
- Dla mnie ta sytuacja to przede wszystkim argument za likwidacją tęczy. Badania pokazują, że większość Polaków nie akceptuje propagowania homoseksualnego stylu życia. Nie rozumiem władz Warszawy, które z uporem godnym lepszej sprawy rekonstruują tęczę - mówi w "Bez autoryzacji" Jarosław Gowin. Jak podkreśla, jest też za likwidacją Straży Miejskiej, która skompromitowała się przy okazji spalenia tęczy - patrol bowiem widział sprawców, ale nie reagował.
Homoseksualiści żyją o 20 lat krócej i „należy tak rządzić życiem społecznym, żeby w ten styl życia nie popadli ludzie, którzy mogą się przed tym uchronić” - stwierdził rzecznik kurii warszawsko-praskiej. To brzmi tak, jak by homoseksualizm był zaraźliwą chorobą – Pana zdaniem takie słowa w ustach przedstawiciela Kościoła są właściwe?
Jarosław Gowin: Przede wszystkim nie zgadzam się z interpretacją, że znajduje się tam sugestia jakoby homoseksualizm miał być „zaraźliwą choroba”. To była krytyczna ocena praktyk homoseksualnych, która w ustach przedstawiciela kościoła nie może dziwić. Czy homoseksualiści żyją krócej - nie mam pojęcia, rzecznik kurii powoływał się na jakieś badania, ale mnie niezbyt interesuje ta kwestia.
Zostawiając więc wypowiedzi rzecznika – Straż Miejska przyznała, że patrol przy pl. Zbawiciela po prostu nie zareagował na podpalenie tęczy. Znowu pojawiły się głosy nawołujące do likwidacji Straży – dla Pana też jest to argument za końcem SM? Dla mnie ta sytuacja to przede wszystkim argument za likwidacją tęczy. Badania pokazują, że większość Polaków nie akceptuje propagowania homoseksualnego stylu życia. Nie rozumiem władz Warszawy, które z uporem godnym lepszej sprawy rekonstruują tęczę, lekceważąc nastawienie większości Polaków, a przypuszczam, że także mieszkańców Warszawy.
Co do zachowania Straży Miejskiej – ja akurat jestem zwolennikiem likwidacji SM, ale z zupełnie innych powodów. Warto zastanowić się tutaj nad stworzeniem policji municypalnej, na wzór amerykański.
Straż Miejska w założeniu czymś takim miała być, więc czym różni się Pana pomysł od istniejących już służb?
Straż nie ma uprawnień przysługujących policji i dlatego jej skuteczność jest znikoma. Tak naprawdę w większości przypadków strażnicy ograniczają swoją działalność do wlepiania mandatów pechowym kierowcom. Ja zaś uważam, że powinna powstać instytucja policyjna, ale podległa władzy miasta, odpowiedzialna za bezpieczeństwo tylko na danym terenie. Takie rozwiązanie pozwoliłoby z jednej strony dużo skuteczniej zapewnić bezpieczeństwo mieszkańców, a z drugiej ograniczyłoby bardzo duże koszty funkcjonowania policji państwowej.
To znaczy, że z obecnej policji należałoby wydzielić jakieś jednostki, które podlegałyby bezpośrednio władzom miasta?
Nie, nie chodzi o to by był to pion w ramach policji państwowej, tylko osobna instytucja. Dałoby się sfinansować taką instytucję środkami, które dziś przeznaczamy właśnie na Straż Miejską. Tylko efekt dla mieszkańców byłby zdecydowanie lepszy.
Czyli Straż Miejska się skompromitowała i należałoby ją zastąpić, miasto trochę też – bo tęcza miała być ognioodporna...
Fakt, że tęcza miała być ognioodporna, a zapaliła się, to dodatkowa kompromitacja. Naprawdę nie rozumiem sytuacji, gdy coraz szerszy jest w Polsce margines biedy, gdy miasto nie ma środków na chociażby wspieranie wielodzietnych rodzin, a w tym czasie wydaje się mnóstwo pieniędzy najpierw na kontrowersyjną instalację, a potem na utrzymywanie w jej pobliżu praktycznie stałego posterunku Straży Miejskiej. A wszystko i tak kończy się blamażem. Mam nadzieję, że po najbliższych wyborach samorządowych w warszawskim ratuszu zasiądzie ktoś ze zdrowym rozsądkiem.
Być może aktywiści miejscy? Usilnie próbują oni dojść do władzy. Pan popiera ich działania?
Takie ruchy pojawiły się też w Krakowie i mam do nich ambiwalentny stosunek. To świetnie, że młodzi ludzie pokazują gest Kozakiewicza dotychczasowej klasie politycznej i przełamują powszechny wśród Polaków syndrom bierności, biernego krytykanctwa.
Z drugiej strony jak wsłuchuję się w programy tych ruchów, to widzę, że są to ludzie mający niewielkie doświadczenie w zarządzaniu, ale też znikomą wiedzę o mechanizmach funkcjonowania państwa i samorządu. Najbardziej uderza mnie w ich programach to, że nastawieni są głównie na rozdawanie pieniędzy, cudzych pieniędzy. To typowe utopie lewicowe pomijające fakt, że pieniądze trzeba zarobić, zanim się je wyda. A na przykład Kraków i Warszawa to miasta ogromnie zadłużone i pierwszym zadaniem nowych władz lokalnych powinno być sprowadzenie nowych inwestorów. Gdy zaś słucham przedstawicieli ruchów miejskich to widzę, że dla nich najważniejsze są rozmaitego rodzaju wydatki socjalne. Tyle, że na socjal ktoś musi zarobić i dlatego kolejność powinna być odwrotna: najpierw dbajmy o inwestorów i nowe miejsca pracy, potem zastanawiajmy się jak spożytkować zarobione pieniądze.
Mimo to, aktywiści zdają się zajmować coraz więcej uwagi mediów, a tym samym wyborców. Pana zdaniem dostaną się do samorządów, chociażby do rad miejskich? Nie wróżę im żadnych szans. Wygląda na to, że stety czy niestety, w większości zwłaszcza dużych miast będziemy mieć kontynuację obecnej władzy samorządowej. Przedstawiciele oddolnych ruchów obywatelskich poniosą moim zdaniem dotkliwą porażkę.
Widzi Pan dla nich inne miejsce niż samorząd, wybory?
Moim zdaniem to dobrze, że startują w wyborach, bo im więcej aktywności publicznej, tym lepsza jakość demokracji. Ale trzeba to robić z głową, a tym ruchom brakuje takiej dojrzałości programowej. Dobrym przykładem tego, czym mogłyby się one zająć, jest sensowne wykorzystywanie budżetów obywatelskich – to dobry dla aktywistów obszar do zagospodarowania.
