
Trwa katolicko-narodowe wzmożenie przed grasującym po kraju przedstawienie, które jest zwalczane przez tych, którzy go nie widzieli. – Widziała pani ten spektakl? – pyta dziennikarz starszej pani blokującej wejście do teatru. – Nie, ale wiem, o czym jest – zapewnia. – O czym?– To bluźnierstwo. – Szyderstwo z Pana Jezusa! – dodaje jej koleżanka. – Ale jeśli pani nie widziała, to skąd pani wie? – W internecie napisali. A jeśli źle napisali, to proszę sprostować – mówi.
REKLAMA
Wszystko zaczęło się w Poznaniu od odwołania "Golgoty Picnic" z programu Malta Festival. Powód? Jak pisze w Dawid Karpiuk w najnowszym wydaniu "Newsweeka", z "obawy przed zamieszkami. Episkopat de facto dał wiernym na nie przyzwolenie. Dołączyły środowiska kibolskie. Organizatorzy festiwalu dostawali telefony z pogróżkami. Pod protestem przeciw wystawianiu sztuki podpisało się 65 tysięcy ludzi".
– Jesteśmy w środku huraganu – mówi „Newsweekowi” Garcia. – Nie jestem Polakiem, nie mnie oceniać tę sytuację. Moja odpowiedzialność kończy się na jak najlepszym przygotowaniu spektaklu. Wszędzie, gdzie wystawialiśmy „Golgotę”, były protesty, policja. Ale nigdy z tego powodu nie odwołano spektaklu.
Karpiuk opisuje scenę blokowania wejścia do Nowego Teatru w Warszawie przez przeciwników sztuki Garcii. – Na prawicowych portalach wrzało już od paru dni. Pisano o bluźnierczym spektaklu, obrażaniu katolików, walce z Kościołem i Polską. Publicyści i hierarchowie kościelni nawoływali do organizowania oporu – pisze dziennikarz. I dodaje: – Są tu księża, starsze kobiety z różańcami, bojowo nastawieni mężczyźni. I dresiarze, którzy na początku czują się trochę nieswojo, ale kiedy przychodzi czas na swojski dla nich „Zakaz pedałowania” i parę innych stadionowych przyśpiewek, wtapiają się w tłum – pisze.
Osoby, który nabyły bilet do teatru muszą z pomocą funkcjonariuszy policji przebijać się przez szpaler demonstrantów. A wśród nich słychać na zmianę religijne pieśni, modlitwy i homofobiczne wyzwiska.
W górze powiewają biało-czerwone flagi, a obok nich transparenty z hasłami: Gdzie Bóg – tam przyszłość”, „Ideologia gender – stop”, „Nie dla eksperymentowania na polskim narodzie. Nie dla dewiacji i zboczeń w majestacie prawa. Tak dla prawa bożego”, „Obudź się, Polsko, i obroń Chrystusa”, „Zero tolerancji dla szyderców z męki pańskiej. Szydercy pod sąd”. „Polska – ojczyzna św. JP II nie jest kloaką dla szmir, bluźnierców, szyderców, zdrajców, barbarzyńców”.
– Myślałam, że w kwestiach teatralnych księża się nie jednoczą z dresiarzami – kręci głową reżyserka Maja Kleczewska. Po chwili jeden z księży intonuje „Maryję, łaski pełną”, a jeden z młodych mężczyzn z tłumu robi zdjęcie dziennikarzowi Newsweeka dodając: "Do zobaczenia na Redwatchu, ku...!".
Widzowie po szarpaninie, bluzgach i pluciu wchodzą do budynku. Zaczyna się odczytywanie "Golgoty". – Ci, którzy spodziewali się serii bluźnierstw, mogą poczuć się zawiedzeni. Tekst jest manifestem ludzi zagubionych we współczesności, niepotrafiących odnaleźć się w rzeczywistości ułożonej według zasad Kościoła – pisze Karpiuk.
– Tysiące osób nieznających mojej sztuki zgadza się, że jest w niej coś szkodliwego. Jakim cudem? – pyta retorycznie Garcia. Zaznacza, że chętnie rozdałby protestującym bilety. Janusz Głowacki wychodząc z teatru: "Pyta pan, czy my się możemy dogadać? Te dwie Polski? Nie ma żadnej możliwości. Mamy przechlapane. Co najmniej na dwie generacje".
Cały artykuł przeczytać można w najnowszym "Newsweeku".
