
Choć to Janusz Korwin-Mikke miał być główną siłą Kongresu Nowej Prawicy w Parlamencie Europejskim podczas pierwszego przemówienia wypadł po prostu słabo. I to także na tle swojego podwładnego, zupełnie nieznanego wcześniej Jarosława Iwaszkiewicza.
REKLAMA
Poseł z Wrocławia przede wszystkim uniknął błędu Korwin-Mikkego i mówił po polsku, a nie łamaną angielszczyzną. Co prawda czytał z kartki, ale szło mu to całkiem sprawnie – nie miał tak jak Korwin-Mikke wzroku wlepionego w tekst przemówienia.
Tłumaczył, że od 25 lat jest przedsiębiorcą i zna problemy tego sektora. Największym z nich według Iwaszkiewicza jest przeregulowanie i wysokie podatki. – Podatki, dzięki UE, są tak skomplikowane, że zajmują przedsiębiorcom aż 286 godzin rocznie. Pod względem przyjazności podatkowej Polska zajmuje 114. miejsce w świecie na 185 badanych – mówił.
Wzywał, aby Unia przestała tworzyć nowe prawo, a zajęła się likwidacją i upraszczaniem już istniejącego. – Zbyt często zebrani w tej izbie zapominają, że gospodarka tworzy się w oparciu o pomysł i pracę, a nie przepisy administracyjne – zakończył swoje pierwsze przemówienie w Parlamencie Europejskim.
I chociaż tak jak Korwin-Mikke nie dostał żadnych pytań z sali, jego wystąpienie wyglądało i brzmiało zdecydowanie lepiej. Przede wszystkim zajął się konkretnym, dotyczącym ludzi problemem, a nie globalnym ociepleniem, jak to zrobił Korwin-Mikke. Iwaszkiewiczowi udało się też uniknąć wysyłania wszystkich do prokuratury.
