
– Dość mam tego biegania i tych cholernych biegaczy w naszej redakcji. Nie gadają o niczym innym, tylko ile to nie mają energii entuzjazmu i co zeżarli – powiedział kilka dni temu nasz redakcyjny kolega - Tomek. Pomyślałem sobie, a niech się wkurza. My naprawdę się zmieniliśmy. Niestety, jeszcze nie do końca tak, jak chcieliśmy.
REKLAMA
Ok, niektórzy naprawdę mogą mieć nas dosyć, bo w naszych głowach sporo się pozmieniało, a naszą uwagę skupiamy... no cóż, na samych sobie. Chcemy mieć coraz lepsze efekty w bieganiu, ale i coraz lepiej wyglądać. Większość z nas przystąpiła do programu #biegajnazdrowie, aby czuć się lepiej we własnym ciele. Natomiast już dziś wiemy, jak trudno o efekty.
Dieta i klops
W piątek do redakcji naTemat przyszła dietetyk Justyna Mizera, która czuwa nad naszym odżywianiem. Już po raz trzeci weszliśmy na jej magiczną wagę, która pokazuje skład naszych organizmów. Ku naszej radości okazało się, że wszyscy straciliśmy kilogramy, czyli poniekąd osiągnęliśmy jeden ze stawianych sobie celów. Jednak wyniki nadal nie są takie, jakie sobie wymarzyliśmy i czeka nas jeszcze dużo pracy.
W piątek do redakcji naTemat przyszła dietetyk Justyna Mizera, która czuwa nad naszym odżywianiem. Już po raz trzeci weszliśmy na jej magiczną wagę, która pokazuje skład naszych organizmów. Ku naszej radości okazało się, że wszyscy straciliśmy kilogramy, czyli poniekąd osiągnęliśmy jeden ze stawianych sobie celów. Jednak wyniki nadal nie są takie, jakie sobie wymarzyliśmy i czeka nas jeszcze dużo pracy.
Gdy zaczynaliśmy treningi, ważyłem 74 kilogramy. Dziś waga pokazała 68,9, co jak mogłoby się wydawać, jest niezłym wynikiem. Nie do końca. Okazało się, że pomimo intensywnych treningów i wyrzeczeń związanych z dietą, na moim brzuchu nadal pozostało aż trzy kilogramy tłuszczu.
Mało tego. Zamiast patrzeć na znikającą w oczach "oponkę", okazało się, że straciłem ponad dwa kilo mięśni. Oznacza to, że muszę wdrożyć nową dietę oraz zacząć przyjmować suplementy, które sprawią, że zacznę niwelować tłuszcz, a nie spalać swoje mięśnie (miałem je przecież budować!).
Muszę przyznać, że jestem trochę zawiedziony swoimi wynikami. Ale organizm każdego z nas jest trochę inny i dopiero teraz tak naprawdę go poznajemy. Jestem wciąż pozytywnie nastawiony, zwłaszcza po mailu który dostałem od naszej dietetyczki:
Nic wielkiego się nie stało. Wynika to z dużych obciążeń treningowych i zbyt małej ilości cegiełek naprawczych w postaci aminokwasów. Wszystko przygotuję po weekendzie! Nic się nie martw, zrobimy kaloryfer na brzuchu :)
Aha, warto dodać, że nasz kolega, który ma już dosyć "tego całego biegania" również na własną prośbę stanął na machinie do pomiaru składu ciała. Niestety, wyniki z jakiegoś powodu utajnił...
Trener: Jetem zadowolony
Zmiany, które zaszły w nas przez ostatnie trzy miesiące najlepiej widzą trenerzy. O ile na początku różnice między nami nie były aż tak widoczne, dziś stały się już bardzo wyraźne. – Jestem zadowolony, bo bardzo prawidłowo się rozwijacie – mówi nasz trener Grzegorz Zwierzchoń.
Zmiany, które zaszły w nas przez ostatnie trzy miesiące najlepiej widzą trenerzy. O ile na początku różnice między nami nie były aż tak widoczne, dziś stały się już bardzo wyraźne. – Jestem zadowolony, bo bardzo prawidłowo się rozwijacie – mówi nasz trener Grzegorz Zwierzchoń.
– Nie ma żadnego problemu z uczestnikami, choć każdy rozwija się w swoim tempie. Jest też kilka osób, które rozwijają się nieco wolniej, ale nie jest to nic, co by mnie martwiło – mówi.
To, co może wydać się błahe amatorom, jest bardzo ważne z punktu widzenia szkoleniowców. Chodzi między innymi o "zgranie" drużyn, które może okazać się kluczowe w naszym rozwoju. – Chodzi o to, abyście byli w stanie sobie pomagać, pomimo różnego poziomu, który reprezentujecie. W każdej drużynie jest ktoś, kto znajduje się na początku stawki. Widać, że drużyny wpierają się wewnętrznie – mówi Grzegorz Zwierzchoń.
Trener zauważył coś jeszcze. O ile na pierwsze treningi część osób przychodziła spóźniona lub nie pojawiała się na nich wcale, nabraliśmy pewnej "regularności". – Spóźnienia były prawie zawsze, a teraz planujecie ten czas dokładniej. To mi się bardzo podoba – słyszę od trenera. Czy ta "regularność" przełoży się również na nasze życie codzienne i zawodowy? Oby tak było.
Droga do samodzielności
Wychodzi na to, że powoli wchodzimy w biegową dorosłość. W ostatni czwartek pożegnaliśmy się z trenerem, który nauczył nas już podstawowych rzeczy dotyczących ćwiczeń, rozgrzewki, techniki biegu i rozciągania. Spotkania z Grzegorzem będą odbywały się rzadziej, a treningi stają się coraz bardziej samodzielne.
Wychodzi na to, że powoli wchodzimy w biegową dorosłość. W ostatni czwartek pożegnaliśmy się z trenerem, który nauczył nas już podstawowych rzeczy dotyczących ćwiczeń, rozgrzewki, techniki biegu i rozciągania. Spotkania z Grzegorzem będą odbywały się rzadziej, a treningi stają się coraz bardziej samodzielne.
Na ostatnich wspólnych treningach każdy musiał pamiętać co ma do zrobienia, bo ćwiczenia i dystanse są przygotowane dla każdego oddzielnie. Jako że okazało się, że niektórzy z nas mieli problemy z techniką biegu, zostaliśmy nagrani w trakcie treningów. – W tej chwili są one analizowane i niedługo otrzymacie wyniki. Są one ważne, bo dzięki właściwej ergonomii, będziecie potrzebowali mniej energii do biegania – mówi Grzegorz Zwierzchoń. Lada chwila w naszych rozpiskach biegowych pojawią się różne prędkości biegu. Do tej pory mieliśmy tak naprawdę tylko dwa poziomy - bieg i marsz.
Wygląda zatem na to, że dalej będziemy "wkurzać" wszystkich niebiegających i dalej zbliżać się do mety maratonu. Przed nami jednak kolejna wielka próba... WAKACJE!
