
Teoretycznie aż 40 proc. naszych rodkaów oszczędza. Najnowsze Badanie Oszczędności Polaków przekonywało, że większość z oszczędzających odkłada na "czarną godzinę". Jednak ta zazwyczaj nie przychodzi do tych, którzy są na nią przygotowani. Dlaczego więc większość z nas nie oszczędza ani trochę i to nie tylko najbiedniejsi, ale i ci, których na oszczędności bez problemu stać?
Granica między statusem najbiedniejszego i tego, "którego stać" przez brak środków odłożonych na nieprzewidziane wydatki może się bardzo łatwo zatrzeć i przesunąć. Świetnie przekonał się o tym na przełomie roku pan Mikołaj. Nasz czytelnik po którejś z rzędu kłótni z poprzednim pracodawcą postanowił rzucić na jego biurko wypowiedzenie. - Myślałem wtedy, że nigdy nie poczuję większej ulgi i zadowolenia. Teraz wiem, że takie uczucie jednak dopiero przede mną... - stwierdza.
Ostatnia pensja rozeszła się na rachunki i raty za zaledwie jeden miesiąc i skromne już życie. Na drugi miesiąc musiałem pożyczać u rodziny, ale i tak nie wystarczyło. Tuż przed rozmową kwalifikacyjną do tej pracy miałem więc już taką sytuację, że zadzwonili do mnie z groźbami z windykacji banku. Te miesiące to był dramat - mówi. - Żeby wyjść na prostą muszę poczekać jeszcze z dwa miesiące, ale jak tylko skończę z zaległymi opłatami, to zaczynam odkładać. Co najmniej kilkaset złotych miesięcznie.
- Jak do tego namawiałem kolegów mających pierwszą pracę w liceum i na studiach, to wtedy mieli mnie za wariata, a przecież odkładałem chyba tylko po 50 zł. Mimo jedynie dorywczej pracy dawało mi to jednak pewność, że stać mnie na coś więcej niż wieczór w pubie. Albo przynajmniej na to piwo, jak zabraknie innych środków. Dziś na oszczędności trafia suma znacznie większa i znacznie większą pewność też posiadanie oszczędności daje - tłumaczy mi Michał.
- Oba te przykłady doskonale ilustrują powszechną prawdę, że jeżeli chcemy spokojnie myśleć o przyszłości, powinniśmy posiadać oszczędności równe co najmniej dwumiesięcznym dochodom. Odłożone na "czarną godzinę", bo ona prędzej czy później może nadejść. Warto mieć więc poduszkę bezpieczeństwa, by na niej nawet w takich chwilach spokojnie spać - komentuje analityk finansowy Paweł Cymcyk.
Ten komfort psychiczny jest niezwykle istotny, gdy robi się najbardziej niebezpiecznie. Kiedy nie mamy oszczędności i odpowiedniego zabezpieczenia, bardzo szybko popadamy wówczas w zadłużenie. A raz zaciągnięte zadłużenie, potem trzeba spłacać z często wysokimi odsetkami. Im wolniej są one spłacane, tym dłużej i dotkliwiej odczuwamy skutki braku jakichkolwiek oszczędności.

