwierdził brytyjski tygodnik.

REKLAMA
W poświęconym Polsce raporcie, jaki ukazał się na stronie tygodnika „The Economist”, zauważono, że pod koniec lat 80., gdy opadała żelazna kurtyna, Polska nie była najlepiej rokującym państwem Europy Środkowo-Wschodniej. Większe nadzieje wiązano wówczas m.in. z Węgrami i Czechosłowacją.
Prorynkowe reformy, jakie zaaplikowano Polsce na początku lat 90., zaowocowały jednak wzrostem gospodarczym, który utrzymuje się aż do dzisiaj. – PKB na mieszkańca według parytetu siły nabywczej stanowi obecnie 67 procent unijnej średniej. W 1989 roku stanowił 33 procent – zauważono w raporcie.
Solidny wzrost gospodarczy sprawił, że Polska zaczęła więcej znaczyć w Europie. Aktualnie, jak przekonuje „The Economist”, jest ona postrzegana jako jedno z sześciu „dużych państw członkowskich Unii Europejskiej”, mając u boku Niemcy, Wielką Brytanię, Francję, Włochy i Hiszpanię.
Niemniej nawet tak kwitnące państwo zmaga się z różnymi problemami. Jednym z nich jest kryzys ukraiński i wynikające z niego złe stosunki z Rosją, z której w ubiegłym roku Polska czerpała 60 procent swojego gazu. Innym jest afera podsłuchowa, która zachwiała krajową sceną polityczną. Polska ma również kłopoty o charakterze gospodarczym, z którymi będą musiały się zmierzyć kolejne rządy, niezależnie od tego, kto stanie na ich czele.
Inwestycji potrzebuje wciąż wschodnia cześć kraju, która ciągle odstaje od zachodnich województw. Innym problemem jest jedno z podstawowych źródeł dotychczasowych sukcesów, czyli tania siła robocza. Z biegiem czasu Polska będzie tracić tę zaletę. Dlatego kolejne reformy i inwestycje wykorzystujące środki unijne powinny skupiać się na innych elementach, które podnoszą konkurencyjność, oraz na szkolnictwie wyższym i zawodowym.
– O ból głowy przyprawia także demografia. Polska ma jedne z najniższych współczynników dzietności w Unii Europejskiej i pozostaje krajem emigracyjnym. (…). Najpilniejszym zadaniem jest jednak odchudzenie opasłego sektora publicznego. Od momentu, w którym skończył się komunizm, liczba urzędników niemalże się potroiła, dochodząc do poziomu przynajmniej 460 tysięcy – zauważył „The Economist”.