Nieoczekiwana utrata pracy może okazać się bolesną lekcją tego, że zawsze należy oszczędzać.
Nieoczekiwana utrata pracy może okazać się bolesną lekcją tego, że zawsze należy oszczędzać. Fot. Shutterstock.com

Teoretycznie aż 40 proc. naszych rodkaów oszczędza. Najnowsze Badanie Oszczędności Polaków przekonywało, że większość z oszczędzających odkłada na "czarną godzinę". Jednak ta zazwyczaj nie przychodzi do tych, którzy są na nią przygotowani. Dlaczego więc większość z nas nie oszczędza ani trochę i to nie tylko najbiedniejsi, ale i ci, których na oszczędności bez problemu stać?

REKLAMA
– Jeżeli chcemy spokojnie myśleć o przyszłości, powinniśmy posiadać oszczędności równe co najmniej dwumiesięcznym dochodom – alarmuje w rozmowie z naTemat ekonomista Paweł Cymcyk.
Brak oszczędności będzie bolał...
Granica między statusem najbiedniejszego i tego, "którego stać" przez brak środków odłożonych na nieprzewidziane wydatki może się bardzo łatwo zatrzeć i przesunąć. Świetnie przekonał się o tym na przełomie roku pan Mikołaj. Nasz czytelnik po którejś z rzędu kłótni z poprzednim pracodawcą postanowił rzucić na jego biurko wypowiedzenie. - Myślałem wtedy, że nigdy nie poczuję większej ulgi i zadowolenia. Teraz wiem, że takie uczucie jednak dopiero przede mną... - stwierdza.
Odchodząc z pracy uznał bowiem, że nową posadę znajdzie bez większego problemu. O tym, z jaką łatwością przychodzi to specjalistom z branży IT przecież krążą liczne legendy. - Naiwnie sądziłem, że to będzie kwestia tygodnia, no może dwóch i w najgorszym razie wezmę coś nieco gorzej płatnego - wspomina.
Rzeczywistość okazała się jednak nieco bardziej brutalna. Nowa praca znalazła się dla mojego rozmówcy dopiero po prawie trzech miesiącach od ostatniej wypłaty w poprzedniej firmie. W nowej zaoferowali nawet kilkaset złotych więcej, ale nie pomogło to już w szybkim opanowaniu sytuacji finansowej pana Mikołaja.
Mikołaj

Ostatnia pensja rozeszła się na rachunki i raty za zaledwie jeden miesiąc i skromne już życie. Na drugi miesiąc musiałem pożyczać u rodziny, ale i tak nie wystarczyło. Tuż przed rozmową kwalifikacyjną do tej pracy miałem więc już taką sytuację, że zadzwonili do mnie z groźbami z windykacji banku. Te miesiące to był dramat - mówi. - Żeby wyjść na prostą muszę poczekać jeszcze z dwa miesiące, ale jak tylko skończę z zaległymi opłatami, to zaczynam odkładać. Co najmniej kilkaset złotych miesięcznie.

Słysząc tę, dającą do myślenia historię, nie mogłem nie zaprosić do podzielenia się swoimi doświadczeniami znajomego, który kilka miesięcy temu również niespodziewanie został bez pracy, ale w okresie poszukiwania nowej, bez problemu mógł pozwolić sobie nawet na wakacje. Od czasów liceum znany jest bowiem wśród przyjaciół z tego, że po zarobieniu każdych pieniędzy woli sobie czegoś odmówić, by większą sumę odłożyć.
Odkładają tylko wariaci?
- Jak do tego namawiałem kolegów mających pierwszą pracę w liceum i na studiach, to wtedy mieli mnie za wariata, a przecież odkładałem chyba tylko po 50 zł. Mimo jedynie dorywczej pracy dawało mi to jednak pewność, że stać mnie na coś więcej niż wieczór w pubie. Albo przynajmniej na to piwo, jak zabraknie innych środków. Dziś na oszczędności trafia suma znacznie większa i znacznie większą pewność też posiadanie oszczędności daje - tłumaczy mi Michał.
W jego przypadku wieloletnia oszczędność i umiejętne zarządzanie zgromadzonymi na "czarną godzinę" środkami pozwoliła bez problemu przetrwać kilkumiesięczne bezrobocie, na którym znalazł się po tym, gdy jego poprzedni pracodawca nagle postanowił się wycofać z utrzymywania polskiej filii.
- Nie chciałem przeprowadzać się z Krakowa do Irlandii, ani brać pierwszej lepszej alternatywnej oferty. Dzięki temu bez pożyczania po rodzinie, czy znajomych spokojnie płaciłem wszystkie miesięczne zobowiązania i w zasadzie niczego sobie w tym okresie nie odmawiałem względem tego, jak żyłem wcześniej. Narzeczona wręcz z rozrzewnieniem wspomina moja bezrobocie, bo nigdy nie miałem dla niej tak wiele czasu - wspomina.
Chcesz spokoju? To odłóż choć dwie pensje!
- Oba te przykłady doskonale ilustrują powszechną prawdę, że jeżeli chcemy spokojnie myśleć o przyszłości, powinniśmy posiadać oszczędności równe co najmniej dwumiesięcznym dochodom. Odłożone na "czarną godzinę", bo ona prędzej czy później może nadejść. Warto mieć więc poduszkę bezpieczeństwa, by na niej nawet w takich chwilach spokojnie spać - komentuje analityk finansowy Paweł Cymcyk.
Paweł Cymcyk
ekonomista

Ten komfort psychiczny jest niezwykle istotny, gdy robi się najbardziej niebezpiecznie. Kiedy nie mamy oszczędności i odpowiedniego zabezpieczenia, bardzo szybko popadamy wówczas w zadłużenie. A raz zaciągnięte zadłużenie, potem trzeba spłacać z często wysokimi odsetkami. Im wolniej są one spłacane, tym dłużej i dotkliwiej odczuwamy skutki braku jakichkolwiek oszczędności.

W ocenie specjalisty, optymizm Polaków co do tego, że zawsze uda się szybko znaleźć inną pracę lub niespodziewane wydatki ich akurat nie spotkają jest alarmujący. Nawet wśród osób zarabiających na poziomie średniej krajowej i lepiej rezygnowanie z posiadania oszczędności jest wciąż dość powszechne. Paweł Cymcyk podkreśla, że poza tym z tych 40 proc. oszczędzających faktyczne oszczędności posiada prawdopodobnie tylko ok. 8-10 proc. - Większość z nas w ogóle nie zawraca sobie głowy przygotowywaniem się na gorsze czasy, a one prawdopodobnie dla każdego z nas nadejdą - ostrzega.