Polski Bus znowu krytykowany. Tym razem za zmianę kierowcy na trasie
Polski Bus znowu krytykowany. Tym razem za zmianę kierowcy na trasie Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta

Popularny przewoźnik ponownie na cenzurowanym. Teraz Polskiemu Busowi oberwało się za to, że rzekomo zatrzymał się przed Ostródą, gdzie miał być planowy postój i wówczas kierowca stwierdził, że kończy pracę. Pasażerowie mieli czekać pół godziny, aż zjawi się jego zmiennik. Firma odpowiada, że od początku uprzedziła podróżnych, że dojdzie do takiej sytuacji.

REKLAMA
Polska firma, która na rynku funkcjonuje od 2011 roku, przewiozła już 7,5 mln pasażerów. Według jej wewnętrznych badań, aż 98 proc. klientów Polskiego Busa, jest zadowolonych ze świadczonych usług. Wysoki wynik jak na ostatnie medialne doniesienia.
"Gazeta Wyborcza" donosi o kolejnych kłopotach przewoźnika na trasie Warszawa-Gdańsk. W relacji jednej z pasażerek, bez uprzedzenia została zmieniona trasa podróży i tym samym zahaczono o Malbork oraz na krótko przed stałym postojem w Ostródzie, autobus zatrzymał się na poboczu i kierowca miał oświadczyć, że zakończył już swoją pracę.
Podróżni mieli czekać przy trasie, aż nadjeżdżający autokar z Trójmiasta przywiezie kolejnego kierowcę. Opóźnienie wyniosło 30 minut. Dlaczego nie zrobiono tego w Ostródzie? – Kierowca autokaru zatrzymał się na poboczu drogi, w miejscu odpowiednio do tego przystosowanym. Był to pas dodatkowy, na którym Inspekcja Transportu Drogowego kontroluje inne pojazdy. Było to dogodne miejsce, by kierowcy mogli się bezpiecznie zmienić i niezwłocznie kontynuować podróż – mówi "Wyborczej" Piotr Bezulski, dyrektor zarządzający PolskiBus.com.
Pasażerkę miał zbulwersować fakt, że przewoźnik zmienił trasę podróży i nie poinformował o tym podróżnych. Co innego twierdzą przedstawiciele Polskiego Busa. – Kierowca, po konsultacji z dyspozytorem i kierownikiem, podjął decyzję o zmianie trasy, w celu uniknięcia korków, które powstały na standardowo wyznaczonej drodze – dodaje Bezulski.
Michał Beim, ekspert ds. transportu z Instytutu Sobieskiego

Jeżdżę pociągiem i widzę, że ludzie podczas 15-minutowej przerwy gonią czym prędzej do KFC czy McDonalda. Nie zdążą? Trudno, pociag odjechał i tyle. Takie ryzyko. Nie rozumiem oburzenia – dodaje, odnosząc się do sytuacji z "uprowadzonym" dzieckiem. Czytaj więcej


Przypomnijmy, że w ostatnim czasie było głośno o polskim przewoźniku za sprawą czterech osób, które nie wróciły z przerwy w Ostródzie i autokar odjechał bez nich. Jedną ze spóźnialskich była matka, która zostawiła w autobusie 10-letniego syna. W większości mediach krytykowano firmę za odjazd z miejsca bez czwórki pasażerów. Pomimo że kierowca po zakończeniu postoju czekał na nich jeszcze dodatkowy kwadrans.