
- Dobrze, że płacimy jabłkami, a nie krwią - tak kłopoty polskiej gospodarki związane z unijnymi sankcjami nałożonymi na Rosję komentował w sobotę minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz.
REKLAMA
- Jeśli się walczy o wartości, zawsze trzeba za to płacić. - podkreślał minister. Tym, którzy oburzają się, iż przedsiębiorcy cierpią przez spory dyplomatyczne o kształt ukraińsko-rosyjskiej granicy Bartłomiej Sienkiewicz przypominał, że w takich sytuacjach ponosi się albo koszty gospodarcze, albo wojskowe.
Warto przypomnieć, że w rozmowie z naTemat poseł PSL Mirosław Maliszewski, szef Związku Sadowników RP przekonywał, że Polacy za sankcje wcale nie zapłacą jabłkami tak słono, jak chciałby tego Kreml.
– Szacuję, że będzie to 300-500 tys. ton, reszta zostanie przekierowana na inne rynki, nie tylko do Europy, ale i Afryki Północnej oraz Azji – mówił o ewentualnych stratach sadowników.
A przecież i na te kilkaset pozostałych ton jest już pomysł, który rozprzestrzenia się w ramach akcji #EatPolishApples, o której brytyjski "Guardian" napisał, że "Polska wygryza kawałek rosyjskiego embarga".
Źródło: Interia.pl
