
Dług publiczny będzie spadał, Polska szła do przodu, ceny powoli malały, a do strefy euro wejdziemy, gdy będzie tam bezpiecznie - minister finansów Jacek Rostowski chwali się kondycją polskich finansów publicznych i podkreśla, że wielu ekonomistów nie wierzyło, że Polsce uda się osiągnąć cele.
REKLAMA
Zdaniem Jacka Rostowskiego przy bardzo dobrych warunkach już w 2012 roku stosunek długu publicznego do Produktu Krajowego Brutto spadnie poniżej 50 proc., w zeszłym roku wyniósł 53,5 proc. czyli ponad 798 miliardów złotych. Dodaje też, że w zeszłym roku zakończył się trend wzrostu długu w relacji do PKB i w kolejnych latach będzie spadał do 47,2 proc. w 2015 roku według polskiej metodologii. Minister podkreślił też, że deficyt sektora finansów publicznych był o 7 miliardów złotych niższy niż oczekiwano i wyniósł 5,1 proc. - Mamy wszelkie prawo być bardzo zadowoleni z tego wyniku. Przypomnę, że wielu komentatorów przypuszczało, że deficyt sektora w 2011 r. nie tylko nie będzie niższy od 5,6 proc., ale że będzie znacząco wyższy - mówi Jacek Rostowski. W najbliższych latach rząd chce doprowadzić do sytuacji, w której Polska zanotuje nadwyżkę budżetową - czyli po raz pierwszy od lat kilkudziesięciu lat państwo zarobi więcej, niż wyda w danym roku.
- Informacja o deficycie, czyli uwiarygodnienie, właściwie dowód, po raz pierwszy czarno na białym, że deficyt będzie malał i że naprawdę realne jest zejście poniżej 3 proc. w tym roku i że coś, co wydawało się marzeniem - czyli nadwyżka budżetowa - jest możliwa w perspektywie 3-4 lat, a więc niewykluczone, że w 2016 roku po raz pierwszy od bardzo długiego czasu będziemy mieli do czynienia z nadwyżką budżetową w Polsce. To bardzo ważna informacja - powiedział w poniedziałek w Arabii Saudyjskiej premier Donald Tusk. W kwestii konkretnej daty bardziej powściągliwy jest Jacek Rostowski - W którym roku to osiągniemy, to będzie zależało od zmian cyklicznych. W tej chwili jest naprawdę za wcześnie, by o tym definitywnie przesądzać - ocenił.
Wzrost gospodarczy
- Przewidujemy w tym roku 2,5 proc. wzrostu - tak jak przewidywaliśmy w budżecie; w przyszłym roku 2,9 proc., w 2014 r. 3,2 proc., a w 2015 r. 3,8 proc. wzrostu PKB - mówi minister. Nie oznacza to jednak, że czeka nas popuszczanie pasa, ministerstwo planuje bowiem - w dłuższej perspektywie - obniżyć podatku, by przyspieszyć wzrost gospodarczy. - Dlatego stronę wydatkową musimy trzymać jeszcze bardziej twardo niż wymagają tego zasady unijne - powiedział minister Rostowski.
Inflacja i strefa euro
Minister przyznał, że jego zdaniem inflacja będzie powoli spadać, a jej poziom nie jest zagrożeniem dla finansów publicznych. Co do przyjęcia przez Polskę europejskiej waluty Rostowski przyznał, że w tej chwili euro ma poważne problemy, mimo, że i tak jest bezpieczniej niż jeszcze kilka miesięcy temu. - Nie możemy powiedzieć, żeby ta architektura dzisiejsza była naprawdę satysfakcjonująca. Dalej nie mamy adekwatnej roli dla Europejskiego Banku Centralnego, jako instytucji zapewniającej spójność strefy - tłumaczył. Jego zdaniem w strefie euro jest wiele do zrobienia, a póki nie zostanie ona naprawiona, nie ma co mysleć o wprowadzaniu wspólnej waluty w Polsce.
Zbyt optymistyczne podejście
- Proszę sobie przypomnieć taki czas, kiedy rok temu znaczna część ekonomistów twierdziła, że Polska jest na skraju katastrofy i że będzie szła już tylko w złą stronę. Tymczasem nic na to nie wskazuje. Co nie znaczy, że liczby podawane przez ministra finansów należy traktować jako świętość i jako dowód idealnej polityki - mówi w rozmowie z portalem Money.pl ekonomista Witold Orłowski.
Z kolei zdaniem naszego blogera, głównego ekonomisty Polskiego Banku Przedsiębiorczości, Ignacego Morawskiego prognozy prezentowane przez ministra finansów są niepewne. - Minister Rostowski musiałby być wyjątkowo cyniczny, by prezentować prognozy, które są zupelnie niewiarygodne. Sądzę, że z ich obliczeń wynika, że to jest możliwe do osiągnięcia, a ministerstwo ma solidny i godny zaufania zespol analitykow. Z drugiej strony pamietam wypowiedzi ministra finansow o braku koniecznosci podnoszenia wieku emerytalnego, ktore okazaly się tylko zagrywka polityczna- mówi Morawski. Jego zdaniem ryzyko niesprawdzenia się tych oczekiwań jest wysokie. - Warto pamiętać, że finanse publiczne to jest dziedzina, w której minister ma dużą kontrolę nad tym, co mówi. On prognozuje zjawiska, które w znacznej mierze zależą bezpośrednio od niego, premiera i ich partii. Skoro tak mówi, to wierzę, że ma ku temu racjonalne podstawy. Z drugiej strony, żyjemy w bardzo niepewnych czasach i mam pewne wątpliwości, czy ministerstwo nie podchodzi zbyt optymistycznie do prognoz wzrostu PKB - czyli tej części prognozy długu, nad którą minister nie ma kontroli. Moim zdaniem czekają nas dwa trudniejsze lata, warunki do obniżania deficytu będą trudne. Mimo wszystko nie robiłbym jednak histerii, że te prognozy są niewiadygodne. Wiarygodne są, ale są też mocno niepewne - dodaje Morawski.
Czytaj też: Rostowski w TOK FM: reformy są najważniejsze
Ekonomiści przyznają, że niektóre paniczne głosy co do sytuacji finansów publicznych były przesadzone. Co do samych prognoz ministra, jeszcze półtora roku temu mówił, że podniesienie wieku emerytalnego jest niepotrzebne, teraz zaś uważa, że bez tego grozi nam katastrofa. Niezależnie od poglądów politycznych, akurat w tej kwestii za ministra Rostowskiego warto trzymać kciuki, im mniejszy dług i deficyt, tym lepiej dla nas wszystkich.
