Tusk na zarządzie PO: Wyjeżdzam na miesiąc na intensywny kurs języka angielskiego
Tusk na zarządzie PO: Wyjeżdzam na miesiąc na intensywny kurs języka angielskiego Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta

Donald Tusk przedstawił na zarządzie partii swoje plany na najbliższą przyszłość. Nie będzie brał udziału w samorządowej kampanii wyborczej i 9 listopada na dużej konwencji PO podsumowującej kampanię w Warszawie zrezygnuje z przewodniczenia partii. Przez cały pazdziernik będzie za granicą doszkalał swój angielski.

REKLAMA
Piątkowy zarząd partii był pokazem jedności w wykonaniu Donalda Tuska i Ewy Kopacz. Były premier przyznał, że bierze udział w zarządzie PO po raz ostatni i zaapelował do kolegów o poczucie odpowiedzialności.
Odnosząc się do sprawy swojego dorady Igora Ostachowicza przyznał, że sposób w jaki przeszedł on z Kancelarii Premiera do zarządu PKN Orlen był nieszczęśliwy. Dodał jednak, że nie ma wątpliwości co do kompetencji Ostachowicza. Tusk stwierdził, że Ostachowicz ma lepsze kwalifikacje do pracy w tej spółce niż cały jej zarząd, co zostało przyjęte salwą śmiechu.
Były premier odniósł się także do odwołań zgłoszonych przez struktury regionalne partii, dotyczących nieprawidłowości w układaniu list wyborczych. Tusk uznał, że nie będzie się nimi zajmował, ale dodał, że porozmawia z Jackiem Protasiewiczem co do którego działacze z Dolnego Śląska mają największe zastrzeżenia. Ich zarzuty dotyczą wycinania przez Protasiewicza zwolenników Grzegorza Schetyny. Decyzja Tuska skutkowała tym, że zarząd Platformy nie poddał pod głosowanie odwołań, co oznacza że wszystkie odwołania złożone przez ludzi Grzegorza Schetyny przepadły.
Po Tusku zabrała głos premier Ewa Kopacz. Odniosła się do medialnych informacji dotyczących jej konfliktu z Tuskiem.
- Wiem kto mnie wprowadzał do polityki. Wiecie, że często kłóciliśmy się 3 razy dziennie, ale nigdy nie było między nami konfliktu - mówiła Kopacz do członków zarządu PO. Dodała, że mylą się ci którzy myślą, że może ją poróżnić z Tuskiem "jedno zdanie". Chodziło o wczorajszą wypowiedz Tuska o Ostachowiczu, która według nieoficjalnych informacji miała rozzłościć panią premier. Jak pisaliśmy w naTemat, Kopacz zwołała w nocy pilne spotkanie, na którym wymusiła na byłym doradcy Tuska złożenie rezygnacji z pracy w Orlenie.
Kopacz przekonywała polityków PO, że Donald Tusk mógł na nią liczyć też w wymiarze prywatnym, bo jak powiedziała: "mężczyźni są przecież hipochondrykami".