
Gdyby środowiska prawicowe mniej czasu poświęcały na tropienie wszystkiego, co w ich mniemaniu obraża uczucia religijne i znieważa symbole kultu dostając z miejsca etykietkę "bluźnierstwo", zostałoby im sporo czasu. Można by ten czas, na przykład, spożytkować na pomaganie potrzebującym. Na pomoc bezdomnym. Na zbiórkę pieniędzy na książki dla dzieci z ubogich rodzin. Na przygotowanie paczek z pomocą humanitarną, które można by wysłać na Ukrainę.
REKLAMA
Zamiast tego wyjątkowo sprawnie idzie organizowanie pikiet, protestów, akcji zbierania podpisów "za" i "przeciw" oraz bojkotowania wszystkiego tego, co nie wpisuje się w bożoojczyźnianą wizję świata. "Golgota Picnic"? Obraza uczuć religijnych! Wystawa "British British Polish Polish" w CSW? Bluźnierstwo, odwołać! Instalacje Doroty Nieznalskiej? Zło wcielone!
Teraz na celowniku „Frondy” znalazła się sesja fotograficzna autorstwa Jil La Monaca, w której udział wzięła Justyna Steczkowska. Zdjęcia, które zostały wykonane w ramach projektu „Aphrodite”, zostaną wydane w formie albumu. Co oburzyło tych, którzy uczynili z siebie samozwańczych obrońców krzyża? Steczkowska pozuje na zdjęciach z krzyżem i różańcem. A co z nimi robi? Krzyż całuje, a różaniec – trzyma. Profanacja!
Justyna Steczkowska znów chce zwrócić na siebie uwagę szydząc z religii. Jakiś czas temu urządziła sobie sesję zdjęciową na cmentarzu, a teraz fotografuje się w stroju zakonnicy profanując krzyż i różaniec.
Redaktor naczelny serwisu Tomasz Terlikowski proponuje szerszą interpretację.
– To zwykła profanacja. Mamy tu przykład zupełnie nieadekwatnego użycia krzyża w celach zabawy i, co oburzające, w zdjęciach półpornograficznych. Bo mimo że nie ma w nich nagości, to trzeba przyznać, że są wyuzdane i satanizujące. Niektórymi symbolami nie można się bawić, bo to niebezpieczne. Na Steczkowskiej nie odbije się to teraz, ale w życiu po śmierci – wieszczy na łamach „SE”.
Skandalem jest też, że Steczkowska „wyzywająco patrzy w obiektyw”, ma mocny makijaż i „posługuje się symbolami religijnymi jako rekwizytami”. Jeśli takie wykorzystanie symboli religijnych to profanacja, to trzeba odwołać jasełka we wszystkich szkołach – wszak to forma spektaklu. Zniszczyć wszystkie kopie „Matki Joanny od Aniołów” oraz „Karola, człowieka, który został papieżem”, bo tam też krzyż i inne symbole religijne pojawiają się jako rekwizyty.
Może Jarosław Iwaszkiewicz, autor opowiadania, którego film jest adaptacją, producenci, reżyserzy i aktorzy występujący w tych filmach (i setkach innych filmów i spektakli) – może wszyscy oni nie wiedzieli, że ich obrazoburcze zachowanie „odbije się na nich po śmierci”. Podobnie jak Witkacy, kiedy pisał "Wariata i zakonnicę". Sztukę, jak widać, ponadczasową.
