Fot. Tomasz Szambelan, Kamil Brzosko / Agencja Gazeta

Kuriozalna sytuacja w Białymstoku. Sąd prawomocnym wyrokiem skazał mężczyznę za podlewanie sadzonek marihuany, choć chłopak utrzymywał, że jedynie pojechał pomóc koledze. Ten z kolei, choć jest właścicielem plantacji i zakupił nasiona, dostał jedynie wyrok półrocznej odsiadki, ale w zawieszeniu.

REKLAMA
Wyrok w białostockim sądzie zapadł 14 sierpnia. Była to sprawa odwoławcza i orzeczenie Sądu Okręgowego jest prawomocne. Chłopak, który utrzymywał, że jest niewinny, odwołał się od wyroku w pierwszej instancji. Drugi – właściciel uprawy konopi, nie złożył apelacji i również dostał prawomocny wyrok. Tyle tylko, że on nie pójdzie do więzienia.
Radosław Z. i Damian N. zostali zatrzymani przez policję w zeszłym roku. Funkcjonariusze złapali ich na gorącym uczynku, gdy pielęgnowali krzaki marihuany posadzone w lesie w okolicy miejscowości Sobótka w gminie Bielsk Podlaski. Obaj usłyszeli wyrok w kwietniu. Radosława Z. sąd skazał na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 4 lata, a Damiana N. na 6 miesięcy pozbawienia wolności.
Damian N. przekonywał, że jest niewinny, bo tylko chciał pomóc koledze w transporcie i utrzymywał, że tylko raz pojawił się na plantacji. Sąd mu nie uwierzył i dowodził, że chłopak bywał tam regularnie. I pomimo, że nie jest jej właścicielem to dostał surowszy wyrok, gdyż był już wcześniej karany. Raz za posiadanie i udzielenie małoletnim środka odurzającego, a drugi za znieważenie policjantów.