Jaka jest praca dla młodych w Polsce?
Jaka jest praca dla młodych w Polsce? fot. Piotr Żytnicki / Agencja Gazeta

W Grecji 57 proc. młodych ludzi jest bez pracy, podobnie w Hiszpanii, we Włoszech nie pracuje 40 proc., w Polsce też jest źle: 28-procentowe bezrobocie. Nad problemem pochylił się spożywczy gigant Nestlé ogłaszając, że da pracę 20 tysiącom młodym i bezrobotnym Europejczyków.

REKLAMA
Laurent Freixe, wiceprezes i dyrektor zarządzający Nestlé na Europę zapewnił, że wciągnie do inicjatywy firmy współpracujące z korporacją. Jego zdaniem, tylko taka wspólna akcja biznesu może zmienić sytuację, bo rządy poszczególnych państw nie są w stanie uporać się z problemem.
Do 2016 roku Nestlé zadeklarowało zatrudnienie na etacie 10 tys. osób poniżej 30 roku życia, kolejnym 10 tys. chce zaoferować praktykę zawodową. Pula stanowisk dla Polski liczy 760, z czego zatrudnienie znajdzie 360, a pozostałym 400 firma zaoferuje płatne praktyki lub staże.
To oczywiście piękne cele i wielkie słowa, za które koncern zbiera brawa. Jednak nie brakuje osób, które w działaniach przeczuwają wyrachowaną grę. Dlaczego? Bo tak naprawdę bezrobocie jest na rękę pracodawcom. Mogą wtedy oferować niskie płace, a chętni do pracy zawsze się znajdą.
Tłumaczy to szef dużej firmy rekrutacyjnej: – Ostatnie kilka lat spowolnienia gospodarczego pracodawcy wykorzystali do wymiany personelu na tańszy. Tak działo się w bankach, firmach doradczych, w mediach, agencjach reklamowych, gdzie osoby zatrudnione za najwyższe pensje wymieniono na takich, którzy zgodzili się pracować za połowę stawki. Zgodnie ze starym porzekadłem, jeśli dziś zwalniają to jutro będą zatrudniać.
Od dostawcy wody do prezesa
Także i w tym wypadku cudów nie będzie. 360 etatów jak na firmę, która w Polsce ma 10 fabryk i zatrudnia 5 tys. osób może rozczarowywać. To niewiele więcej niż naturalna, roczna wymiana personelu z jaką przyjmuje się 5 proc. pracowników.
– W Nestlé priorytetem jest promowanie osób wewnątrz organizacji. W ten sposób uwalniane są pozycje początkowe, które możemy zaproponować młodym osobom – mówi naTemat Mariola Raudo, Kierownik Działu Rekrutacji i HR Biznes Partner. Tym samym dostępne będą stanowiska na samym dole. Część pracowników odchodzi na emeryturę, a ich miejsca zajmą młode osoby. W ramach akcji zatrudniania młodych firma proponuje pracę w swojej nowej inwestycji – fabryce Nestlé Purina PetCare w Nowej Wsi Wrocławskiej.
logo
Praca dla młodych jest, tylko jaka? Pracuj.pl
Oferty zatrudnienia obejmują wszystkie obszary działalności firmy – od operatorów w fabrykach po dział sprzedaży i stanowiska menedżerskie. A płace? - Zgodne z benchmarkiem rynkowym? - odpowiada firma.
Czy praca w Nestlé to zajęcie marzeń? Pewnie nie na wszystkich stanowiskach. Na portalu GOWork można znaleźć takie opinie:

Dostawca = kierowca, sprzedawca, magazynier, serwisant. Podstawa najniższa krajowa, premia niby za wszystko, ale nie wyrobisz planu sprzedażowego i już minus 10 proc. Praca od rana do wieczora. Nie ma kiedy odebrać nadgodzin, a firma oczywiście nie chce za nie wypłacić. Do tego odpowiedzialność materialna za samochód i towar. Nie dajcie się nabrać.

"Dostawcy [wody] jako podstawę mają niemalże najniższą krajową, są jeszcze prowizje w granicach 800-2000 zł. Na wysokość prowizji dostawca ma niewielki wpływ. Zależy ona również od sympatii bądź antypatii liderów, specjalistów czy kierownika.
Co oni tacy roszczeniowi?
Na takie komentarze pracodawcy mają gotową odpowiedź o roszczeniowym pokoleniu młodych pracowników. Bo często maja nierealistyczne oczekiwania w stosunku do rynku pracy. Chcą jednocześnie i atrakcyjnych pensji, i równowagi między życiem a pracą, a dodatkowo ambitnych zadań i szybkiego awansu.
W tym samym tonie wypowiada się Mariola Raudo, szefowa HR w Nestle: – Pokolenie Y faktycznie utożsamiane jest z postawą roszczeniową. Pytanie, czy to źle? Można by uznać, że ludzie ambitni, dobrze wyedukowani są bardziej świadomi swoich oczekiwań. Niemniej, zawsze pozostaje pytanie o formę i sposób, w jaki oczekiwania te są prezentowane. I to jest moim zdaniem obszar - nazwijmy to - do rozwoju – słyszymy.
A może lepsza ciężka praca za małe pieniądze niż żadna? Eksperci powątpiewają. Dr Łukasz Sienkiewicz z Katedry Rozwoju Kapitału Ludzkiego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" mówił: – Dla większości obecnych 35-45-latków normalnym było, że trzeba zapłacić na początku frycowe, popracować kilka lat na niższym stanowisku za śmieszne pieniądze. Ale nie blokowało to ich kariery. W końcu awansowali, wychodzili na swoje. Teraz w takiej przechowalni zostaje się na lata.