Maud Wagner, pierwsza kobieta tatuatorka, która zrozumiała (żyjąc w XIX wieku), że nie musi wciskać się ze swoją osobowością w gotowe szablony
Maud Wagner, pierwsza kobieta tatuatorka, która zrozumiała (żyjąc w XIX wieku), że nie musi wciskać się ze swoją osobowością w gotowe szablony Wikimedia Commons

Autentyczność to nowy czarny, pasuje każdemu. Nie wiem czy świat zna lepsze remedium na niezadowolenie i nieszczęście, niż decyzja o życiu w zgodzie ze sobą. Tyle się o tym mówi i jednocześnie nie mówi się o tym prawie wcale. Na czym ma polegać ta autentyczność? Jak w ogóle wiedzieć kim jestem? Czym ma się wyrażać moja autentyczna ekspresja? I co na to powiedzą rodzice i sąsiedzi?

REKLAMA
Udane życie seksualne bardzo mocno łączy się z autentycznością, szczerością i umiejętnością wyrażania siebie. Dlatego postanowiłam stworzyć krótką serię właśnie o tym. Zapraszam na część pierwszą. O kwestionowaniu i omylności.
Jak kwestionować siebie?
Z jakiegoś powodu wydaje się nam szlachetne, trwanie przy swoich dawnych poglądach, posiadanie zbioru nienaruszalnych zasad. Pomiędzy białym i czarnym jest mnóstwo odcieni szarości, dlatego ten ewentualny zbiór zasad, żeby nie być unieruchamiającym i niedorzecznym, może być tylko bardzo, bardzo ogólny.
„Być dobrym człowiekiem”, czy to na pewno znaczy to samo dla mnie i konserwatywnego prezesa z wąsem? Pewnie w tej najbardziej ogólnej wersji tak, ale kiedy wejdziemy w szczegóły może okazać się, że bardzo się rozmijamy, a ja za pisanie o seksie w taki bezpruderyjny sposób generalnie jestem już jedną nogą w piekle.
logo
Czy konserwatywny [url=http://shutr.bz/1r1Dh2p]pan prezes[/url] jest autentyczny, czy tylko powtarza poglądy swoich autorytetów? Shutterstock
Czy jednak hipotetyczny pan prezes naprawdę, uważałby tak, gdyby zrewidował swoje poglądy zamiast je bezmyślnie powtarzać? Czy one na pewno są jego, czy być może jego matki i ojca? Wynosimy z domu bardzo wiele rzeczy i nie ze wszystkimi tak naprawdę zgadzamy się z serca.
Żeby kwestionować siebie trzeba spróbować kiedyś po prostu „ugryźć się w język” i zastanowić, czy to co mamy do powiedzenia to autentyczne przemyślenie pochodzące z serca, czy opinia, która należy do jakiegoś autorytetu z przeszłości, z którym zgadzaliśmy się tych kilka, lub kilkanaście lat temu. Warto pamiętać, że nie wiemy wszystkiego, ale też brać pod uwagę fakt, że prawda bardzo rzadko jest obiektywna. Skąd pochodzą nasze opinie? Dlaczego myślimy tak jak myślimy?
Jak wiedzieć co myślimy naprawdę?
Po zadaniu sobie serii takich pytań, możemy dojść do wniosku, że w zasadzie to faktycznie np. powtórzyliśmy opinię naszych szacownych rodziców, zamiast dojść do niej samodzielnie. Możemy więc teraz np. znów zaadoptować pogląd naszego adwersarza, albo (co będzie lepszym pomysłem) spróbować oprzeć swoją opinię na własnych przemyśleniach i emocjach. Nieprzywiązywanie się do poglądów zdejmuje z pleców jakieś siedemnaście ton. To nie jest konformizm, to otwartość związana ze zrozumieniem własnej omylności.
Strasznie lubię zaglądać na stronę Humans of New York, gdzie przypadkowo spotkani ludzie dzielą się swoimi historiami ze znanym już, szczególnie w Nowym Jorku, fotografem. Jakiś czas temu trafiłam tam na zwierzenie dojrzałego mężczyzny, który przyznał, że przez całe życie bardzo mocno wierzył w Boga, jednak po wielu latach doświadczeń po prostu przestał. To musiało być bardzo trudne, stracić tak mocny filar jak religia, dlatego tym bardziej podziwiam tego człowieka za krytyczną ewaluację swoich poglądów. To naprawdę trudne, ale jestem pewna, że pozwoliło mu znów poruszyć swoje życie i zacząć poszukiwać.
„Rzucił korpo hoduje kozy”
Słyszałam mnóstwo inspirujących historii o ludziach, którzy w którymś momencie życia uświadamiali sobie, że przecież nie są na świecie po to, żeby spełniać jakieś społeczne role, wpisywać się w idealnie wycięte z kartonu szablony i zdecydowali się wziąć odpowiedzialność za swój własny los. W samym natemat.pl tych historii było mnóstwo: rzuciłem korporację i teraz hoduję alpaki; sprzedałem hodowle kóz i teraz pracuję w biurze w Dubaju. Jakkolwiek romantycznie by to nie brzmiało, bohaterowie tych artykułów zdecydowali się podążyć za głosem serca i zająć tym, co sprawiało im emocjonalną przyjemność.
logo
Wspomniany przeze mnie mężczyzna z [url=http://on.fb.me/1p9SDlJ] Humans of Ney York [/url] Humans Of New York
Skąd wiedzieć czego tak naprawdę chcę od życia?
Od dzieciaka kazali nam się decydować. Czy chcesz do klasy z profilem geograficzno-historycznym, matematyczno-informatycznym, czy może plastyczno-muzycznym? Mieliśmy się zdecydować i prowadzić swoje życie w tym samym kierunku już od 13 roku życia. Serio?
Ja ponad dekadę później wcale nie mam ochoty decydować się na jeden zawód i specjalizację do końca życia. Skąd mam wiedzieć, że to co służy mi teraz, za pięć lat też będzie inspirujące? Przecież ciągle dowiaduję się o sobie i świecie nowych rzeczy, część z nich zgłębiam, inne odrzucam. Poprzedni rok pisałam tutaj niemal wyłącznie o designie. Teraz piszę niemal wyłącznie o seksie. To nie znaczy, że design mnie już nie interesuje, ale czuję się bardziej zainspirowana rozwijając temat, który naprawdę dotyczy wszystkich. Być może za rok nie będę już miała o czym pisać i znowu zmienię obszar zainteresowań? Albo zajmę się hodowlą kóz?
A więc skąd wiedzieć czego tak naprawdę chcesz od życia? Pozwól sobie w ogóle nie wiedzieć, nie decydować się i po prostu podążać w stronę przyjemności. Pozostań w ruchu i pamiętaj, że prawie ze wszystkiego możesz po prostu zrezygnować i zacząć od początku. W każdym wieku. Po potwierdzenie znów odsyłam na Humans of New York.