Internet wyśmiewa wiejskiego Mistera Lata w Ostrowie na Podkarpaciu. Sorry, ale się nie dołączę

Festyn wiejski w Ostrowie stał się powodem kpin z kultury wiejskiej.
Festyn wiejski w Ostrowie stał się powodem kpin z kultury wiejskiej. Fot. Screen z YouTube
"Wiocha", "cebulaki", "wstyd" – takie komentarze można przeczytać pod filmikami z wiejskich festynów. A to część naszej kultury – chociaż innej niż ta wielkomiejska, to wcale nie gorszej.


Kiedy tylko zaczyna się robić cieplej jak Polska długa i szeroka wójtowie, sołtysi i komendanci straży pożarnych zaczynają organizować wiejskie festyny. Szczyty przypadają na majówkę, początek wakacji, koniec lata i dożynki. Schemat z reguły jest ten sam. Szkolne boisko, wiejski park albo po prostu klepisko za urzędem gminy. Do tego obowiązkowe parasole z logotypem producenta piwa, który dorzuca się do kosztów imprezy.


W sieci szybko rozeszło się właśnie nagranie z festynu w Ostrowie na Podkarpaciu, którego częścią były Wybory Mistera Lata. Zostało już usunięte z YouTube'a, ale przezorni internauci zrobili kopie. Warto było? Oto grupa panów w wieku różnym i o równie zróżnicowanej posturze pokazuje swoje wdzięki, tańcząc w rytm muzyki. Przypatruje się temu spora grupa mieszkańców, ocenia jury złożone z kilku pań, a całość prowadzi wodzirej. To on zagrzewa panów do walki i robienia różnych, "śmiesznych" zadań.

Dla wielu osób, które zalajkowały fan page Polaki Biedaki Cebulaki (on pierwszy opublikował link) to musiał być szok kulturowy. Świadczą o tym komentarze.
Karol Łapczyński

xD jak orangutany jakieś w okresie godowym Czytaj więcej

Krystian Malinowski

Wyobraźcie sobie, że cywilizowany jankes przyjeżdża do Polski i przypadkowo trafia do Ostrowa. Czytaj więcej

Jakub Żołyński

ZWIERZĘTA Czytaj więcej

Paweł Sławiński

Skąd tyle cebuli w tym kraju? Przecież 3 mln wyjechało ZAGRANICO? Eksportować cały Ostrów! Czytaj więcej

Mnie też nie wszystko w tej imprezie się podoba – przede wszystkim to, że część panów poszła zbyt daleko w ukazywaniu swoich wdzięków. Ale pora była już dość późna, impreza trwała od kilku godzin, więc część uczestników – co zresztą widać – było dobrze zaprawionych piwem. Bo to nieodłączny element każdego festynu. Wtedy wielu puszczają hamulce i robią rzeczy, których normalnie by nie zrobili. Nawet, jeśli na co dzień słuchają Erykah Badu, a nie Bayer Full.


Zastanawiam się, czy zaprawienie się prosecco albo drogimi drinkami i robienie głupich rzeczy w wielkim mieście jest w czymkolwiek lepsze od zaprawienia się piwem czy gorzałą i robienia równie głupich rzeczy na festynie. Przechadzając się piątkową czy sobotnią nocą przez centra Warszawy, Łodzi, Krakowa czy Wrocławia widzę podobne sceny jak te z dożynek w Kęsowie, na których bywam od lat czy na Dymarkach Świętokrzyskich w Nowej Słupii, gdzie lokalsi postanowili pogonić grupę licealistów z Pomorza.

Bo po alkoholu ludzie zachowują się dziwnie nie tylko w małych miasteczkach, różnica jest taka, że na wsi towarzyszy temu inna muzyka. Ale jestem daleki od wyśmiewania kogokolwiek za słuchanie disco polo czy techno. Sam nie przepadam za pierwszą, a drugiej nie trawię, ale przecież nie każdy musi chodzić do filharmonii i zachwycać się najnowszymi trendami w elektro. Sam zresztą tego nie robię.
Kiedy widzę wiejski festyn przypomina mi się zachwyt nad starożytną kulturą grecką. Przecież jej częścią były nie tylko sztuki Ajschylosa, ale i Dionizje. To wielkie święto na cześć boga wina miało w sobie wszystkie negatywne cechy, które dzisiaj wytyka się wiejskim festynom: kicz, rozpustę i pijaństwo.

Te cechy nie opisują oczywiście wszystkich wiejskich festynów. Jasne, są takie – i do nich zaliczam wybory Mistera Lata w Ostrowie – gdzie trudno znaleźć pozytywne strony. Ale na wiejskich imprezach prowadzi się też warsztaty kół gospodyń wiejskich, badania lekarskie czy zbiórki charytatywne. To strona, o której mało kto pamięta.

Nie ma co jednak ukrywać, że wiejskie festyny służą głównie rozrywce. I ta może być na różnym poziomie. Poza tym trzeba pamiętać, że dla mieszkańców małej wioski (Ostrów ma 1400 mieszkańców) każdy festyn to naprawdę spore wydarzenie. Nie każda miejscowość ma środki, by zaprosić Monikę Brodkę albo Hey, więc wiele z tych imprez obstawiają lokalne zespoły grające zwykle na weselach.

Ale to i tak lepsze, niż nic. Festyn wiejski pozwala spędzić chociaż jeden wieczór inaczej, niż siedząc przed telewizorem albo w barze u pani Zdzisi. Jednak czasami na niewielką imprezę udaje się ściągnąć znane z telewizji gwiazdy. I właściwie trudno w Polsce znaleźć takie, które odmawiają grania na festynach. Takie opinie, jak ta Marcina Świetlickiego, lidera zespołu "Świetliki", to raczej wyjątek. Choć i tak jego muzyka raczej do festynów nie pasuje.
Marcin Świetlicki

Ja niniejszym zwracam się do wiernych, którzy mnie wsparli w moich trudnych decyzjach i nie odwrócili się ode mnie. To do Was mówię, a nie do sponsorowanych przez złe moce haterów. Oświadczam, że zespół Świetliki udaje się na mentalne wakacje. I nie zagramy dla was latem. Latem niech grają dla piwnych potentatów, banków i innych Babilonów zespoły, które to lubią. Czytaj więcej

"Zespołów, które to lubią" jest sporo. – Bardzo lubimy grać na imprezach plenerowych – mówi Mariusz Gierszewski, reporter naTemat i basista zespołu Poparzeni Kawą Trzy. – To naprawdę świetne uczucie, gdy widzi się, że na nasz koncert przyszła większość mieszkańców miasteczka, w którym gramy – dodaje.

– Nie uciekamy do busa zaraz po koncercie, staramy się poznać okolicę, spotkać się z ludźmi. Z tego zawsze biorą się fajne przygody. Kiedyś na przykład zaproszono nas na pędzony w lesie bimber – relacjonuje. Raz zdarzyła się zespołowi lekko nerwowa sytuacja. – Było opóźnienie, my się rozstawialiśmy i było słychać pojedyncze gwizdy i krzyki pod naszym adresem. Ale generalnie jest bardzo spokojnie – zapewnia Mariusz Gierszewski.

Bo czasy wiejskich imprez, na których wszyscy leją się sztachetami powoli przemijają (choć nie wszędzie, jak opisywał Michał Gąsior). W większości miejsc festyny przeradzają się w bijatyki, kiedy większość mieszkańców pójdzie już do domu, a impreza wchodzi w fazę dożynek. Tak samo, jak w dużych miastach.
Oburzenie na wiejską kulturę popularną to przykład oderwania od rzeczywistości mieszkańców dużych miast. Ale to już ich problem, bo mieszkańcy Ostrowa i innych małych miejscowości pewnie nawet nie przeczytają ani nienawistnych komentarzy, ani tego tekstu.

Bo mają fajniejsze rzeczy do roboty, niż zastanawianie się czy ich festyn nie naruszył aby poczucia estetyki mieszkańców metropolii.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Małgorzata Tusk zadała szyku we Francji. Tak wyglądała obok małżonek Trumpa i Macrona
0 0Ciężarna Joanna Krupa całkowicie naga na okładce "Wprost". Stanęła w obronie LGBT
JACEK LIBERSKI 0 0"Robią z Polaków idiotów". Dlaczego Ziobro musiał wiedzieć o aferze hejterskiej
Unum 0 0Nie wszystkie ubezpieczenia chronią przez całe życie. Jak wybrać polisę, która nie wygasa
0 0Smutni 30- i 40-letni. Wyniki światowych badań dają do myślenia
WYWIAD 0 0Aktor, któremu na bank się udało. Lech Dyblik o tym, jak odbić się od dna i... ganiać Malkovicha
NEWSWEEK 0 0Polskę czeka kryzys senioralny? Władze ignorują poważną zmianę demograficzną
0 0Kuchciński odnalazł się po aferze samolotowej. Dostał "zadanie specjalne"
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta