
"Kartofel", "klamka", "orli" czy "garbaty" - co człowiek, to kształt nosa. Rzadko kiedy z tej części twarzy jesteśmy zadowoleni. Może nadeszła pora, żeby kult zgrabnego, malutkiego, wąskiego niczym mały palec, nosa poszedł do lamusa? Już wystarczająco długo byłyśmy karmione kanonami tych idealnych, niemal niewidzialnych nosków i noseczków. Duże jest piękne, a dziś postaram się Wam to udowodnić.
- Gdyby wszystkim było dobrze w tym samym, to świat byłby nudny - powiedziała stylistka włosów Alka Dębowska w artykule na temat blondynek. W tym zdaniu jest dużo prawdy. Każdemu z nas podobają się inne rzeczy i inni ludzie wydają nam się atrakcyjni. I pewnie wszystko byłoby w normie, gdyby nie fakt, że jesteśmy od lat już karmieni tym, co według ogólno pojętych kanonów uznaje się za piękne czy brzydkie. Dlatego dziś zamiast krytyki z mojej strony, otrzymacie treść pełną sympatii.
Pamiętam, jak moja mama w kółko powtarzała, że Barbara Streisand i Gerard Depardieu są tak brzydcy, że aż piękni. A ja kodowałam sobie w głowie ten kanon: duży nos, równa się brzydki człowiek.

Słyszałam też od mamy, że podobnie jak ona, mam ogromny nos, który jak tylko skończę 18 lat zoperujemy. I tak właśnie rodzą się kompleksy.
Nie patrzyłam już na siebie w inny sposób, jak tylko przez ten nos. Wielki, szeroki, podobno „żydowski” - po tacie, chociaż trochę grecki - po rodzinie mojej mamy. Przez ten centralny element mojej twarzy nigdy nie pomyślałam o sobie, że jestem ładna. I tu pewnie posypią się komentarze, że pani redaktor się nad sobą użala i smęci. Mam je w nosie. Parafrazując klasyka, jest wystarczająco duży, żeby pomieścić je wszystkie.
Choć osiemnastka minęła już dawno temu nosa do tej pory nie zoperowałam i nie mam zamiaru! Zaakceptowałam jego niezbyt idealny kształt i rozmiar - to, że kiedy się uśmiecham rozszerza się na całą twarz.

Ale od akceptacji do pełnej sympatii musi zawsze trochę czasu upłynąć. I pewne wydarzenie zupełnie odmieniło mój stosunek do własnego nosa. Trafiłyśmy z siostrą na międzynarodowe targi materiałów i dodatków krawieckich, TexWorld. Z tłumu poszukujących, wypatrzył nas przemiły facet - sprzedawca dzianin, z wielkim, jak pałac kultury - nosem.
-Chodźcie do mnie moje drogie, powiedział pięknym brytyjskim akcentem, rodem z BBC. Już z daleka widzę, że jesteście moje. Bo jesteście żydówkami, prawda? Poznałem was po nosach! A dla swoich mam specjalny cennik.
I pomimo, że żydówkami nie jesteśmy, po raz pierwszy ucieszyłyśmy się z naszego rodowego dorobku: nosów. Uśmiałyśmy się do łez, bo pan, jak na żyda przystało miał fenomenalne poczucie humoru i dystans do wszystkiego, łącznie z samym sobą. A my dzięki niemu i prześmiewczej rozmowie o naszej urodzie (tak, tak, dzięki mamie mamy dystans do swojego wyglądu i jesteśmy autokrytyczne), nabrałyśmy jeszcze większego dystansu do naszych wydatnych nosów.

Doszłyśmy do wniosku, że właśnie ten „brzydki”, niedopasowany czasem do reszty twarzy element (niekoniecznie nos), nadaje osobie charakteru. Że wyróżnia ją z tłumu, zmienia w kogoś niebanalnego. Nie twierdzę, że tylko kobiety i faceci z wielkimi nosami są fajni. Ale mogą być naprawdę nietuzinkowi. Bo właśnie ten nos sprawia, że nie wyglądają, jak setki innych osób mijanych codziennie na przejściu dla pieszych.
Oczywiście jest gros osób, które nigdy swoich nosów nie pokochają. I jeśli są one źródłem koszmarnych kompleksów, warto pomyśleć o operacji plastycznej lub zabiegu z dziedziny medycyny estetycznej. Na przykład garbaty lub orli nos, świetnie korygują zabiegi z zagęszczonego kwasu hialuronowego. Mam kilka koleżanek, które poszły o krok dalej. Zrobiły zabiegi chirurgiczne i ich nosy wyglądają dziś naturalnie, ale znacznie lepiej niż kiedyś. Może dlatego, że ich ingerencja zakończyła się po jednym zabiegu i nie popadły w uzależnienie od zmiany wyglądu, jak niektóre Hollywoodzkie gwiazdy.

Jestem zdania, że w poprawianiu urody zwykle mniej, znaczy lepiej. Dlatego jeżeli jeszcze raz krytycznie spojrzysz na swój nos, może warto zamiast rozmyślać o ingerencji chirurga, spróbować mniej drastycznej metody?
Zapytałam specjalistkę - makijażystkę Małgosię Smelcerz o kilka patentów, jak zmniejszyć i zwęzić makijażem nos.
Małgosia Smelcerz - makijażystka Sephora
Być może porady Małgosi Ci wystarczą. A jeśli nie, może warto popatrzeć na zdjęcia znanych aktorek, które załączyłam do tego tekstu. Są właścicielkami naprawdę pokaźnych, charakterystycznych nosów. Ich twarze są rozpoznawane na całym świecie. Wyobrażacie je sobie z małymi noskami? Straciłyby cały swój urok. Bo duże jest piękne.
