Jestem za spokojnym propagowaniem żeńskich form i nazw zawodów w ramach powolnej ewolucji naszego myślenia o równości płci - mówi prof. Fuszara.
Jestem za spokojnym propagowaniem żeńskich form i nazw zawodów w ramach powolnej ewolucji naszego myślenia o równości płci - mówi prof. Fuszara. Fot. K.Atys/Agencja Gazeta

Jej nominacja na stanowisko pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania wywołała skrajne reakcje: zachwyt, że tę rolę pełnić będzie osoba z najlepszym możliwym przygotowaniem merytorycznym, i obawy, czy "pani od gender" nie będzie forsować ideologicznej ofensywy. Nam profesor Małgorzata Fuszara mówi tak: Trzeba dużo złej woli, żeby politykę równościową utożsamiać z ideologią.

REKLAMA
Ze strony prawicowych, tradycyjnych środowisk pojawiły się obawy, że Pani nominacja oznaczać będzie mocną ofensywę ideologiczną i skręt w lewo. Środowiska katolickie uważają, że Pani poprzedniczka odsunęła je od debaty i że Pani będzie kontynuować tę linię.
Nie wiem, czego dotyczy ten zarzut, bo polityka równościowa nie jest ideologiczna. Trzeba dużo złej woli, żeby ją utożsamiać z ideologią. W wielu krajach polityka równościowa jest realizowana przez prawicowe rządy - często jest tak, że działania, które zapoczątkowała lewica, są kontynuowane przez prawicę. Mówienie o tej nominacji w ten sposób to próba przyprawiania gombrowiczowskiej gęby polityce równościowej.
Czy prawica popiera przemoc? Nie. Czy popiera różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn? Nie sądzę. A to jest właśnie polityka równościowa.
Środowiska prawicowe krzywią się na "panią od gender".

Udział wszystkich środowisk w debacie jest pożądany i możliwy. Często zdarza się, że w jednym mieście działają prawicowe i feministyczne organizacje, które mają takie same cele, prowadzą podobne działania, zwłaszcza w zakresie zwalczania przemocy i handlu ludźmi. Chciałabym, żeby wszyscy brali udział w dyskusji, wszystkich zapraszam, jednak jeśli ktoś powie, że nie będzie ze mną rozmawiał, bo "ta pani propaguje ideologię gender", to trudno mi będzie znaleźć na to jakąś radę.
Pojawiły się głosy, że nominowanie osoby merytorycznej, z zapleczem akademickim, a nie politycznym, nie zwiastuje prób przeprowadzania projektów przez Sejm. Jak sobie zamierza Pani poradzić sobie z opinią, że to funkcja fasadowa?

Sejm w tych sprawach ma bardzo niewiele do zrobienia - jesteśmy przyzwyczajeni do identyfikowania polityki z tym, co się dzieje w Sejmie. W Sejmie przeprowadza się ustawy i ratyfikacje, ale mnóstwo spraw z dziedziny równości nie zahacza nawet o Sejm. Choć oczywiście jest pytanie, czy osoba bezpartyjna może prowadzić politykę, bo oczywiste jest, że ma mniejsze możliwości budowania sojuszy. Chciałabym, żeby w ogóle polityka była mniej upartyjniona i prowadzona raczej przez osoby merytorycznie przygotowane do diagnozowania i rozwiązywania problemów. Stanowiska ministerialne to władza wykonawcza, muszą więc być związane z realizowaniem pewnej polityki. Jestem jednak dobrej myśli, a moje kontakty z premierem mnie w tym utwierdzają.
Mam oczywiście świadomość, że to ostatni rok przed wyborami, więc z pewnością oczekiwania wobec mnie będą większe, niż będę w stanie je zrealizować, ale mam świadomość, że pewne procesy są długofalowe - ważne, że muszą być zaczynane i kontynuowane. Gdybym tego stanowiska nie przyjęła, na pewno nic nie mogłabym zrobić, a tak jest szansa. Z pewnością bliższa mi jest postawa działania, próbowania, niż założonych rąk i stwierdzenia, ze nie warto nawet próbować nic zrobić.
Poza gratulacjami i pozytywnymi komentarzami, między innymi ze strony prof. Środy i Adama Bodnara - pojawiły się głosy, że to oznaka, iż Tusk po aferze taśmowej nie ma zaufania do swoich kadr.

(Śmiech) W takie interpretacje nie wierzę, ale to premiera trzeba by zapytać, do kogo ma zaufanie. Jestem przeciwniczką polityki rozumianej jako to, kto kogo lubi i z kim trzyma sztamę. Polityka ma zmierzać do osiągnięcia pewnych celów,a nie zajmować się dziecinnymi rozważaniami kto z kim i dlaczego, choć to oczywiście jest łatwiejsze dlatego tyle miejsca zajmuje w różnych rozważaniach na temat polityki.
Jak ocenia Pani działania podjęte w sprawie prof. Chazana?

Mam tu pełne zaufanie do decyzji Hanny Gronkiewicz-Waltz, ona ma dostęp do ekspertyz. Jesteśmy z tego samego wydziału prawa, nie mam żadnych wątpliwości co do jej wiedzy, kompetencji, a w rezultacie - do jej decyzji. Wszystko wskazuje na to, że prof. Chazan jako dyrektor szpitala nie wywiązał się ze swoich obowiązków.
Środowiska prawicowe obawiają się, że skoro nie ma Pani klasycznie rozumianej rodziny, będzie głosiła poglądy, które nie sprzyjają rodzinie. Inni mówią o prowokacji i dociskania katolickiego społeczeństwa.
Od lat zajmuję się rodziną - właśnie rodzinie była poświęcona moja habilitacja, badałam zmieniające się modele rodzin, rodziny migracyjne, sądy rodzinne, zajmuję się zagadnieniem władzy rodzicielskiej po rozwodach.... Sądzę, że to lepsza rekomendacja niż posiadanie męża i dziecka. Poza tym uważam, że to bardzo wąskie rozumienie rodziny - ja jestem bardzo rodzinną osobą, mieszkam z 98-letnią mamą, wśród rodzin siostry i brata. Mam więc własne doświadczenie w tym zakresie, jednak sądzę, że jednostkowe doświadczenie nie jest tu najważniejsze.
Sądzę, że ze swoim doświadczeniem zawodowym, faktem, że od lat uczestniczę w projektach, znam dane, mam lepsze przygotowanie niż osoby, które takie zarzuty stawiają.
Jakie najważniejsze cele widzi Pani przed sobą w perspektywie najbliższego roku?

To w dużej mierze cele, które pokrywają się z tymi, nad którymi pracuje Kongres Kobiet. Jest ich ponad 30 stron, więc na pewno nie da się wszystkiego zrealizować w rocznej perspektywie. Przede wszystkim chcę się zająć przeciwdziałaniem przemocy, zgodnie z zapewnieniami powinnyśmy ratyfikować konwencję o zapobieganiu przemocy. Ustawa wprowadziła już pewne rozwiązania systemowe, ale czas monitorować sposób jej działania.
Po drugie - obszar pracy zawodowej, problem luki płacowej. Tutaj pewne działania zostały podjęte, problemem jednak jest podejście do tematu i traktowanie różnicy w wynagrodzeniach jako czegoś oczywistego: prowadząc badania często spotykałam się z tym, że wśród osób, które odpowiadają za wynagrodzenia na pytanie o różnicy płac zgodnie odpowiadają, że "nie ma". Zaś na pytanie, kiedy to sprawdzali, odpowiadają "nigdy".
Trzecim obszarem jest łączenie ról kobiet i mężczyzn, tu mam na myśli wydłużenie urlopu ojcowskiego i doprowadzenia do sytuacji, żeby sprawność zawodowa mężczyzn, którzy idą na urlop ojcowski, nie była poddawana w wątpliwość.
Czy będzie się Pani nazywała ministrą?
To nie ma dla mnie większego znaczenia, choć lubię formę "ministra" i chciałabym, żeby weszła do użycia. Pamiętam, jakie rozbawienie 20 lat temu wzbudzało słowo "posłanka" – dziś nikt się nie dziwi. Jestem za spokojnym propagowaniem żeńskich form i nazw zawodów w ramach powolnej ewolucji naszego myślenia o równości płci.