
Jego materiały w "Faktach" i program "Firma" dały kopa tysiącom Polaków, by myśleć o własnej firmie. Pobudziły przedsiębiorczość. Teraz to samo Roman Młodkowski ma nadzieję zrobić z innowacyjnością. Niebawem zobaczymy go w roli jurora programu "Talent - zgłoś się". Z tysięcy innowatorów z castingów będzie musiał wybrać tych nielicznych, w których innowacje wierzy i które mogą stać się biznesem.
REKLAMA
Tomasz Machała: Wracasz do telewizji?
Roman Młodkowski: W zupełnie innej roli niż kiedyś.
Byłeś reporterem i szefem.
Teraz będę jurorem. Kimś spoza telewizji, kto do niej przyszedł podzielić się, tym co umie. Wcześniej telewizję robiłem. To duża różnica.
Wcześniej robiłeś show i oglądalność, teraz będziesz musiał robić dokładnie to samo.
Wcześniej robiłem informacje i uważałem, że walka o masową oglądalność nie ma sensu. Nie zmieniłem zdania. Biznes medialny trzeba przedefiniować. Celem nie musi być wynik oglądalności, czy słuchalności wśród wszystkich Polaków. Trzeba określić sobie grupy. W starych czasach leciało się po całym społeczeństwie. Teraz można docierać precyzyjnie do grup ludzi, niekoniecznie siejąc po wszystkich.
W programie „Talent – zgłoś się” będziesz porównywany do jurorów innych programów rozrywkowych – Kuby Wojewódzkiego, Czesława Mozila, Agnieszki Chylińskiej.
Naprawdę myślisz, że to będzie taka skala? Ja podejmując to wyzwanie nie zastanawiałem się nad szczegółami. Nawet nie zapytałem, o której jest ten program. Jestem przyzwyczajony, że to co wiąże się z biznesem, to nisza.
Tymczasem tu będzie prime time na ogólnopolskiej antenie.
Tak, gdzieś po drodze się tego dowiedziałem. Swoją rolę w programie definiuję jako odróżnienie projektów fascynujących, acz bez specjalnych szans na realizację, od projektów fascynujących, które mają jakieś podstawy aby stać się biznesem. Z tym się wiąże problem. Biznes jest sztuką robienia rzeczy, które innym wydawały się bez sensu. Takie programy telewizyjne jak nasz niosą ryzyko, że nie będziemy potrafili zrozumieć wartości czyichś pomysłów. Ale tak też bywa w prawdziwym biznesie – to znaczy takim bez świateł, kamer i gwiazd telewizji.
Komu twoim zdaniem bardziej wyjdzie biznes: komuś kto ma gorszy pomysł, ale diabelnie silną determinację żeby go wdrażać, czy komuś, kto ma lepszy pomysł na biznes ale jest człowiekiem rozlazłym?
Jak ktoś jest rozlazły, albo nie bardzo wierzy we własne siły, to nie odniesie sukcesu. Z drugiej strony nawet mało ambitny pomysł na biznes może wyjść, jeśli jego twórca będzie miał determinację i wewnętrzną siłę. W biznesie chyba najtrudniejsza jest ta siła, która powoduje, że ktoś z niczego robi coś. Chodzi o tworzenie wartości. Finansowej, ekonomicznej – ale to jest proces porównywalny z procesem twórczym. Wymaga jednocześnie kreacji i determinacji. Jak od rzeźbiarza - codziennego przyjścia do pracowni nawet w słaby dzień. No i wyobraźni: ktoś widząc bryłę kamienia powie, że jest to bryła kamienia. Ale artysta zobaczy w nim już rzeźbę. Tak jest też z przedsiębiorcą.
Będziesz szukał w programie wielkich innowacji, czy także osób, które zrobią coś lepiej niż inni, ale nie jest to gigantyczny wynalazek? Wiele biznesów powstało wyłącznie ulepszając czyjś pomysł.
To jest jakby pierwsza warstwa innowacji. Na pewno jestem otwarty na biznesy tego typu. Nasz program będzie nie tylko konkursem na pomysły biznesowe, ale też konkursem na talent prezentacyjny. Co zresztą nie uchybia programowi. Gdy ktoś chce otworzyć firmę i musi znaleźć finansowanie, to staje przed koniecznością przekonania ludzi, żeby wyłożyli na jego pomysł pieniądze. Jak się nie ma zdolności prezentacyjnych to się nie da tego zrobić.
Nie obawiasz się, że okaże się, że w polskich garażach nie kiełkują innowacyjne pomysły? Że na castingach będzie pusto?
Sam jestem bardzo ciekaw, jaki obraz innowacyjności uzyskamy w programie. Rozdzielałbym ocenę, jak jest z innowacyjnością w Polsce i z ludźmi, którzy się przewiną przez program. Innowacja nie jest koniecznie wynalazkiem. Jest zmianą w dotychczasowym modelu funkcjonowania czegoś. Generalnie myślę, że innowacyjność nie jest naszą mocną stroną w Polsce. Jednocześnie mam wrażenie, że ta obiegowa opinia w ciągu kilku lat stanie się nieaktualna.
Musi stać się nieaktualna, abyśmy wyszli z pułapki średniego dochodu.
Jest to warunek absolutnie konieczny. Ale nie jedyny. Musimy się nauczyć konsolidować wynik finansowy z większego obszaru niż nasz własny kraj. Musimy się nauczyć tak jak Volkswagen czy BMW zarabiać nie tylko na naszym rynku, ale też na całym świecie. Wtedy zarabiamy więcej, niż pozwala na to nasz naturalny, narodowy rynek.
Czy program telewizyjny może zdecydować o naszej innowacyjności?
Taki pozornie niewinny program, który w gruncie rzeczy jest programem rozrywkowym, może bardzo dużo zmienić. Podobnie jak w reklamie, będzie on stanowił wezwanie do działania. Pokaże, że nie trzeba być profesorem żeby móc zrobić coś nowego.
Czy traktujesz ten program, jako coś misyjnego?
Motywuje mnie chęć robienia czegoś sensownego. Jeśli się w coś angażuję, a mam wątpliwości co do sensowności przedsięwzięcia to wolę się nie zaangażować, nie zarobić, niż robić coś bez sensu. Wierzę, że „Talent – zgłoś się” będzie miał efekt, jak mój magazyn „Firma” kiedyś. On pokaże, że nie tylko profesorowie, nie tylko uczelnie, nie tylko ludzie bogaci, ludzie z zapleczem biznesowym, mogą robić biznes.
Do tego dodamy naukę przez doświadczenie i zabawę.
Do tego dodamy naukę przez doświadczenie i zabawę.
Pamiętam „Firmę”. Świetny program. Jaki efekt miał, Twoim zdaniem, dla pobudzenia przedsiębiorczości?
Każde wydanie miało około 150 000 widzów. Kilka milionów Polaków zetknęło się więc z praktycznymi poradami, jak zrobić różne biznesy oraz z drugą warstwą, głębszą w której zadawaliśmy uniwersalne pytania, na które odpowiedzieć musi każdy kto chce uruchomić swoją firmę. Nie jestem w stanie powiedzieć, ile osób założyło firmę pod wpływem magazynu, ale o kilku z nich mieliśmy specjalne wydanie programu.
Dobry biznes można zrobić na wszystkim?
Małe biznesy, typu osiedlowy sklepik, mogą dać dobrą pensję. Wydaje mi się, że dla ludzi, których celem życiowym nie jest stanie się milionerami, to jest dobry biznes. Okazji do robienia biznesu jest mnóstwo tylko większość z nas nie potrafi ich dostrzec. Ci którzy zakładają firmy mają taką specyficzną konstrukcję intelektualną, że potrafią dostrzec potrzebę, i mają odwagę żeby z tym spostrzeżeniem coś zrobić. Wierzą w siebie, wierzą, że są w stanie udźwignąć organizację przedsięwzięcia.
Niektórzy uważają, że biznesmeni zarabiają bardzo dużo pieniędzy i to nie jest sprawiedliwe. To jest sprawiedliwe. Organizowanie firmy jest wielkim wysiłkiem intelektualnym, wymaga myślenia naprzód, myślenia bardzo wielotorowego, często myślenia za innych.
Żaden zwolennik podatku 50% dla najbogatszych nie znajdzie w Tobie wsparcia.
Nie znajdzie. Wszystkie systemy polityczno – społeczne, które próbują wprowadzić równość są kłamstwem. Myśmy się o tym dotkliwie przekonali będąc częścią Bloku Sowieckiego. Nawet jeśli wprowadzi się równość, zawsze jest ktoś, kto sprawuje władzę, czyli organizuje, i z tego tytułu korzysta w przywilejów niedostępnych innym. Te przywileje mogą być finansowe, mogą mieć też charakter niefinansowy. Zawsze jednak stawiają człowieka w lepszej pozycji.
Sam założyłeś firmę, jak sobie radzi?
Dziękuję, nie narzekam.
Czy jest tak, jak się pisze: że urzędnicy cały czas rzucają kłody pod nogi?
Nie było tak źle. Ku mojemu zaskoczeniu jedno okienko dobrze zadziałało. Jeśli jakieś wątpliwości ma do mnie urząd skarbowy, to dzwoni i pyta. Nie mamy w relacjach żadnych problemów. Podobnie w ZUS. Zagapiłem się ze składką, dostałem pismo, księgowa złożyła wyjaśnienie, uzupełniłem zaległą wpłatę – i tyle.. To nie znaczy, że nie wierzę, że zdarzają się historie opisane w filmie „Układ”. Ale dotyczą firm znacznie większych, które są bardziej atrakcyjnym łupem niż moja jednoosobowa działalność gospodarcza.
Natomiast, czy mogłoby być łatwiej prowadzić biznes? Mogłoby, oj mogłoby. System VAT nie jest jasny. System PKD nie jest jasny. Czy łatwo być przedsiębiorcą? Nie. Przepisy nie zakładają dobrej woli przedsiębiorcy. Regulacje nastawione są na drenowanie podatkowe. Ale wszystkich, którzy twierdzą że urzędy nie okazują im wystarczającego zaufania pytam: Czy sam jesteś człowiekiem godnym zaufania? Żeby być obdarzony zaufaniem, trzeba na nie zasługiwać. I żeby mieć zaufanie do innych trzeba wiedzieć, że samemu jest się godnym zaufania. Tymczasem w Polsce mamy kryzys od lat kryzys zaufania...
