
Sylwester Adam Wardęga to najpopularniejszy polski YouTuber. Jako pierwszy przekroczył milion subskrybentów. Po opublikowaniu filmu z psem-pająkiem w roli głównej ma ich już ponad dwa miliony. Ile na nim zarobił? Jeszcze nie wie, ponieważ film stał się popularny w ponad 100 krajach. Ale przed wypuszczeniem tego filmu słychać było głosy, że "Wardęga się skończył". Internetowy twórca mówi nam o swoim największym sukcesie, ale wyjaśnia też czym są wartościowe treści na YouTubie, swoich kontaktach z policją, relacjach z widzami oraz zupełnie nowym wizerunku Wardęgi.
REKLAMA
Masz wrażenie, że filmem z psem-pająkiem wróciłeś z dalekiej podróży? Pojawiały się głosy, że "Wardęga już się skończył", "nie ma pomysłu na siebie". A potem pojawia się film, który ma kilkadziesiąt milionów wyświetleń.
Jeszcze się nie skończyłem. (śmiech) Na YouTubie jest tak, że nie każdy film jest megahitem. Dopiero po roku działalności kanału zrobiłem filmik ze Spider-Manem w metrze, który miał trzy miliony wyświetleń. Wszyscy się nim zachwycili, ale później było słabiej. Po kolejnym roku zrobiłem "trenera policji" i on stał się hitem. A potem znowu spadek. Teraz jest wielkie "boom" z psem-pająkiem. Kolejne produkcje pewnie będą słabsze i mniej popularne. Trudno będzie dorównać temu filmowi. Po jakimś czasie pewnie znów ludzie zaczną gadać, że się skończyłem. A ja zrobię za jakiś czas kolejną popularną produkcję i okaże się, że jednak się nie skończyłem.
Przejmujesz się komentarzami, w których ktoś udowadnia, że to już koniec SA Wardęgi?
Robię swoje. Takie komentarze zawsze będą. Jak się ma tylu widzów, ilu ja mam, to ciężko liczyć na to, że będą zawsze się wszystkim podobał. Jedni będą mnie tępić z zawiści, drugim nie będzie pasował mój humor, a jeszcze inni będą woleć oglądać poważne treści Krzyśka Gonciarza, które teraz tworzy. A przynajmniej tak twierdzi. Najbardziej cenię widzów, którzy są ze mną nawet wtedy, kiedy mam słabszy okres. Na szczęście mam takich kilku.
Kim są Twoi najwierniejsi widzowie?
Jest ich tylu, że trudno byłoby poznać ich wszystkich osobiście. Chodzi mi o takich ludzi, którzy na komentarze typu "skończyłeś się i lepiej weź się za jakąś normalną robotę" odpowiadają, że "widać, że Wardęga robi swoje, jest z tego zadowolony, a jak się komuś to nie podoba, to nie musi oglądać". Chciałbym podziękować wszystkim widzom, którzy mnie bronią. Dzięki Wam nie czuje się sam, kiedy jestem atakowany. Natomiast jeśli chodzi o statystyki, to najwięcej moich widzów ma między 18 a 24 lata, druga grupa to osoby między 24 a 30 rokiem życia, a dopiero na trzecim miejscu jest tak zwana gimbaza. I bardzo się z tego cieszę.
Skoro nie jest idolem gimbazy, to kim jest Sylwester Adama Wardęga?
Twórcą internetowym. Dla każdego. To, co ja robię, to jest rodzaj ukrytej kamery. A to śmieszy ludzi w każdym wieku. Pamiętam, że coś takiego puszczano w TV Puls i moja babcia lubiła to oglądać. Kiedyś podszedł do mnie na ulicy strażnik miejski. Na moje oko miał jakieś 50 lat. I powiedział mi, że jego mama mnie pozdrawia. Natomiast mój kolega pokazał ostatnio film z psem-pająkiem swojemu 90-letniemu dziadkowi i usłyszał, że teraz musi mu kupić tablet w prezencie. Zatem, mam nowego widza.
A ten kolega pokazał też dziadkowi film, jak przebrany za staruszka łowisz ryby w hipermarkecie?
Nie wiem. Ale poprosiłem mojego kolegę, że jak już kupi dziadkowi ten tablet, to żeby od razu zasubskrybował mu mój kanał na YouTubie. Wtedy dziadek mojego kolegi pewnie sobie obejrzy ten film.
Mówisz, że jesteś twórcą internetowym. Żyjesz z robienia filmów i wrzucania ich na YouTube?
Tak.
A jak się z tego żyje?
Całkiem dobrze. Jest co do garnka włożyć, jest na karmę dla psiaka, więc jest w porządku.
Dużo pieniędzy zarobisz na filmie z psem-pająkiem?
Jeszcze nie wiem. Statystyki na YouTubie pojawiają się z 5-dniowym opóźnieniem. Teraz nie jestem w stanie powiedzieć, ile zarobię na reklamach wyświetlonych przy tym filmie. Będzie to ciężko wyliczyć, bo pies-pająk stał się popularny na całym świecie. Będą musiał porównać wyświetlenia z ok. 100 krajów, a w każdym z nich inaczej się zarabia. W Stanach na przykład zarabia się jakieś osiem razy więcej niż w Polsce.
Planujesz pochwalić się tymi wyliczeniami czy pozostanie to Twoją słodką tajemnicą?
To będzie moja słodka tajemnica. Ale na pewno połowę tej kasy zgarnie Chika. Kupię jej za to tyle karmy, ile się da. Pewnie starczy jej to do końca jej psiego życia. Swoją drogą jej historia jest bardzo ciekawa. Moja siostra znalazła ją siedem lat temu. Teraz ma 10 lat. Chica była bezdomnym psem. Przygarnęliśmy ją. Potem dostała raka, ale udało się jej z tego wyjść. Teraz stała się celebrytką. Jej fanpejdż na Facebooku ma prawie 70 tys. fanów.
Osoby, które przestraszyła Chika po publikacji filmu, odzywają się do Ciebie z pretensjami?
Kiedy ludzie dowiadują się, że był to tylko żart, to zazwyczaj nie mają pretensji. Ale zdecydowałem się zamazać twarze. Zdarza się tak, że ludzie zgadzają się na wykorzystanie swojego wizerunku, a potem, po publikacji filmu, tę zgodę cofają. Chciałbym uniknąć takich sytuacji, więc zawsze będę zamazywał twarze.
Gorącą dyskusję wzbudziło ostatnio to, że zdecydowałeś się zamazać twarz policjanta, który zgodził się uprawiać seks z dziewczyną, która w ramach żartu podchodziła do funkcjonariuszy i proponowała im współżycie. Dlaczego to zrobiłeś?
Nie musiałem tego robić ze względów prawnych. Mamy prawo nagrywać funkcjonariuszy na służbie, a tamten policjant był wtedy na służbie. Nie bałem się zatem, że ktoś będzie zarzucał mi złamanie prawa i będzie chciał usunąć film. Zrobiłem to, ponieważ nie chciałem facetowi zniszczyć życia. W końcu zgodził się na seks z nieznajomą, a ja wiem jak wygląda internet. Ludzie od razu zaczęliby robić memy. Kojarzysz mem "typowy Pan Andrzej"? Facet, którego zdjęcie wykorzystano jest policjantem i nie ma życia przez to, że stał się memem. Kiedy jest na służbie, dzieciaki się z niego śmieją. Pomimo tego, że policjant, którego nagrałem później, próbował zabrać mi kamerę i skasować film, do czego nie miał prawa, to zamazałem mu twarz. Czuję się odpowiedzialny za ludzi, którzy są w moich filmach.
Czyli znowu zadarłeś z policjantami i znów miałeś przez nich kłopoty.
Nie, nie miałem. Teraz mam już doświadczenie i wiem, jak z nimi rozmawiać. Co nie zmienia faktu, że często policjanci zachowują się po prostu chamsko. Dostaję wiadomości od widzów, którzy doświadczyli przekroczenia uprawnień przez policjantów. Ja stałem się już bardziej medialny, więc funkcjonariusze trochę się boją ostrzej interweniować i łamać prawo przy mnie.
Starasz się jakoś reagować kiedy dostajesz takie wiadomości?
Kiedy dostaję też jakiś film, na którym widać co robią policjanci, to podaję go dalej. To jedyne, co mogę zrobić. Nie mam jeszcze takiej mocy, żeby zamknąć policjanta w więzieniu albo odebrać mu odznaki. Jestem tylko zwyczajnym chłopakiem.
Który ma dwa miliony subskrybentów na YouTubie. To spora medialna siła rażenia.
Proponujesz mi, żebym założył kanał, w którym będą taką policją w policji? Dostaję sygnał na Facebooku, wsiadam w samochód i jadę na interwencję. Bardzo ciekawy pomysł.
Na Forum Ekonomicznym w Krynicy powiedziałeś, że bierzesz się za poważne treści. Rozumiem, że na ich produkcję także pójdą pieniądze zarobione na psie-pająku, ale zastanawiam się, czym są według Ciebie te "poważne treści"?
Wydaje mi się, że ludzie nie do końca zrozumieli o co mi chodziło. Mówiąc o poważnych treściach myślałem o tym, że nie będę już robił nieprzemyślanych produkcji w stylu Boobsmana. Chcę kręcić swoje filmy w bardziej profesjonalny sposób. Ale także uruchomię nowy kanał. Będzie poświęcony uprawianiu sportu i kulturze fizycznej w ogóle. Będzie bardziej poważny. Zaprezentuję zupełnie inny wizerunek. Jednak nie porzucam pranków. To nadal jest trzon mojej działalności. Na tym się wybiłem.
Kiedy zobaczymy Wardęgę w zupełnie innym wydaniu?
W październiku pojawią się pierwsze odcinki nowego formatu, na nowym kanale.
Masz obawy przed startem nowego formatu?
Jestem już na tyle doświadczonym twórcą i jestem na tyle odporny na krytykę, że nie mam większych obaw. A jeżeli to, co zrobię, się nie spodoba, to będę myślał nad tym jak zmienić formułę. W działalności internetowej najważniejsze jest samozaparcie i dążenie do celu. Wybicie się zajęło mi trochę czasu. Jeszcze dwa lata temu miałem 20 tys. subskrybentów. Ale nie poddawałem się i w rok udało mi się zwiększyć ich grono do miliona. Teraz kolejny milion zrobiłem w pół roku. Ale dążyłem do celu, pomimo krytyki, która pojawiła się już przy pierwszym filmie. Cały czas słyszę, że jestem tylko kopią Rémiego Gaillarda.
A po międzynarodowym sukcesie filmu z psem-pająkiem myślisz o tym, żeby częściej celować nie tylko w polskiego widza?
Ten film da mi kopa, który zostanie ze mną pewnie już na zawsze. Od teraz już zawsze będę miał większy przyrost dzienny nowych subskrybentów niż miałem wcześniej. Ten film będzie szedł jak burza do końca czasów internetu. To duża zmiana. Wybiłem się na Spider-Manie w metrze, potem na trenerze policji, ale na psie-pająku wybiłem się potrójnie, zrobiłem salto i dalej lecę.
Twój kanał sportowy będzie nastawiony na zagranicznego widza?
Nie, raczej będzie.
Dlaczego? Może warto wykorzystać to paliwo, które dał pies-pająk?
Myślałem nad tym. A właściwie cały czas się nad tym zastanawiam. Wielu polskich widzów burzy się na to, że używam angielskiego. Ich zdaniem skoro jestem Polakiem, to powinienem używać polskiego i w ten sposób promować nasz kraj. Napisałem ostatnio na Facebooku post po angielsku i w jednym z pierwszych komentarzy jakaś pani napisała, że rozumie, że mam wielu widzów z zagranicy, ale i tak powinienem pisać po polsku. Pod tym komentarzem było tysiąc łapek w górę, więc muszę się nad tym poważnie zastanowić. To w końcu prośba tysiąca osób.
Sam o sobie mówisz, że jesteś internetowym twórcą dla każdego. YouTube daje Ci możliwość, żebyś był naprawdę uniwersalnym twórcą, także jeżeli chodzi o geografię. Może jednak nie warto ograniczać się językiem?
Można iść na kompromis, tak jak to jest w filmie o psie-pająku. Tam nie ma słów. Poza tym, angielski nie jest moim ojczystym językiem i byłoby mi trudno wybić się wśród amerykańskich pranksterów, którzy mówią po angielsku, ponieważ jest to ich pierwszy język. Oni wychodzą na ulicę, nagrywają filmik, publikują go i rozumie ich prawie cały świat. Mnie zrozumie 40 mln osób.
YouTube się profesjonalizuje. Powstają kolejne sieci afiliacyjne, które chcą łączyć twórców z markami. YouTuberzy zarabiają coraz lepsze pieniądze i zaczynają wychodzić do telewizji, tak jak Radek Kotarski. Co myślisz o tym nurcie profesjonalizowania się polskich vlogerów?
YouTube jest bardziej autentyczny niż telewizja. Tutaj widz może na bieżąco komentować to, co ogląda i wchodzić w interakcję z twórcami. Dlatego uważam, że z biegiem czasu będziemy przejmować od telewizji budżety reklamowe. Ludzi z nami się bardziej utożsamiają. Gadają z nami. W telewizji czegoś takiego nie ma. Dlatego nie do końca jestem w stanie zrozumieć Radka i dlaczego idzie w stronę telewizji. Rozumiem, że wizerunek telewizyjny nadal jest odbierany jako bardziej poważny. Nas ludzie postrzegają raczej jako kumpli, których znają z internetu. Osoby znane z telewizji są bardziej traktowane jak odległe gwiazdy, do których trochę strach podjeść.
Chcesz być kumplem dla swoich widzów?
Tak, chce być ich kumplem. Zawsze chętnie przybijam z nimi piątki, jak jest okazja, czy robię zdjęcia albo rozmawiam. Wiesz, jestem chłopakiem z małej miejscowości i popularność nie do końca mnie zmieniła. Nadal pamiętam, kim jestem i skąd jestem. Chociaż jeszcze cztery lata temu byłem bardzo nieśmiałym gościem. To jest duża zmiana. Kiedyś wstydziłem się zamówić żarcie w KFC. W liceum miałem kłopoty z trądzikiem i pewność siebie na poziomie zero. Zagadać do jakiejś dziewczyny to był kompletny kosmos. Teraz jestem w stanie pyskować policjantom, ale nie zapominam kim byłem i dlatego zawsze pozostanę kumplem moich widzów.
