
Studio Mobius ma na swoim koncie projekty i zachwycające realizacje o których piszą blogerzy i dziennikarze w Polsce i zagranicą. Głową i sercem studia jest Przemek Olczyk, perfekcjonista, który samodzielnie, od podstaw stworzył to, coraz bardziej znane studio.
REKLAMA
Opowiedzcie od jak dawna działacie na rynku? I jak wyglądały początki?
Przemek Olczyk: Studio Mobius założyłem w 2006 roku. Przez pierwszy rok działałem sam, starałem się startować do mniejszych konkursów, z którymi mogłem sobie samodzielnie poradzić. Wykonywałem pierwsze koncepcje domów dla klientów i po prostu, krok po kroku rozpocząłem budowę marki, jej podstawę.
Silny nacisk położyłem na działania marketingowe dlatego że był to jedyny sposób by zostać zauważonym. Wcześniej pracowałem za granicą wiec nie miałem zaplecza znajomych inwestorów w Polsce, dzięki którym mógłbym się szybko rozwinąć. Budowanie biura architektonicznego od początku w pojedynkę nie jest łatwe, ale daje dużą satysfakcje.
Później, w związku z rozwojem i co za tym idzie realizacją kilku tematów, zespół się powiększył. Na przestrzeni tych lat zespól bardzo się zmieniał. W 2009 dołączyła do zespołu Monika przez co rozwinięty został dział projektowania wnętrz . Wcześniej wnętrza były realizowane przy okazji innych inwestycja jako uzupełnienie, a teraz jest to zupełnie oddzielna oferta.
Jakie miałeś założenia zakładając pracownię Mobius? Jaką misję, marzenia?
Misja biura jest oparta na celu realizacji architektury wyjątkowej, niecodziennej i przede wszystkim nowoczesnej opartej o detal i technologie. Marzeniem realizacje projektów na rynkach światowych, a ambicją jest od zawsze rozwijanie firmy na najwyższym poziomie. Pod względem jakości projektów, obsługi oraz skali.
Na czym jesteście teraz skupieni?
W ostatnim czasie położyłem też nacisk na projekty biurowe. Wykonaliśmy kilka koncepcji budynków biurowych i w tej chwili realizujemy dwa z nich. Mamy też na koncie projekt hali sportowej wielofunkcyjnej z częścią basenową w dosyć odważnej, minimalistycznej oprawie. Projektujemy też teraz wielofunkcyjny kompleks usługowo–biurowy wraz z rewitalizacją otoczenia, o którym jeszcze nie mogę więcej powiedzieć, ale będzie to całkiem ciekawy projekt, który może wiele znaczyć dla miasta w którym się znajdzie. Jeżeli chodzi o inwestycje prywatne, to realizujemy dwa domy w Warszawie i jeden, naprawdę bardzo ciekawy w Krakowie. Tutaj niestety też nie mogę zdradzać żadnych konkretów.
Sporo! Opowiedz proszę o największym i najtrudniejszym zleceniu jakie mieliście?
Jeśli chodzi o prywatne inwestycje to zdecydowanie Edge. Willa w Krakowie, projektowo bardzo skomplikowana, zupełnie nietypowa. Jak łatwo się domyślić, największą trudność przyniosło realizowanie takiego domu. Plan zagospodarowania trzeba było sprytnie wymijać, żeby uzyskać efekt zgodny z projektem. Działka także nie należała do najłatwiejszych, sama konstrukcja budynku była złożona, zaprojektowaliśmy duże nadwieszenia, potrzebne były nietypowe podparcia belek.
Jedyna rzecz, która się nie udała, to uzyskanie białego betonu architektonicznego, pomimo tego, że w pracowni poświęciliśmy na to dużo czasu, wykonując próbki, żeby pomóc wykonawcom. Dom Edge posiada bardzo wiele nietypowych, czysto budowlanych rozwiązań, które bardzo rzadko stosowane są w domach jednorodzinnych, dlatego budowlańcy mieli z tym projektem naprawdę ciężkie życie. I ze mną! Bardzo dużo czasu spędzałem na budowie, w trakcie nadzorów architektonicznych. Tego typu wille wymagają ogromnej dokładności, jest tam mnóstwo detali, które łatwo przeoczyć, musiałem tego pilnować. Było warto, bo powstał dom, który dziś z dumą pokazujemy. Zdjęcia realizacji pojawiały się w mediach w Polsce i zagranicą.
To z tego projektu jesteś najbardziej dumny?
Z tego i z domu Nemo, który też niedługo zaczniemy prezentować. Oba projekty zostały zrealizowane zostały bardzo blisko początkowych koncepcji.
Co uważacie, że najbardziej utrudnia życie architektom?
Zdecydowanie urzędy ,które zamiast pomagać – utrudniają życie inwestorom, a tym samym prace architektom. Z resztą można sobie poradzić.
A co jest błogosławieństwem i czego byście chcieli więcej?
Fajne zlecenia! Tego sobie każdy chyba z architektów życzy. Mniejszych trudności z ich realizacja i przede wszystkim więcej czasu na projektowanie.
Więcej tworzenia, a mniej załatwiania?
To też. Ponieważ jednak bardzo ważne są dla mnie detale i mam w sobie nieposkromioną chęć dążenia do ideału, to potrzebuję trochę więcej czasu na projektowanie. Wiele razy wszystko sprawdzam, analizuję, wykonuję modele. Czasem, ze względu na czas, nie mogę pracować do końca tak jak bym chciał. Niewielu architektów na świecie ma komfort związany z czasem. Zresztą - kto nie chciałby mieć go więcej?
W rozmowie z 81.WAW.PL zapytałam o jakiś wynalazek, który jeszcze nie istnieje, ale chcieliby, żeby zaistniał. Oni wymyślili program, który pozwalałby rzeźbić w powietrzu, taki hologramowy Sketch-up. Może Wy też macie jakieś pomysły?
Zaczarowany ołówek.
To też moje marzenie! Dzięki za rozmowę.
O pracowni Mobius więcej dowiedzieć się można tutaj lub na facebooku.
