
To raczej praca dla młodych, zajęcie tymczasowe lub po prostu sposób na jakikolwiek pieniądze, bo nie ma nic lepszego. Niestety bardzo często widać to po jakości obsługi, która nieraz woła o pomstę do nieba. Czy ciężka praca i skandalicznie mała płaca usprawiedliwiają bezczelność i zwykłe chamstwo? – Pierwsza zasada z obsługi jest taka, że klienta nie interesuje czy masz dziś gorszy czy lepszy dzień – mówi Katarzyna Chwastek, szkoleniowiec sprzedawców.
Po artykule w naTemat o bezczelności kelnerów, którzy potrafią krzyczeć na klientów, napisała do mnie personal shopperka - Basia Józefiak. Opisała skandaliczne jej zdaniem przypadki zachowania, które zdarzają się na co dzień w polskich sklepach. – Nie mogę wyjść z podziwu, że ludzie z takim brakiem wyczucia pracują w sklepach i to wcale nie najniższej klasy marek – mówi stylistka.
Chodzi konkretnie o zachowanie sprzedawców w sklepach odzieżowych i ich reakcje na pytania dotyczące niestandardowych rozmiarów ubrań i dodatków. Zdarza się odpowiedź wartościująca tego typu rozmiar, co dla klienta bywa przykre. Zwykle osoby, które noszą skrajne rozmiary muszą znosić fakt, iż w ogóle ciężko im cokolwiek na siebie dostać i na domiar złego jeszcze słyszą komentarze od sprzedawcy z kompletnym brakiem wyczucia.
Kolejna sytuacja, także miała miejsce kilka dni temu. Mój znajomy – Michał – kupował laptopa przez internet, bo można w ten sposób sporo zaoszczędzić. Wcześniej poszedł jednak do sklepu, aby zobaczyć, jak dany model prezentuje się w rzeczywistości. Wszystko działo się w jednym ze sklepów renomowanej sieci komputerowej w centrum handlowym. Zaczęło się jeszcze zanim podszedł do pracownika. Stojąc przy gablocie i oglądając konkretne modele usłyszał rozmowę dwójki pracowników z koleżanką, która była już po pracy. Tak wynikało z przebiegu rozmowy.
Przez dobre kilka minut zupełnie się nie kryjąc obgadywali niedawnych klientów. Dowiedziałem się, że „wredna baba” itd. miała jakiś problem i „kazała dać numer do managera”. – Dałam, ale do oddziału w innym mieście – opowiadała, czym wywołała rozbawienie. I o ile jestem w stanie zrozumieć, że niektórzy klienci potrafią być nieznośni, to dyskutowanie o tym na cały sklep jest co najmniej nieprofesjonalne.
Seria, o którą pytałem miała do siebie to, że się często przegrzewała. Na moje pytanie, czy najnowszy model też ma z tym problem sprzedawca z wyraźną wyższością i uśmiechem politowania stwierdził, że „to było dawno, tak się już nie dzieje, a jeśli tak miałem, to "nie potrafiłem zadbać o laptopa”.
Gdy sam zaczynałem pracę zawodową, byłem sprzedawcą właśnie w jednej ze znanych sieci sklepów z odzieżą. Zarabiałem wtedy jakieś 750 zł na 3/4 etatu. Oczywiście miałem umowę zlecenie. Pamiętam, jakie we mnie rodziły się uczucia, gdy klient traktował mnie jak obywatela niższej kategorii. Również we mnie budził się bunt, bo miałem w pamięci ile mi płacą. Prawda jest jednak taka, że nie miało to znaczenia. Godzisz się na wykonywanie tej pracy, zaciskasz zęby i wykonujesz ją jak należy, albo szukasz czegoś innego.
