Aborcja all inclusive za 1600 zł. Znalezienie zagranicznej kliniki z polską obsługą zajmuje kilka minut

W Polsce nie ma aborcji? Jest, ale Polki wolą wyjechać na Słowację, do Niemiec lub Holandii. To żaden problem
W Polsce nie ma aborcji? Jest, ale Polki wolą wyjechać na Słowację, do Niemiec lub Holandii. To żaden problem Fot. Steven Frame / Shutterstock.com
Aborcja w Polsce nie istnieje? Istnieje, choć poza wyjątkowymi przypadkami (a też nie zawsze) jest nielegalna. Odbywa się w podziemiu aborcyjnym poza jakąkolwiek kontrolą. Dlatego kobiety wolą wyjechać za granicę, niż narażać zdrowie u domorosłych ginekologów.

Tekst nie ma na celu promowania aborcji, a jedynie przedstawienie problemu "turystyki aborcyjnej"

Czy aborcja jest złem? Czy bywa w jakikolwiek sposób uzasadniona? Jeśli tak, to w jakich przypadkach i do którego tygodnia? Nie mam zamiaru odpowiadać na te pytania, bo to indywidualna sprawa każdego człowieka, a konkretnie każdej kobiety. W końcu to nie politycy, księża, a już na pewno nie mężczyźni decydują o zabiegu. Robią to kobiety, ale bardzo często nie w Polsce, gdzie jest to nielegalne, tylko zgodnie z prawem za granicą. Według danych, aż 15 proc. z 200 tys. aborcji rocznie dokonywanych przez Polki odbywa się poza krajem.

Aborcja jest w zasięgu ręki
W internecie sprawa okazuje się być banalnie prosta. Wystarczy wpisać w Google odpowiednie hasło, wybrać kraj, do którego jest najbliżej lub który darzymy zaufaniem. Potem telefon do konsultantów, którzy... mówią po polsku i pomogą umówić wizytę. Całość trwa od kilku do kilkunastu minut, a zagraniczne strony tłumaczone są na język polski.

Już po krótkim researchu trafiam na kliniki z Niemiec, Słowacji, Holandii i Austrii. O tym, jak popularna jest turystyka aborcyjna mówił w wywiadzie dla naTemat dr n. med. Janusz Rudzinski. – Polki narzekają, że nie ma dla nich w Polsce żadnego zrozumienia ze strony państwa i że muszą jeździć po całej Europie, aby przerwać ciążę czy uzyskać obiektywną poradę – wyjaśnia ginekolog. Do jego niemieckiej kliniki przyjeżdżają już nie setki, ale tysiące kobiet. To jednak kropla w morzu aborcyjnej turystyki.
Właściciele klinik dokładnie wiedzą, jakich informacji udzielić pacjentce oraz w jaki sposób je przedstawić. Zdają sobie sprawę, w jakim stanie psychicznym może być kobieta, która potrzebuje szybkiej i klarownej informacji oraz z jakim traktowaniem mogła spotkać się wcześniej w Polsce.


Autorzy stron internetowych podkreślają, że aborcja odbywa się legalnie przy zapewnieniu "zachodnich standardów", wzbudzając w ten sposób zaufanie. Obsługa pacjentki z Polski przypomina raczej usługi świadczone... przez biura podróży. Jest więc przejazd tam i z powrotem, zakwaterowanie oraz pobyt (w klinice).

Klinika, jak biuro podróży
Na stronie jednej ze słowackich klinik znajduję informację "Nie obawiaj się zadzwonić. Konsultantka Marta jest bardzo miła i mówi po polsku". Rzeczywiście, gdy zadzwoniłem pod wybrany numer, konsultantka odebrała od razu i udzieliła mi niezbędnych informacji. Podobnie jak Tomasz, który umawia polskie pacjentki na zabiegi w Holandii.

– Przedział wiekowy kobiet, które dzwonią to 15-50 lat – mówi konsultant, który bez wahania godzi się na rozmowę. – Panie nie są w rozterce i dobrze wiedzą, czego chcą – mówi Polak. Powody są różne i zależne od wieku pacjentki. Niektóre czują się zbyt młode na macierzyństwo, ale u niektórych – najczęściej starszych – wykryto wadę płodu. – W Polsce blokuje im się wykonanie takich zabiegów – stwierdza.
Tomasz

Poza Polską wygląda to tak, jakby się poszło "do dentysty". Jest to zabieg finansowany z kasy chorych, więc nikt tu się na te pacjentki krzywo nie patrzy. Jest to całkowicie normalne.

Jak mówi Tomasz, do holenderskiej kliniki trafiają panie, które po prostu "nie mają wyjścia". Wiele z pacjentek zagranicznych klinik to kobiety, które próbowały usunąć ciążę metodą domową, lub trafiły do ginekologa, który ich oszukał. – Kupiły w internecie tabletki wczesnoporonne, które uszkodziły im płód. Są też takie, które mówią, że lekarz "porobił im coś między nogami", skasował pieniądze, a po dwóch-trzech tygodniach na USG okazywało się, że dalej są w ciąży – stwierdza mój rozmówca.

Biznes się kręci
Pacjentki mogą przyjechać na własną rękę, ale jeśli chcą, by je dowieźć, zapewnia im się transport. – Wszystko trwa nie dłużej niż 24 godziny. Zabieg nie jest na tyle inwazyjny, aby trzeba było zostać. Właściwie największa dolegliwość to ból brzucha – mówi Tomasz.

W internecie nietrudno jest znaleźć również opinie kobiet, które zdecydowały się na aborcję za granicą. Niemal wszystkie autorki (nie można wykluczyć, że część jest wpisami reklamowymi) wyrażają bardzo pochlebne opinie na temat aborcyjnego wyjazdu. Oto jeden z nich:
Pacjentka, która miała aborcję na Słowacji

Poczułam się jak w innym świecie, jak normalny człowiek, jak kobieta, która ma prawo zadecydować nie tylko o sobie, ale i o losach swojej rodziny. Wszystko odbyło się bez bólu, w trosce o moje zdrowie fizyczne i psychiczne. Na drugi dzień wróciliśmy do domu, poczułam ogromną ulgę, wszystko wróciło do normy. Czytaj więcej

Szczególnie popularnym kierunkiem turystyki aborcyjnej jest właśnie Słowacja. Wynika to z bliskości terytorialnej oraz ceny. Za zabieg trzeba zapłacić tam około 370 euro (1600 zł). W Niemczech zaś cena za usunięcie ciąży to 450 euro, w Austrii około 500 euro. Najdrożej jest w Holandii - 920 euro z antybiotykami do zażywania po zabiegu.

Niektórzy mogą stwierdzić, że treść tego artykułu jest propagowaniem i poradnikiem aborcji. To mylne wrażenie. W moim tekście nie znajdą niczego, czego każda kobieta nie może znaleźć w ciągu kilku minut w internecie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...