
Grajdołek i zaścianek. Tak, od lat zresztą, mówi się o polskim show-biznesie. Faktycznie, w porównaniu do tego amerykańskiego, nasza branża rozrywkowa przypomina bardziej fanklub gwiazdek serialowych, niż potężną machinę do zarabiania pieniędzy. Mniejsze zaplecze, nie te pieniądze, ale czy mentalność?
Bo okazuje się, że w czymś jednak Zachód doganiamy. Może nawet w tym jednym aspekcie jesteśmy równi. Ten nasz grajdołek goni sensacje z równą pazernością, co ten w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii.

Jan Jakub Kolski, który jest twórcą filmów tak dobrym, tak utalentowanym i znanym przede wszystkim z tego właśnie talentu, a nie koloru i marki telefonu, stał się nie tyle częścią show-biznesu, co jego ofiarą. W sposób najgorszy, bezczelny i zwierzęcy. Jak hieny. Tak bowiem zachowali się polscy paparazzi podczas okresu dla tego człowieka najtrudniejszego. Pod koniec lipca, w wypadku samochodowym ginie jego córka Zuzanna. W tragicznym w skutkach wydarzeniu bierze udział także jego była żona Grażyna Błęcka-Kolska, która auto prowadziła. Pani Grażyna przeżywa, ale rodzinny dramat jest ogromny. Tym bardziej, że jest też dramatem obdartym z prywatności, bo zarówno reżyser jak i aktorka, to osoby znane. Świadkami wypadku staliśmy się zatem my wszyscy, bo media temat bardzo eksploatowały.

Ale nie to jest w tym wszystkim najgorsze, pozbawione człowieczeństwa. Tylko to, co zgotowali paparazzi rodzicom zmarłem dziewczyny podczas uroczystości bardzo prywatnej, intymnej. Na pogrzebie. Rodzice, bo w tym momencie, na tę chwilę, przestali być osobami znanymi, gwiazdami, postaciami masowej wyobraźni. Byli, mieli prawo być, przede wszystkim ludźmi. Otuleni prywatnością, którą w tym momencie powinno się im zagwarantować. Więc jakim człowiekiem trzeba być, aby odzierać człowieka z tej prywatności, w takim momencie? Paparazzim? Reżyser wydarzenie wspomina na łamach "Polityki", gdzie mówi o zachowaniu tzw. fotopstryków. W końcu - mówi tak naprawdę o upadku dobrych obyczajów.
Jan Jakub Kolski

Smutna strona show-biznesu właśnie wygląda tak. Polska branża rozrywkowa to nie tylko popularne programy taneczne, głupiutkie celebrytki, których iloraz inteligencji wprawia nas w dobry niekiedy nastrój. Ale także pazerność, ogłupienie, a wszystko to dyktują pieniądze, ich ilość, a potem możliwości jakie mogę te pieniądze dać. Za cenę wszelką, nawet gdy w grę wchodzi zezwierzęcenie.
