Duetu Kopacz - Tusk już nie ma
Duetu Kopacz - Tusk już nie ma fot. "Newsweek"

Jeszcze kilka dni temu scenariusz, wedle którego Ewa Kopacz będzie premierem, ale Donald Tusk i tak zachowa wpływ na polską politykę pomimo urzędowania w Brukseli, wydawał się faktem. Jednakże dwa spory o personalia sprawiły, że duet Kopacz - Tusk się definitywnie rozpadł. Wszystko przez Grzegorza Schetynę i Igora Ostachowicza.

REKLAMA
Bezinteresowne okrucieństwo Donalda
Relacje obecnej pani premier z jej poprzednikiem zaczęły się psuć kiedy okazało się, że następcą Radka Sikorskiego w resorcie spraw zagranicznych nie będzie Jacek Rostowski, lecz Grzegorz Schetyna - donoszą dziennikarze "Newsweeka" Michał Krzymowski i Rafał Kalukin. Kandydaturę byłego ministra finansów zablokował prezydent Komorowski.
Kiedy Ewa Kopacz chciała poprosić o pomoc Donalda Tuska ten nie odbierał jej telefonów. Ostatecznie padło więc na Schetynę. Ten pomysł bardzo nie spodobał się przyszłemu szefowi Rady Europejskiej, który był przeciwnikiem dokooptowaniu do rządu byłego dolnośląskiego barona PO. Doszło nawet do spotkania Kopacz - Tusk w tej sprawie, ale nowa premier nie zmieniła zdania. Miała też zaznaczyć, że poprzednik nie ma prawa mieć do niej pretensji, ponieważ to on nie odpowiadał na jej telefony.
W zemście za znalezienie się Grzegorza Schetyny w rządzie Donald Tusk miał niby przypadkiem dać się nagrać, gdy mówi do minister Omilanowskiej o tym, że po ogłoszeniu składu nowego gabinetu Ewa Kopacz była kompletnie załamana. - Takie bezinteresowne okrucieństwo, czyli klasyka w wykonaniu Donalda - cytują swojego informatora dziennikarze "Newsweeka".
Sprawa Ostachowicza
Gwoździem do trumny duetu Kopacz - Tusk była natomiast sprawa nominacji dla Igora Ostachowicza do zarządu PKN Orlen. Sprawę miał animować na polecenie Tuska szef resortu skarbu Włodzimierz Karpiński, bez wiedzy Ewy Kopacz.
Kiedy spółka poinformowała, że jeden z najbliższych doradców Tuska zostanie członkiem zarządu paliwowego koncernu, przez media przeszła burza. Zaczęto podkreślać ile to milionów złotych Ostachowicz nie zarobi pracując dla spółki skarbu państwa.
Do grona komentujących dołączył i Donald Tusk, który w dziwnej rozmowie przez płot z dziennikarzami TVN24 stwierdził, że cała sprawa "wyszła niezręcznie" oraz, że można było odnieść wrażenie jakby ktoś załatwił jego spin doktorowi pracę w pośpiechu.
Po tym wywiadzie Ewa Kopacz wezwała do siebie i Ostachowicza, i Karpińskiego i zażądała rezygnacji z tego pomysłu pod groźbą dymisji szefa resortu skarbu. Następnego dnia PKN Orlen ogłosił, że doradca byłego premiera nie wejdzie w skład zarządu spółki, ponieważ sam z tej funkcji zrezygnował.
Gra pozorów
Oficjalnie jednak żadnego konfliktu na linii Kopacz - Tusk nie ma. Na ostatnim posiedzeniu zarządu Platformy Obywatelskiej i były szef rządu, i obecna premier komplementowali się nawzajem. Odwołanie konwencji samorządowej PO, które miało być dowodem na spór u sterów partii, tłumaczono tym, że wspólny występ Kopacz i Tuska można byłoby odebrać jako dwuwładzę, co osłabiłoby pozycję nowej liderki.
– Plotki o naszym konflikcie są absurdalne, nie wierzcie w nie – podkreśliła Ewa Kopacz. – Nigdy nie zapomnę, kto wprowadził mnie do polityki. Dobrze wiecie, że zawsze wspierałam Donalda nie tylko jako polityk, ale też jako lekarz, bo przecież wszyscy mężczyźni są hipochondrykami - dodała.
Dziennikarze "Newsweeka" poprosili o komentarz do tej wypowiedzi kilku członków zarządu PO. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że jeżeli była to złośliwość, to z pewnością nie celowa. Gra pozorów trwa zatem nadal.
Cały tekst w najnowszym wydaniu tygodnika "Newsweek Polska".