Ice Bucket Challenge to nie tylko wygłupy i parcie na "szkło". To naprawdę działa! W Polsce zebrano już prawie milion zł
Ice Bucket Challenge to nie tylko wygłupy i parcie na "szkło". To naprawdę działa! W Polsce zebrano już prawie milion zł Fot. screen youtube.com

Oblanie się kubłem zimnej wody to już niemal jazda obowiązkowa celebrytów. Ci, którzy tego nie zrobią, mogą wręcz wypaść z obiegu, a nie ma nic gorszego niż medialna śmierć. Okazuje się, że zabawa, którą już podłapali wszyscy internauci, przynosi wymierne korzyści.

REKLAMA
ALS Ice Bucket Challenge zostało zainicjowane przez 27-letniego Corey'a Griffina, który w ten sposób chciał zebrać pieniądze na leczenie swojego przyjaciela Pete'a Fratesa. Sam Griffin niedawno tragicznie zmarł, ale jego pomysł obiegł świat z prędkością błyskawicy. Media codziennie donoszą o kolejnych celebrytach, którzy biorą udział w akcji i nominują kolejne osoby. A że każdy przez chwilę chciał się poczuć "kimś", to do inicjatywy Amerykanina przyłączyły się miliony ludzi.
Czy ogromne zainteresowanie akcją przekłada się na równie duże wsparcie finansowe organizacji zajmujących się walką z tą chorobą? Dwa tygodnie temu pisaliśmy, że na rzecz ALS Association – amerykańskiej organizacji pomagającej osobom chorym na stwardnienie zanikowe boczne – wpłacono aż 23 mln dolarów.
Okazuje się, że w Polsce stowarzyszenie Dignitas Dolentium (łac. Godność Cierpiących) do 5 września zebrało ponad 950 tys. z akcji Ice Bucket Challenge. – To, co teraz otrzymujemy jest wielokrotnością sumy, która wpływała do nas rocznie z 1 proc. podatku przekazywanego dla organizacji pożytku publicznego – wyjaśnia w rozmowie z naTemat Anna Banak-Schab z Dignitas Dolentium.
Stowarzyszenie z Nowego Targu jest jedyną organizacją zajmują się pomocą dla osób chorych na stwardnienie boczne zanikowe. – Dziennie otrzymuje od 50 do 100 tys. zł datków – wyjaśnia prezes Stanisław Bała. Dodaje, że do tego trzeba doliczyć darowizny usług, nowych wolontariuszy i zwielokrotnioną liczbę odwiedzin strony internetowej.
Stanisław Bała, prezes stowarzyszenia Dignitas Dolentium

Ludzie są generalnie dobrzy, ale potrzebują motywacji do działania. Takim "kopem" są te akcje. Na początku słyszałem jedynie o celebryckiej wersji – czyli oblewanie się wodą albo płacenie za kolację. Gdy dotarło do mnie, że chodzi o ALS, miałem nadzieję, że u nas znane osoby również dowiedzą się o pierwotnym znaczeniu akcji i pomogą nam chorym na ALS

Na swoim profilu na Facebooku stowarzyszenie chwali się swoimi zbiórkami. Przykładowo: tylko 4 września na ich konto wpłynęło 62 798,88 złotych. Dzień wcześniej 88 744,08 zł, a 2 września aż 119 810,14 zł. O tym, jak duże są to kwoty przekonują sprawozdania finansowe Dignitas Dolentium. W 2010 roku z 1 proc. podatku stowarzyszenie otrzymało... 24 593,33 zł. To niemalże pięciokrotnie mniej niż tylko jednego dnia (2.09) akcji Ice Bucket Challenge. Z kolejnych raportów widać, że podatnicy z roku na rok byli coraz bardziej hojni, ale nadal są to pieniądze znacznie mniejsze niż z "kubła zimnej wody".
Banak-Schab wyjaśnia, że w akcji rzeczywiście mogą brać udział osoby, którym zależy na wypromowaniu własnego nazwiska, ale koniec końców przekłada się to na wysokie darowizny. – Co ważne, otrzymujemy nie tylko więcej pieniędzy, ale zgłaszają się do nas kolejni wolontariusze albo firmy, które bezpłatnie chcą nas wspierać, np. informatycy, którzy zaproponowali nam rozwój naszej strony internetowej – mówi przedstawicielka Dignitas Dolentium.
Czy tradycyjne zbiórki pieniędzy na cele charytatywne odchodzą do lamusa? Niekoniecznie, ale pomysły inspirowane Ice Bucket Challenge zaczynają mieć swoich naśladowców. – Teraz na podobnej zasadzie ludzie zaczynają oddawać krew i nominować kolejnych dawców – mówi Banak-Schab. Czyli w tym szaleństwie jest metoda. Chociaż akcja może wydawać się już strasznie nudna i nieoryginalna, to pamiętajmy, że zawsze na końcu każdego wylanego kubła z zimną wodą, oprócz krzyku oblanej osoby, jest chory któremu realnie możemy pomóc.