
Dla zwolenników teorii o zamachu pod Smoleńskiem sprawa jest jasna – zastrzelenie samolotu na Ukrainie, czego najprawdopodobniej dokonali prorosyjscy separatyści, to dowód na to, że mieli rację. Ale nawet ci, którzy w zamach nie wierzą, też budują analogie między dwiema katastrofami. Pytają: skąd nagle oburzenie, że czarne skrzynki dostaną się w ręce Rosjan, a sprawę weźmie pod lupę MAK, skoro przy Smoleńsku takich zastrzeżeń nie było?
Środowiska "Gazety Polskiej" i tygodnika "wSieci" wątpliwości nie mają. Tym, którzy wątpliwi w zamach powinny otworzyć się oczy, a ci, którzy w sprawie Smoleńska bronili rządu, zostali jeszcze raz skompromitowani. Dobitnie ujął to Michał Karnowski. Jako że amerykański prezydent wezwał do szybkiego zabezpieczenia dowodów z miejsca tragedii na Ukrainie, a eksperci domagają się zaangażowania międzynarodowej komisji, uwidocznił się rzekomy kontrast z zachowaniem polskich decydentów po 10.04.2010.
Co może przyświecać panu Laskowi w tych wywodach? Chce, by znajdowali w czaszkach ofiar moskiewskie rękawice chirurgiczne? Pragnie, by malezyjscy piloci okazali się pijakami, którzy sami siebie naprowadzili na spokojnie lecącą rakietę? Marzy o kolejnym upokarzającym anodinowskim [Tatiana Anodina - szefowa MAK - red.] spektaklu z wyciem przerażonych ludzi w finale?
Planuje zorganizowanie zrozpaczonym ojcom i matkom internetowych pokazów zmasakrowanych, okaleczonych ciał najdroższych osób? A może chce, żeby pani Ewa Kopacz mogła po starej znajomości popędzić na miejsce, aby potem przysięgać kłamliwie rodakom, że przekopała ziemię metr w głąb”?
Tragedia na Ukrainie stała się również pretekstem do tego, by przypomnieć, jak wiele osób reagowało, kiedy Rosjanie zajęli się wyjaśnianiem katastrofy smoleńskiej. Wtedy często pojawiały się głosy, że współpraca między polskimi i rosyjskimi śledczymi układa się wzorowo, a dowody w rękach Rosjan są bezpieczne. Dziś panuje właściwie jednomyślność – trzeba zrobić wszystko, by MAK nie wziął śledztwa w swoje ręce, a czarne skrzynki zostały poddane ocenie bezstronnych ekspertów. Hipokryzja?
W zdecydowanej mniejszości są komentarze, że odwoływać się do Smoleńska po prostu w tym momencie nie wypada. "Podziwiam umiejętność przyrównania każdej katastrofy lotniczej świata do Smoleńska. A jeszcze bardziej - wyciągania z tego twardych wniosków" – ocenił Konrad Piasecki z RMF FM.
