
– Za edukację dzieci, także w tym bardzo delikatnym temacie, nikogo nie należy karać. Ale za zachęcanie małoletnich do seksu lub innych czynności seksualnych powinna być nakładana kara – mówi poseł Andrzej Jaworski z PiS w "Bez autoryzacji", tuż przed tym jak Sejm zajmie się obywatelskim projektem o edukacji seksualnej autorstwa środowisk prolife.
REKLAMA
Marszałek Ewa Kopacz zdejmuje z porządku obrad Sejmu konwencję przeciwdziałania przemocy wobec kobiet, ale zostawia obywatelski projekt ustawy karzący edukatorów seksualnych. Pan popiera takie kary?
Andrzej Jaworski:Jeśli chodzi o zdjęcie z porządku obrad tej konwencji, to trzeba jednoznacznie powiedzieć, że tytuł tego dokumentu i jego dalsza treść to dwie różne rzeczy. Tam pod pustym hasłem kryje się ideologia. Odpowiadając zaś na pytanie: tu nie ma mowy, że dzieci mają nie chodzić na takie zajęcia czy że w ogóle mają zniknąć takie lekcje, przynajmniej dopóki zajęcia te prowadzone są zgodnie z wytycznymi. Za edukację dzieci, także w tym bardzo delikatnym temacie, nikogo nie należy karać. Ale za zachęcanie małoletnich, co już dzisiaj objęte jest odpowiednimi przepisami prawa, do seksu lub innych czynności seksualnych, powinna być nakładana kara.
A co, pana zdaniem, jest namawianiem do czynności seksualnych? Bo dla niektórych przedstawicieli prawicy już samo mówienie o seksie jest namawianiem.
Media informują o różnego rodzaju przypadkach kursów, lekcji czy pogadanek na zajęciach dodatkowych, podczas których tak zwani „edukatorzy seksualni” zachęcają wprost do zabawy swoim ciałem. Dzieci w przedszkolu zachęca się do oglądania narządów płciowych, samodzielnie albo nawzajem. Myślę, że jest to bardzo niebezpieczny element, zwłaszcza jeśli takie rzeczy mają odbywać się w obecności tych tak zwanych edukatorów czy pseudonaczycieli. Istnieje niebezpieczeństwo, że wśród takich osób znajdują się osoby z zaburzeniami, nawet pedofile. I o tym mówi ten obywatelski projekt: zakłada zabezpieczenie naszych dzieci przed pedofilami.
Nauka o antykoncepcji Panu nie przeszkadza?
Jeśli o to chodzi, to zupełnie czym innym jest informowanie o tym, że możemy mieć do czynienia z pewnego typu sytuacją, a co innego zachęcanie do tego, by z antykoncepcji korzystać. To dwie zupełnie różne rzeczy, ale ja na przykład nie widzę powodu, by dzieci w przedszkolu uczyć o antykoncepcji. To rodzice są tymi osobami, które powinny mieć pełną kontrolę nad tym w jakim wieku i czego ich dzieci są uczone.
Naprawdę sądzi Pan, że dzisiaj w przedszkolach jakoś intensywnie naucza się o antykoncepcji?
Niektóre środowiska próbują wrzucać do „programu nauczania” informacje na ten temat, także dla dzieci najmłodszych.
A nie ma Pan wrażenia, że taka ustawa stanie się batem rodziców i uczniów na nauczycieli, edukatorów? Wystarczy, że jakieś dziecko w akcie zemsty albo dla żartu opowie, że nauczyciel kazał dzieciom się oglądać. I afera gotowa.
Po pierwsze, nie bójmy się projektów obywatelskich, bo demokracja jest tym systemem, gdzie powinniśmy być dumni z tego, że obywatele sami składają projekty prawa. A ten bezpośredni Pana zarzut można łatwo obalić. Dziś tak samo odbywa się to w momencie, gdy dziecko zgłasza się i mówi, że zostało wykorzystane w sposób niedozwolony. Wtedy do akcji wchodzi prawo. Podobnie powinno być, jeśli dziecko przyjdzie i powie, że pan lub pani zachęcali je do obnażania czy dotykania miejsc intymnych – to naruszenie prawa i powinniśmy robić wszystko, by tego typu osoby nie mogły nie tylko uczyć czy prowadzić zajęć dodatkowych, ale też by podlegały odpowiednim sankcjom karnym.
Czyli poseł Andrzej Jaworski, jeśli dojdzie do głosowania nad projektem, będzie za?
Na pewno zawsze jestem za tym, aby projekty obywatelskie były rozpatrywane z całym należnym dla nich szacunkiem. Póki co w czasie dzisiejszego posiedzenia wnioskodawcy pokażą pełne uzasadnienie projektu, którego jeszcze nie znamy – trzeba będzie się z nim zapoznać. Dopiero na tej podstawie będziemy dalej głosować, ale ja będę na tak – jeżeli intencje autorów projektu są takie, jak wstępnie mówili. Póki co ja im wierzę.
