
Do niedawna w katalogu szwedzkiej firmy jedynie 25 proc. obrazów pochodziło z komputera, a nie z prawdziwych zdjęć wyposażenia Ikei. Teraz ten poziom wzrósł do 75 proc. Można przypuszczać, że to kwestia oszczędności. Praca grafika z pewnością jest tańsza niż logistycznie zaaranżowania wystroju całego domu w kilkudziesięciu wersjach.
REKLAMA
Mało kto nie zachwyca się pięknymi aranżacjami, świetnie dobranymi dodatkami i cudownymi kolorami w katalogach IKEA. Okazuje się, że to, co w nim widzimy, nie do końca jest prawdziwe.
Tegoroczny katalog powstał na bazie technologii tzw. śledzenia promieni. Graficy korzystają z kilkudziesięciu tysięcy trójwymiarowych modeli, na które nakładają tekstury z prawdziwych przedmiotów.
Przedstawiciele Ikei tłumaczą taki krok przede wszystkim oszczędnością czasu. A wiadomo, że czas do pieniądz. Przemeblowanie pokoju grafikowi zajmie chwilę, a ekipie w studiu fotograficznym znacznie dłużej. Tym bardziej, że szwedzki sklep oferuje ok. 25 tys. produktów.
Niedawno pisaliśmy, że w Polsce IKEA sprzedała w Polsce meble za 2 mld zł. To również zasługa „meblowych mrówek” – właścicieli firm, którzy kupują towar w imieniu klientów z prowincji i rozwożą po całej Polsce B.
źródło: fastcodesign.com
