
Potrącił 26 osób, ale nie pójdzie do więźnia. Szaleniec z Sopotu, który urządził sobie rajd po molo, leczył się wcześniej psychiatrycznie. Jest niepoczytalny – stwierdzili biegli psychiatrzy. Ich decyzji nie można już podważyć. – Niektórzy są w perfekcyjni w symulowaniu, a prawo jest tak skonstruowane, że biegli są nieomylni – wyjaśnia psychiatra i biegły sądowy Jerzy Pobocha.
Art. 31. § 1. Nie popełnia przestępstwa, kto, z powodu choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego lub innego zakłócenia czynności psychicznych, nie mógł w czasie czynu rozpoznać jego znaczenia lub pokierować swoim postępowaniem. § 2. Jeżeli w czasie popełnienia przestępstwa zdolność rozpoznania znaczenia czynu lub kierowania postępowaniem była w znacznym stopniu ograniczona, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary
Nie jest to naiwne myślenie. Polskie prawo niepoczytalnego uznaje za niewinnego. Psychiatra sądowy Jerzy Pobocha ze Szczecina tłumaczy, że taki jest kontekst prawny: niewinny, bo chory. – W świetle prawa kierowca z Sopotu nie popełnił przestępstwa – stwierdza w rozmowie z naTemat.
Na szczęście sędzia może odrzucić opinię biegłego, bo w końcu to od niego zależy ostateczny wyrok. – W prawie jest taka reguła, że sąd jest najwyższym biegłym. Zatwierdza i analizuje opinię biegłych. Może na tę okoliczność nawet przesłuchać biegłego – tłumaczy Pobocha.
Nieomylność biegłych w świetle prawa powoduje, że niepoczytalność może stać się narzędziem przestępców do unikania kar. Gdy pytam mojego rozmówcę o symulantów, którzy udają chorych psychicznie, ten przyznaje, że samo symulowanie nie jest prawnie zakazane.
