Kocham swoją pracę i nie jestem pracoholikiem. "Czasem mi nawet szkoda, że w soboty też nie pracuje"
Kocham swoją pracę i nie jestem pracoholikiem. "Czasem mi nawet szkoda, że w soboty też nie pracuje" Fot. Shutterstock

Wstajesz rano i cieszysz się na samą myśl o wyjściu do pracy. Nie możesz doczekać się nowych wyzwań i spotkań z ludźmi. Nie masz problemu z zostawaniem po godzinach, a bycie podłączonym do maila to normalka. Po prostu kochasz swoją pracę. To nie reklama agencji pracy, ale opinie szczęśliwych pracowników, którzy nie narzekają, bo życie zawodowe to dla nich źródło zadowolenia i spełnienia. – Takie podejście to same plusy dla pracodawcy i pracownika – mówią eksperci.

REKLAMA
Janusz Filipiak, założyciel i prezes informatycznej spółki Comarch, zarabia 32 tys. zł za dzień pracy. Tomasz Molga opisał dzień z życia z milionera. Z jego perspektywy nietrudno byłoby nie lubić swojej pracy. Zarobki to jednak nie wszystko. Czasem wystarczy spełnienie, satysfakcja i poczucie dobrze spożytkowanego czasu.
Janusz Filipiak, założyciel i prezes informatycznej spółki Comarch

Uświadom sobie, co i w jakim stopniu jest ważne: rodzina, praca zawodowa, istnienie w społecznościach, odpoczynek. Poświęcając więcej czasu na pracę, mogę zarobić więcej pieniędzy i zapewnić lepszy byt rodzinie

Rafał – branża medialna

W jego opinii sprawa jest bardzo prosta. – Jeśli masz pasjonującą pracę, ciekawą, inspirującą, pełną wyzwań, którą lubisz, to będziesz pracował po kilkanaście godzin dziennie. Nie dlatego, że ktoś ci każe, tylko dlatego, że czerpiesz z tego największą satysfakcję – mówi. Dodaje, że nie bez powodu wszyscy ludzie sukcesu radzą by robić to, co się kocha. Zasada, aż nadto prosta jak sentencja z Paulo Coelho, ale trudno się z nią nie zgodzić. – Dzięki temu możesz dużo pracować, odnosić sukcesy i nie być zmęczonym pracą – wyjaśnia Rafał.
Nasz rozmówca miał kilkudniową absencję w pracy. Dłuższa przymusowa przerwa zaczęła mu przeszkadzać. – Po jednym dniu chorowania w domu już wariuję. Wiadomo, czasem fajnie jest sobie odpocząć jeden dzień, ale więcej to katorga. Od razu chcę wracać do biura, bo czuję, że dzieje się masa fantastycznych rzeczy i wszystko mnie omija – mówi z entuzjazmem.
Rafał, 26-lat, zadowolony pracownik

To po prostu szczęście, że znalazłeś kogoś, kto zapłaci ci za to, co lubisz robić i co i tak robisz w życiu

Rafał przekonuje mnie, że w przypadku piłkarzy nikogo nie dziwi, że ćwiczą po kilkanaście godzin dziennie. – Nikt im nie zarzuca pracoholizmu, a przecież wykonują swoja pracę – dodaje. Dlaczego podobnie nie podchodzi się do dziennikarzy, PR-owców, ekonomistów, przedsiębiorców? – pyta retorycznie pracownik mediów. – Ronaldo kocha kopać piłkę, inni liczyć kasę, a ja kocham pisać. Nie ma w tym nic złego i nie jest to pracoholizm – zaznacza.

Andrzej – branża reklamowa

Już opowiadając o samej pracy 28-letniemu Andrzejowi oczy świecą się jak małemu dziecku przechodzącemu obok cukierni. – W samym biurze spędzam 9-10 godzin dziennie od 8 rano, ale pracę zaczynam już wcześniej. Przy śniadaniu sprawdzam maile, robię przegląd wiadomości. Potem praca na miejscu, na pełnych obrotach. Z pracy wychodzę ok. 17-18, ale nie znaczy to, że ją kończę – wyjaśnia. Dodaje, że cały czas jest pod telefonem i mailem. – Nie dlatego, że muszę, ale lubię. To fajne uczucie, że inni mogą na tobie polegać. Poza tym, sam nie lubię czekać na odpowiedź, więc i szybko na wszystkie maile odpowiadam – tłumaczy.
Andrzej zdradza, że jeszcze wieczorem zdalnie monitoruje sytuację w firmie. Nierzadko kończy też niektóre rzeczy, których nie zdążył zrobić w ciągu dnia. – Czy jest mi z tym źle? Nie, choć bywa to męczące. Ale czemu mam robić sobie wyrzuty skoro sprawia mi to satysfakcję? Lubię swoją pracę, nie robię tego, bo muszę. Raczej współczuję osobom, które krytykuję takie podejście – stwierdza. Zaznacza, że nie wyobraża sobie chodzenia dzień w dzień do pracy z przymusu i z poczuciem, że jej nie znosi.
A co z odpoczynkiem, czasem wolnym i życiem towarzyskim? Andrzej bez mrugnięcia wylicza: regularnie chodzę na siłownię, spotykam się ze znajomymi, grywam w squasha, dużo podróżuję. – Wszystko to kwestia zarządzania sobą i swoim czasem – zdradza.
W jego hierarchię wartości od dawna na pierwszym miejscu jest zdrowie. Na drugim jest wszystko inne. – Teraz jest to praca i nie widzę nic złego w tym, że poświęcam jej tyle czasu i traktuję ją jako jedną z najważniejszych rzeczy w życiu. Aktualnie tak jest i nie ma się co oszukiwać. Trzeba jednak rozróżnić "jedną z najważniejszych" od "najważniejszej". Koniec końców praca i pieniądze to środek do innych celów – przekonuje. I wyciąga podobne wnioski jak Rafał, należy się cieszyć z tego, że zarabia na tym, co jest angażujące, inspirujące i satysfakcjonujące.
Zadowolony pracownik, to zadowolony pracodawca
Bycie szczęśliwym pracownikiem to grzech? Nie. To spełnienie marzeń każdego szefa. – Tacy pracownicy są właśnie najbardziej pożądani na rynku pracy. Lubią to, co robią i przez to są zaangażowani – wyjaśnia w rozmowie z naTemat Krzysztof Bernatowicz, ekspert HR i coach biznesu.
W idealnym układzie praca nie powinna męczyć przy jej wykonywaniu, a pracownik dzięki niej powinien się rozwijać. – Chcemy być jeszcze lepsi w tym, co robimy, a dodatkowo praca jest częścią naszego hobby – definiuje Bernatowicz. Dla wielu pracowników to nieosiągalne Eldorado. – Niektórzy idą do pracy jedynie, aby się przemęczyć, ale coraz więcej osób zaczyna traktować swoją pracę jako przyjemność. To jest dobry kierunek – mówi w rozmowie z naTemat dr Izabela Kielczyk, psycholog biznesu i dyrektorka Pracowni Psychoterapii.
Szczęśliwi pracownicy wykonują ją – poza pensją – dla przyjemności. Nie potrzebują ciągłych pochwał od szefa za wykonywanie obowiązków. Doceniają dobre słowo, ale nie jest to dla nich najważniejsze. W psychologii nazywa się to "motywacją zewnętrzną". – Tacy ludzie inaczej odnoszą się do współpracowników, klientów czy szefostwa. Traktują ich z większym szacunkiem, są bardziej odpowiedzialni za swoją pracę. Nie narzekają i miło się z nimi współpracuje – tłumaczy Kielczyk.
Psycholog biznesu przypomina, że niektórzy pracownicy mogą jedynie pozorować swoje "zadowolenie" i "szczęście" w pracy. – Nie raz faktycznie jest to takie pokazowe: tak naprawdę nie lubię pracy, ale będę przed szefem udawać, że jest inaczej – wyjaśnia. W jej opinii nietrudno to zauważyć, kto rzeczywiście odnosi z niej satysfakcję.
logo
Fot. screen facebook.com/lubieswojaprace
To jednak pracoholizm
Od nawału pracy, która przynosi spełnienie i wydaje się być przyjemnością, niedaleka droga do wypalenia zawodowego. Dyrektorka Pracowni Psychoterapii zdradza, że w momencie, gdy lubienie pracy przechodzi w obsesję, to powinna zapalić się nam lampka ostrzegawcza.
Jak rozpoznać oznaki pracoholizmu. – Pracoholik rozmawia prawie wyłącznie o pracy. Zostaje w pracy, nawet jeśli nie trzeba. Pracuje w domu i prędzej czy później może się wypalić – wyjaśnia. Do tego dochodzi bezsenność i chęć pracowania więcej i więcej.
W opinii Kielczyk pracoholizm zaczyna się wtedy, kiedy praca zostaje jedyną aktywnością którą wykonuje człowiek. – Ktoś mówi, że "praca to moje hobby". Pytam: A poza pracą? Nie mam, bo pracuje 24 godziny na dobę – podaje przykład psycholog. U pracoholika pojawia się przymus pracy, bo bez niej źle się czuję. Nie lubi tego, ale musi to robić.
Co w przypadku, kiedy pracoholizm nas nie dotyczy, ale do szczęśliwych pracowników też się nie zaliczamy? Specjaliści doradzają wprowadzenie zmian, włącznie z tą największą, czyli poszukanie nowego pracodawcy.
– Czasami coś nam w tej pracy nie pasuje, ale niekoniecznie trzeba ją zmieniać. Są ludzie, którzy przez 10 lat pracują na jednym stanowisku, ale nie poszli i nie poprosili o awans, a cały czas się denerwują – tłumaczy psycholog biznesu. Dodaje, że to sygnał, że pracownik nie umie o siebie zadbać, ale czasem jest to również znak, że to nie zawód dla nas i czas na zmiany.