Oto najważniejsza kobieta w PiS, choć posłanką nie jest. Nie znosi kobiet, ale uwielbia ziółka i prezesa Kaczyńskiego

Janina Goss to szara eminencja PiS.
Janina Goss to szara eminencja PiS. Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Do kogo udał się Jarosław Kaczyński, gdy potrzebował 200 tys. zł na opiekę medyczną dla swojej matki? O pomoc poprosił wtedy bliską przyjaciółkę rodziny. A także szarą eminencję PiS, która trzęsie strukturami w Łodzi, z nadania PiS była szefową Rady Nadzorczej TVP, a także podjęła się misji ratowania „Gazety Polskiej Codziennie”.

„200 tys. zł. – pożyczka prywatna”. Ten zapis w oświadczeniu majątkowym Jarosława Kaczyńskiego stał się źródłem dociekań i spekulacji. Potęgował je sam prezes PiS, który nie chciał ujawnić skąd wziął pieniądze. Później jednak zdecydował się uzupełnić informację i w komisji etyki poselskiej pojawiła się korekta dokumentu. Jak podała „Polityka” pieniądze miała prezesowi pożyczyć Janina Goss.

Ziółka
To nazwisko znane jest tylko politykom i dziennikarzom politycznym, i to nie wszystkim. A Janina Goss to osoba o niebagatelnym znaczeniu dla Prawa i Sprawiedliwości oraz prawicowych mediów. Przy prezesie Kaczyńskim jest od lat. Jego zaufanie zdobyła w latach 90., kiedy pozostała na tonącym okręcie Porozumienia Centrum. Sympatię zdobyła kilka lat później, kiedy zaprzyjaźniła się z Jadwigą Kaczyńską, a za jej pośrednictwem z Jarosławem Kaczyńskim. Dzisiaj należy do wąskiego grona osób posiadających numer telefonu komórkowego prezesa.

Czym, poza wiernością, Goss zaskarbiła sobie sympatię lidera PiS? Ziółkami i kasztanami. Tradycyjne metody leczenia to podobno od lat pasja działaczki PiS. Miała się nimi zajmować jeszcze kiedy pracowała w "Społem", gdzie spędziła ponad 20 lat. – Nie zauważyłem, żeby się z kimś przyjaźniła. Pamiętam, że zbierała zioła – to właściwie jedyne, co na jej temat mógł przypomnieć sobie członek zarządu spółdzielni, pytany przez "Gazetę Wyborczą".


"Sztandar i Janka"
Swoją wiedzą o ziołach miała wspomagać zdrowie Jadwigi Kaczyńskiej. Przez kilka lat była też częstym gościem na niedzielnych obiadach w żoliborskim domu matki bliźniaków. Częściej bywał na nich Jarosław, i to on miał darzyć Goss większym zaufaniem. Z kolei działaczka miała mu przywozić kasztany niwelujące szkodliwe promieniowanie.

Nie bez znaczenia jest też wierność, jaką wykazała się w czasach Porozumienia Centrum. To wtedy, po wyjściu z partii dużej grupy działaczy, miało powstać powiedzonko, że "zostanie tylko sztandar i Janka" – opisywał Piotr Śmiłowicz. Wierności prezesowi towarzyszy jednak jej druga, przywoływana przez otoczenie cecha: nadmierna konfliktowość.

Konflikty
Według niektórych to właśnie Goss miała doprowadzić do konfliktu i rozłamu w strukturach Porozumienia Centrum. Ostro obchodzi się też ze współpracownikami w PiS. Szczególnie trudno mają u niej kobiety, których ma nie znosić – opisuje wp.pl. Głośno było o jej konflikcie z posłanką Małgorzatą Bartyzel. Sprawa oparła się nawet o biuro prezesa.

- Jak kogoś nie lubi, to nawet nie stara się tego ukryć. Czasem nawet podnosi głos na ludzi. Może i jest zasłużoną działaczką partii, ale to nie zwalnia z kulturalnego zachowania - mówi jeden z młodych działaczy partii. Dodaje, że niektórzy jego koledzy trochę się boją pani Janiny. CZYTAJ WIĘCEJ


Zacięte boje toczyła też z Jerzym Kropiwnickim, byłym prezydentem Łodzi. To właśnie Goss miała rządzić lokalnymi strukturami i wywierać naciski na radnych PiS. – Nie mam wiele do powiedzenia na ten temat – były prezydent Łodzi odmówił rozmowy na temat przyjaciółki domu Kaczyńskich.

Przeciwniczka mediów rządzi w TVP
Goss nie lubi nie tylko kobiet, ale i mediów, a kiedy te dwa czynniki się skumulują, po prostu wyrzuca za drzwi. Tak, jak reporterkę "GW", która chciała zadać jej kilka pytań. Niechęć do prasy pokazała też, gdy w kwietniu 2006 roku została szefową Rady Nadzorczej TVP. Gdy przyjechała na ul. Woronicza przemknęła tylko korytarzem odganiając się od kamer i fotoreporterów. Nie rozmawia z mediami i już.

Tak samo zasadnicze podejście ma też do startowania w wyborach. Woli trzymać się w drugim, czy nawet trzecim rzędzie. Ale i tak pozostaje wpływowa. W 2011 roku pojawiły się pogłoski, że ma zostać jedynką PiS w Łodzi. Ostatecznie to miejsce zajął Witold Waszczykowski.

Szara eminencja w Łodzi
– Nie mam kontaktów z panią Goss, widujemy się czasem na ogólnych zebraniach partyjnych. Mam biuro w innej części miasta niż pani Goss. Widujemy się też na miesięcznicach katastrofy smoleńskiej – opisuje poseł. Zapewnia, że nikt nie przychodził do niego na skargi spowodowane kłótliwością działaczki. – Ludzie się czasem spierają w różnych sprawach – ucina.

Przyznaje jednak, że informacje o jej wpływie na listy wyborcze to nie plotki. – Podobno zabiera głos w tych kwestiach, ale mnie to nie dotyczy. Ja dostałem propozycje od prezesa Kaczyńskiego, nie od pani Goss. A jak wygląda proces wokół prezesa, nie wiem – dodaje.

Misja: uratować "GPC"
Nie startuje w wyborach, bo to wiązałoby się z koniecznością prowadzenia medialnej kampanii. Ale mimo niechęci do mediów Goss musiała się nimi zająć. W sierpniu 2008 roku związana z Prawem i Sprawiedliwością spółka przejęła "Gazetę Polską Codziennie".

– To fachowiec dużej klasy, dobra prawniczka, z dużym doświadczeniem – zachwala w rozmowie z naTemat Ryszard Czarnecki. – Ma swoje zdanie, potrafi go bronić i argumentować za nim – dodaje. Co zdecydowało, że powierzono ją nadzór nad „GPC”? – Duże doświadczenie prawnicze, doświadczenie w TVP, ponadto zna prezesa od lat, cieszy się jego zaufaniem – wyjaśnia. Ale kiedy pytam, o powody jej rozstania z firmą Czarnecki jest już mniej rozmowny. – Nie wypowiadam się na ten temat – ucina.

Mission: failed
Nie jest tajemnicą, że Goss nie dogadywała się z zespołem: ostro przycięła płace, miała też ambicje ręcznego sterowania gazetą. Nie udało się jej też uniknąć błędów. Kiedy po aferze Amber Gold "GPC" opublikowała zapis rozmowy osoby podszywającej się pod pracownika KPRM z sędzią Ryszardem Milewskim niszowe wydawnictwo było cytowane we wszystkich mediach.

Ale nie wykorzystało darmowej reklamy i szansy na uratowanie dramatycznie niskiej sprzedaży. Powód był prosty – gazety nie można było kupić właściwie nigdzie poza Warszawą. Bo pierwszą z decyzji Goss było rozwiązanie umowy z dotychczasowymi kolporterami, a znalezienie nowych trochę trwało. Do tego wydawnictwo musiało zapłacił kary dotychczasowym partnerom.

Dlatego prezesem wydającej "GPC" spółki Forum była tylko trzy miesiące. Według informacji opublikowanych na stronie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich powodem zmiany była słaba sprzedaż dziennika.

To w żadnym wypadku nie zachwiało pozycją Janiny Goss. Nadal jest skarbniczką PiS w Łodzi i, co ujawniła sprawa pożyczki, wierzycielem prezesa Kaczyńskiego.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...