Czy telewizja zaszkodzi Radkowi Kotarskiemu?
Czy telewizja zaszkodzi Radkowi Kotarskiemu? fot. Radek Kotarski

Radosław Kotarski to jeden z najpopularniejszych YouTuberów w Polsce, którego znakiem rozpoznawczym jest to, że zajmuje się "poważnymi" treściami i realizuje swoje filmy w bardzo telewizyjny sposób. I coraz bardziej wsiąka w świat tradycyjnej telewizji. Ma własny program historyczny, współprowadzi teleturniej a teraz występuje w reklamach jednego z banków. Czy telewizja mu zaszkodzi?

REKLAMA
Radosław Kotarski: Przepraszam, że nie udało się nam porozmawiać w środę. W trakcie nagrywania najnowszego odcinka Polimatów zaatakował mnie rój pszczół. Ale już jest ok. Gorączka przeszła i została tylko opuchlizna.
Paweł Luty: Mam nadzieję, że pszczół nie było zbyt dużo.
Wszystko działo się tak szybko, że nawet trudno mi to ocenić. Ewolucja wyposażyła pszczoły w pewien cudowny mechanizm. Jeżeli jedna kogoś ugryzie, pozostałe wyczuwają jad i jest to dla nich sygnał, że trzeba dany obiekt zaatakować w obronie ula. Padłem ofiarą tego ewolucyjnego zachowania. Na szczęście nie mam uczulenia, bo pewnie dzisiaj już byśmy nie rozmwiali (śmiech)
Szczęście w nieszczęściu. Pomimo Twoich przygód z pszczołami, chciałbym jednak zadać Ci kilka trochę niewygodnych pytań.
Śmiało. Nic nie może być gorsze niż atak roju pszczół.
Rozmawiając jakiś czas temu z Michałem Gąsiorem powiedziałeś: "Jeśli ktokolwiek chce pokazać się szerzej, to nie ma innego miejsca niż Internet, czyli najbardziej demokratyczne medium. Tutaj każdy jest w stanie zabrać głos, choćby podnosząc "łapkę" w górę przy postach czy materiałach". Coś zmieniło się w Twojej optyce od tamtego czasu? Pytam, ponieważ coraz bardziej wchodzisz w świat telewizji. Masz swój program na kanale Fokus TV, współprowadzisz teleturniej dla telewizji publicznej i wystąpiłeś w kampanii reklamowej, której główną osią są spoty telewizyjne. Powoli opuszczasz internet i wchodzisz w telewizję?
Moje poglądy się nie zmieniły. Zauważ proszę, że te wszystkie programy i spoty mają jeden wspólny mianownik. Zapewne nie powstałyby gdyby nie internet. Nadal uważam, że jest to najbardziej demokratyczne medium, od którego warto zaczynać. Jeszcze raz deklaruję, że nawet jak będę robił milion programów telewizyjnych, to internetu nie porzucę. Bywało tak, że spędzałem na planie telewizyjnym po 14-15 godzin i była to naprawdę ciężka praca, ale materiały internetowe cały czas wtedy powstawały i wciąż się ukazują. Mało tego, od kiedy ruszyła kampania dla Millennium, a materiały dla Fokus TV powstają co tydzień to kręcę więcej filmów niż na początku roku. W internecie więc zostaję.

Skoro czujesz się najlepiej w najbardziej demokratycznym medium, które też daje twórcom autentyczną wolność, to dlaczego w ogóle wchodzisz w skostniały świat linearnej telewizji? Sylwester Adam Wardęga powiedział mi, że go to dziwi. Mnie też to bardzo zastanawia. Dlaczego sam sobie ograniczasz wolność?
To ja odwrócę sytuację i powiem, że nie rozumiem Sylwestra (śmiech). Nie zajmujemy się zawodowo uzupełnianiem YouTube'a o nowe materiały. Tak naprawdę każdy z nas zajmuje się swoją dziedziną, a YouTube jest tylko platformą. Ja zajmuję się popularyzowaniem wiedzy, a czy robię to na YouTubie, czy w telewizji to sprawa drugorzędna. Najistotniejsza jest ta pierwotna myśl, czyli dotarcie z wartościowymi informacjami do jak najszerszego grona odbiorców. Jeśli tego typu działania, które prowadzę na YouTubie, mogę jeszcze wspierać obecnością w telewizji, to tym lepiej.
Telewizja ma jednak swoje cykle produkcyjne i mechanizmy kontroli nad twórcami, które mogą ograniczać ich wolność. A zasięgi często gorsze od YouTube'a. Zatem, pozostaje tylko prestiż bycia w telewizji. Warto dla niego porzucać wolność twórczą?
Zgodziłbym się z tym zarzutem, ale tylko wtedy, jeśli całkowicie zrezygnowałbym z YouTube'a. A ja YouTube'a uzupełniam telewizją. Dodajmy do tego jeszcze, że sam jestem producentem mojego flagowego programu telewizyjnego, czyli "Tajemnic historii" w Fokus TV. Po długich poszukiwaniach udało mi się znaleźć stację, która nie ingeruje w treść programu. Jeden z odcinków tego programu został poświęcony Żołnierzom Wyklętym, czyli tematowi, o którym wcale nie mówi się tak chętnie. Żołnierze Wyklęci to ludzie, którzy po zakończeniu II Wojny Światowej nie złożyli broni, ale walczyli z komunistami i byli przez nich brutalnie zwalczani. 
Mało, która telewizja zgodziłaby się na wyemitowanie tak kontrowersyjnego materiału. A stacja, z którą współpracuję nie miała z tym żadnego problemu. Od samego początku zaznaczałem, że muszę mieć wolność twórczą i ta zasada jest przestrzegana z pożytkiem dla obu stron. Nikt nie przychodzi i nie mówi mi jak mam wygląda lub co mam mówić. Zatem, niczego nie porzucam, a nawet idę krok dalej, bo niezależność, której nauczyłem się w internecie przenoszę na telewizję.
To wyjątkowa sytuacja i dotyczy niewielu twórców telewizyjnych. A zdarza się, że i ci najwięksi, kiedy spada im oglądalność, tracą wolność twórczą.
Ale w wypadku kampanii z Millennium jest tak samo. Tak jak ją zaproponowałem, tak powstała. Zwróć także uwagę, że nie są to reklamy jak wszystkie inne, w których jest sto ujęć na sekundę i sieczka obrazu oraz dźwięku. W tej reklamie jest praktycznie jedno ujęcie. Są to tak naprawdę Polimaty o etymologii słowa "bank", które trwają 30 sekund. Nie boję się robić programów telewizyjnych czy reklam, o ile zachowują polimatowy klimat.
Z tym, że kopia formatu Polimatów w wykonaniu reklamowym, przynajmniej na YouTubie, się nie sprawdza. Te filmy nie cieszą się taką popularnością jak te publikowane w Twoim kanale.
Ta kampania dopiero startuje. Na początku działań z innymi partnerami miałem dokładnie tę samą sytuację. Są to treści publikowane poza moim głównym kanałem, więc widzowie dopiero muszą tam dotrzeć. Stąd też wyniki na początku mogą nie zachwycać. Dopiero wczoraj przekazałem informację o pierwszym odcinku Millematów moim widzom. Daję nowej serii czas i wierzę, że się rozkręci jeśli chodzi o oglądalność.

Skąd zatem decyzja o tym, żeby te filmy pojawiły się na kanale reklamodawcy, którego prawie nikt nie zna, a nie na Twoim kanale? Skoro już podejmuje się decyzje o współpracy z kimś, kto jest znany ze swojej działalności na YouTubie to chyba warto to w pełni wykorzystać?
Od samego początku mieliśmy świadomość, że te materiały nie będą na starcie cieszyły się wielką popularnością. Musimy dopiero zbudować ten kanał. Polimaty i mój prywatny kanał też zaczynały od zera. Kiedy na kanale Radek Kotarski pojawiły się pierwsze materiały dla Nescafe miał on tysiąc subskrybentów. Teraz ma 30 razy więcej. Sądzę, że Millematami będzie podobnie. Teraz zagryziemy zęby, ale skonstruujemy ten kanał tak, że widzowie tam wchodząc będą wiedzieli, że znajdą wartościowe treści o świecie finansów.
Znasz swoich widzów zapewne lepiej ode mnie, ale już spotkałem się z głosami, w których wybrzmiewa następująca nuta: "Radek Kotarski zdradza miejsce, w którym zbudował swoją popularność". A Ty?
Nie spotkałem się jeszcze bezpośrednio z taką krytyką. Jeszcze nikt nie podszedł do mnie i nie powiedział, że powinienem by tylko na YouTubie. Może zabrzmi to źle, ale mam wrażenie, że widzowie Polimatów to ludzie o poziom wyżej od reszty komentatorów internetu, jeżeli chodzi o klasę zachowania i sposobu wypowiedzi. Wciąż relacja komentarzy pozytywnych do negatywnych jest zdecydowanie lepsza dla tych pierwszych. Moi widzowie to ludzie, którzy są w stanie więcej zrozumieć i z pewnością dostrzegają, że dobór medium w mojej działalności, w tej chwili, jest mniej ważny od nacisku na przekazywanie treści.
Ale także ogromna część moich widzów z telewizji sprawdza mnie potem w internecie. Dwa dni temu pewna Pani napisała do mnie, że bardzo dziękuje za jeden z odcinków "Tajemnic historii" poświęcony polskim kawalerzystom, ponieważ uważa, że był pięknie zrobiony. Mam jednak świadomość, że zrozumienie większości moich widzów skończy się kiedy porzucę internet. Ale nie zamierzam tego robić. Nadal publikuję dużo, a będę jeszcze więcej.
Jakie jest naturalne środowisko Radka Kotarskiego?
To mój pokój wypełniony książkami. Uwielbiam kiedy na moim biurku nie ma ani skrawka wolnego miejsca, ponieważ jest na nim mnóstwo papierów z notatkami, czasopism i książek. Tam czuję się w ciągu dnia pracy najlepiej. Uwielbiam też konsultacje z profesorami, którzy są prawdziwymi specjalistami w swojej dziedzinie. Rozmawiamy wtedy o takich rzeczach, które większość ludzi pozostawiło za sobą gdzieś szkole. Nie wiem czy wiesz, ale jeśli będziesz próbował nieudolnie wyciągnąć żądło pszczoły i naciśniesz na woreczek jadowy to jeszcze więcej jadu trafi do Twojego organizmu, ale jak wyciągniesz je pęsetą ruchem posuwistym to tak się nie stanie. To są treści naszych rozmów, o których prawdziwości boleśnie się przekonałem (śmiech). Dlatego Polimaty to dla mnie wymarzona praca. Ostatnio też bardzo dobrze czuję się współpracując z tworzącą się redakcją naukową Polimatów. Wtedy mądre głowy, w tym mój brat, z którym bardzo cenię sobie współpracę siedzą i pracują nad tematami do programu. Utworzyliśmy ją niedawno i daje mi to dużo satysfakcji.
A jak jest z internetem i telewizją? Gdzie czujesz się lepiej?
Prawdę powiedziawszy, w trakcie produkcji nie widzę specjalnej różnicy. Może poza tym, że na planie telewizyjnym jest więcej osób. Ale nie zawsze. "Tajemnice historii" tworzą na planie trzy osoby. Moja żona, nasz operator i ja. A Polimaty kręcimy we dwie, trzy osoby. Większych różnic nie ma.
Czyli równie dobrze mógłbyś porzucić YouTube'a i zająć się telewizją. Potwierdzają się opinie, że jesteś wyjątkowym twórcą internetowym, ponieważ od samego początku robisz bardzo telewizyjną robotę. Krzysztofa Gonciarza czy Sylwestra Wardęgi nie wyobrażam sobie w telewizji, a Ty tam pasujesz.
"Zapytaj Beczkę" w telewizji sobie nie wyobrażam, ale materiały podróżnicze Krzyśka już tak. Są bardzo dobrej jakości. Na YouTubie są takie formaty, które trudno jest przenieść gdzie indziej. Ale to mniejszość.
Zadam Ci teraz sakramentalne pytanie. Czym są poważne treści na YouTubie? Jeśli pytam o to innych, w ich odpowiedziach Twoje nazwisko pojawia się zawsze.
Nie ograniczałbym tego tylko do samej treści. Dzisiaj są to materiały, które są również dobrze zrobione. To wartościowe filmy i w warstwie produkcyjnej, i w warstwie merytorycznej. I nie mam tu na myśli tylko poruszania tak zwanych poważnych tematów, ale także wartościowy humor czy rozrywkę, np. w kontrze do niektórych polskich kabaretów pokazywanych w telewizji.
Pamiętam jak wielokrotnie rozmawialiśmy z Sylwestrem Wardęgą o tym czy filmy wrzucane na YouTube muszą być technicznie dobrze zrobione. Sylwester twierdził, że sama treść jest najważniejsza, a ja przekonywałem go, że wykonanie jest równie istotne. Ostatni jego film jest genialnie zrobiony pod kątem realizacji, a nie przykrywa to treści jego materiałów. Przez ostatnie dwa lata polski YouTube bardzo się sprofesjonalizował i bywa, że stoi wyżej od telewizji.
Rozmawiając z YouTuberami coraz bardziej jestem przekonany, że twórcy internetowi "dorośli" do standardów telewizji oraz, że te dwa światy będą jeszcze bardziej się przenikać. I mam wrażenie, że będą ze sobą konkurować, ale także owocnie koegzystować.
Zgodzę się z tym, że twórcy z YouTube'a tworzą coraz lepsze materiały i często prześcigają telewizje. Natomiast nie mam wrażenia, że internet i telewizja będą działać na tych samych prawach. Nie twierdzę, że telewizje zaraz będą się zamykać, ale YouTube zagrozi im na tyle mocno, że będą musiały się zmienić. Będą musiały zainwestować w treści, które nie będą taką papką jak dzisiaj. I mój mariaż z jedną z młodych telewizji to dobry sygnał na przyszłość.
Pokazaliśmy, że można zrobić program historyczny w taki sposób, aby to się dobrze sprzedało, a jednocześnie zostawiło wartościową wiedzę. Telewizja musi też postawić na interakcje z widzami. Tutaj też widać pierwsze sygnały, ale żeby dalej istnieć, telewizja musi coraz bardziej upodabniać się do YouTube'a. Widać to po przykładzie "Wieczorynki". Dzisiaj dzieciaki nie muszą i nie chcą czekać aż ktoś pokaże im ich ulubioną bajkę. Wszystko mają na ekranie swojego tabletu, kiedy tylko mają na to ochotę.