
Cechą naszego narodowego charakteru jest upolitycznienie każdego możliwego skrawka historii. Prawica walczy z władzą o każdy pomnik, każdą ulicę, każdy wieniec. Tym samym nie pozostawia Hannie Gronkiewicz-Waltz i innym politykom PO wielkiego wyboru. Zgoda – nawet na racjonalne argumenty – byłaby postrzegana za polityczną przegraną, wyraz słabości władzy. To prawica sama zabije swoje pomysły.
REKLAMA
Pomnik Czterech śpiących wraca na warszawską Pragę. Usunięto go z placu Wileńskiego na czas budowy II linii metra. Część warszawiaków liczyła, że już nigdy tam nie wróci, ale zgodnie z podjętą w 2011 roku uchwałą Rady Miasta po zakończeniu budowy (oraz kosztującej 2 mln zł renowacji) monument powinien znowu stanąć na skrzyżowaniu ul. Targowej i Alei „Solidarności”.
Gronkiewicz-Waltz pod ścianą
Byłem na pl. Wileńskim kiedy usuwano pomnik. Nawet wtedy ta sprawa budziła duże emocje. Widząc kamerę ludzie sami podchodzili i przedstawiali swoje – często skrajnie różne – opinie. Dochodziło nawet do ostrych kłótni. Ale to i tak nic w porównaniu z tym, co z całej sprawy robią politycy. A oni postanowili na emocjach związanych z historycznym monumentem zbić jak najwięcej kapitału politycznego.
Byłem na pl. Wileńskim kiedy usuwano pomnik. Nawet wtedy ta sprawa budziła duże emocje. Widząc kamerę ludzie sami podchodzili i przedstawiali swoje – często skrajnie różne – opinie. Dochodziło nawet do ostrych kłótni. Ale to i tak nic w porównaniu z tym, co z całej sprawy robią politycy. A oni postanowili na emocjach związanych z historycznym monumentem zbić jak najwięcej kapitału politycznego.
Do pomocy ruszyły prawicowe media, które atakują rządzących nawet ostrzej niż politycy PiS. Tradycyjne dla prawicowych mediów moralne wzmożenie i uderzanie w najwyższe tony sprawiło, że sprawa przestała być zdroworozsądkowa, stała się emocjonalna. Postawiona pod ścianą Hanna Gronkiewicz-Waltz nie mogła traktować Czterech śpiących tylko jako tematu historycznego, bo prawica wepchnęła ją w politykę.
Łuk niezgody
Warszawa to kluczowe miasto w walce między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością. Spór między tymi dwoma partiami jest tutaj ostry jak nigdzie indziej. Wystarczy przypomnieć zeszłoroczną walkę o odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz. Dlatego prezydent miasta, jednocześnie wiceprzewodnicząca Platformy, nie może sobie pozwolić na żadne widowiskowe ustępstwo, które pokaże elektoratowi PO, że jej pozycja osłabła.
Warszawa to kluczowe miasto w walce między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością. Spór między tymi dwoma partiami jest tutaj ostry jak nigdzie indziej. Wystarczy przypomnieć zeszłoroczną walkę o odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz. Dlatego prezydent miasta, jednocześnie wiceprzewodnicząca Platformy, nie może sobie pozwolić na żadne widowiskowe ustępstwo, które pokaże elektoratowi PO, że jej pozycja osłabła.
„Musimy uwierzyć , że mimo uprawianej przeciw nam psychologii wstydu i przemysłu pogardy jesteśmy narodem wielkim, ze wspaniałymi perspektywa mi i gigantycznym, choć ciągle trwonionym kapitałem ludzkim” – pisze w swojej odezwie Towarzystwo Patriotyczne Jana Pietrzaka. I tym zdaniem zabija kolejną wartą rozważenia inicjatywę.
Rozsądna inicjatywa
Bo to język typowy dla mediów braci Karnowskich i Tomasza Sakiewicza, wyspecjalizowanych w – słusznym lub nie – atakowaniu rządzącej Platformy. Zresztą i oni dorzucili swoje trzy grosze. Profil TVN48, prowadzony według nieoficjalnych informacji przez jednego z dziennikarzy „Gazety Polskiej Codziennie”, poświęcił tej sprawie kilka kąśliwych, choć niekoniecznie śmiesznych grafik.
Bo to język typowy dla mediów braci Karnowskich i Tomasza Sakiewicza, wyspecjalizowanych w – słusznym lub nie – atakowaniu rządzącej Platformy. Zresztą i oni dorzucili swoje trzy grosze. Profil TVN48, prowadzony według nieoficjalnych informacji przez jednego z dziennikarzy „Gazety Polskiej Codziennie”, poświęcił tej sprawie kilka kąśliwych, choć niekoniecznie śmiesznych grafik.
A inicjatywa nie jest – wbrew pierwszym opiniom – zupełnie idiotyczna. „Uzasadnienie specyficzne, ale ja na takie pomysły jak budowa Łuku Tryumfalnego reaguję z sympatią. Mamy pozostawić po sobie tylko biurowce?” – napisał Konrad Piasecki z RMF FM, z wykształcenia historyk.
Centrum antyputinizmu
Ale większość zwolenników Hanny Gronkiewicz-Waltz odrzuciła pomysł nawet bez głębszego zastanowienia się nad nim, bez jakiejkolwiek dyskusji. Trudno było się spodziewać czegoś innego. Bo nie trzeba specjalnie przenikliwego umysłu, by przewidzieć, że gdyby łuk triumfalny powstał zostałby uwikłany w obecną politykę. Zaraz pojawiłyby się na nim wiszące kukły Putina i wezwania do marszu na Moskwę.
Ale większość zwolenników Hanny Gronkiewicz-Waltz odrzuciła pomysł nawet bez głębszego zastanowienia się nad nim, bez jakiejkolwiek dyskusji. Trudno było się spodziewać czegoś innego. Bo nie trzeba specjalnie przenikliwego umysłu, by przewidzieć, że gdyby łuk triumfalny powstał zostałby uwikłany w obecną politykę. Zaraz pojawiłyby się na nim wiszące kukły Putina i wezwania do marszu na Moskwę.
A to mogłoby zaszkodzić – i tak napiętym – stosunkom z Moskwą. Nie wierzę, że prawica byłaby gotowa się powstrzymać przed robieniem swojej tradycyjnej szopki. Bo przecież pamięć o bohaterach tej jednej z najważniejszych bitew w historii świata nie jest tutaj najważniejsza. Najważniejsza jest polityka i przywalenie politycznej konkurencji.
Powstanie polityczne
Sztandarowym przykładem upartyjniania (celowo nie napisałem "upolityczniania", bo to zbyt łagodne słowo) historii są kolejne rocznice wybuchu Powstania Warszawskiego. Wielu ludzi wykorzystuje uroczystości nie do tego, by oddać hołd poległym, ale by wygwizdać "ryżego Donalda" i KomoRuskiego", jakby nie mogli tego zrobić na otwarciu kolejnej obwodnicy czy wizycie w elektrowni (co nie znaczy, że pochwalam buczenie na polityków).
Sztandarowym przykładem upartyjniania (celowo nie napisałem "upolityczniania", bo to zbyt łagodne słowo) historii są kolejne rocznice wybuchu Powstania Warszawskiego. Wielu ludzi wykorzystuje uroczystości nie do tego, by oddać hołd poległym, ale by wygwizdać "ryżego Donalda" i KomoRuskiego", jakby nie mogli tego zrobić na otwarciu kolejnej obwodnicy czy wizycie w elektrowni (co nie znaczy, że pochwalam buczenie na polityków).
Ale negatywne emocje trudno powstrzymać nie tylko zwolennikom PiS, ale też politykom tej partii. W tym roku Krystyna Pawłowicz uderzyła w wysokie C pytając, czy Stalowa Wola to jeszcze polskie miasto. Powodem była niezbyt mądra decyzja tamtejszego burmistrza o niewłączeniu syren podczas Godziny W. Taki komentarz Pawłowicz raczej nie daje pola do dyskusji.
Bo we wszystkich sporach wcale nie chodzi o historię, tylko o politykę. A szkoda, bo różnice dotyczące historii są znacznie łatwiejsze do zasypania, niż te polityczne.
