Jestem gruba i dobrze mi z tym – napisała pewna Amerykanka. I rozpoczęła burzę

– Jestem gruba i dobrze mi z tym – mówi Erin McKelle.
– Jestem gruba i dobrze mi z tym – mówi Erin McKelle. Fot. twitter.com
Erin Mckelle ma 19 lat. Jest studentką uniwersytetu stanowego w Ohio. Jak sama o sobie pisze, jest „nieustraszoną feministką” i działaczką społeczną. I jest gruba. W dodatku nie zamierza się odchudzać. Przeciwnie – głośno mówi, że lubi swoje ciało, a eksponowanie go w krótkich szortach i odważnych topach sprawia jej przyjemność. Dla tych, którym się to nie podoba, ma jasny przekaz: odpieprzcie się.


„5 rzeczy, które musisz wiedzieć zadając się ze mną, grubą dziewczyną, która nosi kuse ubrania” – tytułuje swój tekst dla „Huffington Post” Erin. Pisze właściwie o zasadach dobrego wychowania, które – nie wiedzieć czemu – przestają obowiązywać, kiedy mamy do czynienia z kimś otyłym.
Erin McKelle

Ponieważ lubię chodzić w ubraniach, które eksponują moje ciało – krótkich bluzkach, spódnicach, szortach, dopasowanych sukienkach i leginsach – muszę się mierzyć z wieloma reakcjami. Bo Boże broń, żeby gruba kobieta lubiła to, jak wygląda i pokazywała to światu.

Tolerancja nie dla grubych
Grubych tolerancja nie dotyczy. Grubi powinni mieszkać w gettach. Gruby nie może się ubierać, jak chce. Gruby ma nosić namioty i nie epatować zadowolonego z siebie, szczupłego społeczeństwa na diecie bezglutenowej, swoim rozmiarem. Bo zaburza średnią.
Na grubego można się gapić, wytykać palcami, wygłaszać teatralnym szeptem opinie i żarciki, komentować głośno jego wygląd. Nie, nie wolno. Bo to molestowanie, tym bardziej perfidne, że świetnie działające za społecznym przyzwoleniem, a sprowadzające człowieka do jego rozmiaru i tego, jak wygląda. Tym samym – to dehumanizowanie osoby, która nie przystaje do właśnie obowiązujących kanonów. A na to zgody nie ma.


Grubym dziewczynom nie powinny się podobać ich ciała ani pokazywać innym ludziom, jak wyglądają – pisze Erin. I ma rację, o czym zresztą świadczą jadowite komentarze pod jej tekstem.

Nie gap się
Co Erin radzi tym, którzy mają problem z jej wyglądem? Dajcie sobie spokój, pisze. Moje ciało jest moje i nikt nie ma prawa mówić mi, jak mam z nim postępować. Kropka. Dodaje, że na świecie jest dużo przemocy i opresji – radzi, żeby ci, którzy tyle energii poświęcają się na gapienie się i wypisywanie złośliwych komentarzy w internecie, tam skanalizowali swoją energię.


Nie gap się. Jestem osobą, nie maskotką – pisze Erin dodając, że widzi wszystkie zdegustowane spojrzenia i wywracanie oczami. I zatrzymaj swoje komentarze dla siebie.

Nie wszystkie osoby, których waga wynosi więcej niż norma, mają tyle odwagi, co Erin. Nie wszyscy też mają wpływ na to, jak wygląda ich sylwetka. To nieistotne, jaki jest powód otyłości – większości osób, których BMI nie jest idealne, nie jest łatwo. Wielu ma kompleksy. Wielu się wstydzi i bez natarczywych spojrzeń czy chamskich komentarzy.


Faktem jest, że kobiety wciąż jeszcze funkcjonują w sferze publicznej określane przez, jak nazywają to socjologowie, "male gaze", czyli męskie spojrzenie. Jednak w przypadku gremialnego potępienia stylu życia otyłych ludzi i ich samych do owych męskich spojrzeń przyłączyły się te żeńskie, uformowane na obraz i podobieństwo męskich. Błąd. Bo jeśli kobiety – i słusznie – nie chcą być uprzedmiotawiane przez męskie spojrzenie, same też muszą przestać tak postrzegać ludzi. Także otyłych.