Czy siatkówka po mistrzostwach świata upadnie? Ostatnio wyniki nie przemawiają za uznawanym przez niektórych "sportem narodowym"
Czy siatkówka po mistrzostwach świata upadnie? Ostatnio wyniki nie przemawiają za uznawanym przez niektórych "sportem narodowym" Fot: Dawid Antecki/AG

Napompowaliśmy siatkarski balon. Urósł on do rangi „sportu narodowego”. Przynajmniej jest nim na forach internetowych. Argumenty jakie najczęściej tam padają, mówią o tym, że wzrasta oglądalność tego sportu, że siatkarze i siatkarki nigdy nie zawodzą, że zawsze prezentują światowy poziom. Niestety nie zawsze tak jest. Wszelkie znaki na niebie i ziemi pokazują, że dowiedzie tego organizowany przez nas mundial. Po którym czekają nas lata siatkarskiej zapaści.

REKLAMA
Od ponad 15 lat z różnych stron mówi się o tym, że siatkówka to nasz sport narodowy. Transmisje w otwartym Polsacie, pełne trybuny, prawa do pokazywania słabszej I ligi w TVP Sport. Do tego pełne trybuny na meczach ligowych. Żyć, nie umierać, można by powiedzieć. Pytanie tylko, czy właśnie nie dotarliśmy na szczyt naszych możliwości i teraz nie czeka nas zjazd w dół. Mimo że jest niby tak fajnie.
Sęk w tym, że wciąż żyjemy w bańce i tłumaczymy sobie, że Polska siatkówka wiele znaczy na świecie i każdy chce ją oglądać. Ten świat jest jednak niezwykle ograniczony. Krajów, gdzie siatkówka stoi na wyższym poziomie jest garstka, a liczba kibiców na trybunach nie zachwyca. Polska jako jedyna jawi się jako oaza spokoju. To złudzenie.
Siatkówka nie tak znakomita jak ją malują
Już teraz siatkówka kobieca stoi na opłakanym poziomie. Mimo rzekomo olbrzymiego zainteresowania tym sportem siatkarki od dawna nie potrafiły zaistnieć na międzynarodowych imprezach. W tej chwili kadra okupuje 15. miejsce w światowych rankingach. W przypadku sportu o tak ograniczonym zasięgu nie jest to raczej powód do chluby. Zwłaszcza, kiedy oglądamy plecy reprezentacji Tajlandii.
Męska siatkówka jeszcze nie jest w tym miejscu. Na razie tkwi w napompowanym balonie i ma się dobrze. Jeszcze dwa, trzy lata temu siatkarze byli faworytami wielu imprez, ale teraz nawet w naszych mediach nie typuje się naszych zawodników do medalu na rozpoczynającej się 30 sierpnia imprezie. Nastroje są tonowane, prawdopodobnie po to, by nie zrazić do siebie kibiców. W końcu każdy wie, jak skończyły się igrzyska w Londynie, a następnie organizowane u nas mistrzostwa Europy. Jęk zawodu i tyle w tym temacie.
Dobre prognozy
Poza słabszą ostatnio grą kadry ogólnie się przyjmuje, że siatkówka w Polsce ma się bardziej niż dobrze. Wzrasta oglądalność ligi zarówno na trybunach, jak i przed telewizorami. Mistrzostwa świata, a właściwie brak zainteresowania nimi, pokazują tak naprawdę prawdziwe miejsce polskiej siatkówki w szeregu.
Dodamy, że siatkówka mimo wszystko nie jest sportowym samograjem. Nazwiska polskich siatkarzy może i wciąż powalają na kolana i są rozpoznawalni, ale zagraniczne gwiazdy w świadomości milionowej publiczności nie istnieją. Dlatego nikt dla nich nie przyjdzie na trybuny. Bilety na mecze biało-czerwonych sprzedały się na pniu. Inne reprezentacje - jak wynika z serwisów biletowych - na razie zapełniły trybuny co najwyżej w połowie.
Pewnie z powodu nie najwyższej oglądalności siatkówki transmisji nie chcą wesprzeć nawet spółki skarbu państwa. Dlatego teraz Polsat, który zapłacił aż 15 milionów euro za prawa do transmisji desperacko szuka sposobu na to, by odzyskać część zainwestowanych pieniędzy.
Gdzie ta miłość do "sportu narodowego"?
Mistrzostwa świata miały pokazać światu, jak bardzo Polacy kochają siatkówkę. Na razie jednak pokazują, że ten sport jest w odwrocie. Jakiejś euforii wokół tej imprezy nie ma, nikt nie zabija się o bilety, tak jak miało to miejsce w przypadku Euro 2012. Do tego nawet najważniejsze mecze kadry pokazywane w paśmie otwartym nie mogą się cieszyć taką oglądalnością, jak mecz piłkarzy z San Marino, czy o pietruszkę ze Szkocją.
Problem w tym, że siatkówka w porównaniu z innymi dyscyplinami nie jest sportem o ogólnoświatowej sile rażenia, nigdzie na świecie nie cieszy się taką popularnością jak w Polsce.
Jeśli nasza drużyna nie zdobędzie teraz medalu, polska siatkówka straci podwójnie. Finansowo, bo już teraz wiadomo, że zyski z imprezy będą niższe niż przewidywano, a kluby też na dłuższą metę stracą. Sportowo, bo widzowie powoli odwrócą od tej dyscypliny, w odróżnieniu od piłki nożnej wymaga serii sukcesów.