10 000 km - sceny z filmu
10 000 km - sceny z filmu Fot. Materiały prasowe

Wiem wiem, ten hiszpański melodramat został już pokazany na najważniejszych festiwalach świata, ale ja obejrzałem do dopiero w ten poniedziałek. I zrobił na mnie ogromne wrażenie.

REKLAMA
Wyprodukowany w tym roku film Carlosa Marquesa-Marceta opowiada o miłości Alex i Sergia, którą - jak to z miłością bywa - los wystawia na próbę. Dwójka szaleńczo zakochanych w sobie ludzi, których uczucie jest tak silne, że planują wspólną przyszłość (m.in. starają się o dziecko) muszą rozstać się na rok, bowiem ona dostaje propozycje stażu w Stanach Zjednoczonych.
Z początku tytułowe 10 tysięcy kilometrów nie stanowi bariery, bo przecież miłość jest w stanie pokonać każdą przeciwność wspomnianego już losu, z czasem jednak główni bohaterowie zaczynają się od siebie oddalać. I teraz pytanie - czy faktycznie zadziałała na niekorzyść zakochanych odległość, a może liczba kilometrów jest tylko metaforą?
Bywa, i każdy się chyba ze mną zgodzi, że oddalić się można będąc bardzo blisko siebie. Bywa i tak, że stajemy się dla siebie obcy, prowadząc jednocześnie wspólne życie. I to, według mnie chciał pokazać Carlos w swoim filmie. Zresztą - przepięknie i mądrze, co docenili jurorzy najważniejszych festiwali filmowych na świecie. Między innymi na SXSW. To umiejętnie skomponowany obraz ukazujący rozpad związku. Oraz tego, co miało bohaterów połączyć na wieki - miłości.
logo
10 000 km - sceny z filmu Fot. Materiały prasowe
Świetnie zagrane. Natalia Tena, która w ostatniej niemal chwili zastąpiła Bárbarę Lennie, stworzyła postać Alex - dziewczyny odważnej, bo chcącej walczyć o siebie i jednocześnie bardzo naiwnej. Wierzącej, że uda się pogodzić karierę i miłość. I David Verdaguer grający Sergia, który jest w stanie dla Alex rzucić wszystko i polecić za nią... na koniec świata. Skąd my to znamy, prawda? Reżyser nie musiał zatem dużo nad scenariuszem myśleć - jemu to wszystko rozpisało życie. A historia, co tu dużo pisać - jest bardzo uniwersalna. Tylko finał jakby nieco inny. Tego już wam nie zdradzę. Wracając jeszcze do Verdaguera - on kradnie naszą uwagę. Piekielnie zdolny aktor, który zbudował postać - w moim osobistym odbiorze - bardzo tragiczną. Faceta, który postawił wszystko na jedną kartę. Czy przegrał? Zostajemy bez odpowiedzi, więc z pytaniem wędrujemy po seansie do domu, zastanawiając się nie tylko nad losem bohaterów filmu, ale przede wszystkim nad swoim.
A wy, jak bardzo się od siebie oddaliliście?
Chcesz więcej stylu? Polub nas na Facebooku!