Innowatorzy znad Wisły. Polski rynek startupów nie jest jeszcze dojrzały, ale mamy doświadczonych przedsiębiorców

Jakub Krzych i Łukasz Kostka to polscy innowatorzy i dojrzali przedsiębiorcy
Jakub Krzych i Łukasz Kostka to polscy innowatorzy i dojrzali przedsiębiorcy fot. Estimote
Według oficjalnych danych GUS w Polsce działa prawie 2 mln małych firm. Każda z nich, przynajmniej teoretycznie, może sama siebie nazwać startupem. Każda z nich może być innowacyjna, na swój sposób. Ale w tej masie jest grono szczególne. To przedsiębiorcy aktywni, czyli tacy, którzy robią coś więcej niż rozwijają własny biznes. Udzielają się w startupowym środowisku i sięgają myślami dalej niż czubek własnego nosa. To innowatorzy, którzy właśnie zostali docenieni przez Google i redakcję "Financial Times".

Takich ludzi jest nad Wisłą co najmniej 28 - dokładnie tyle miejsc zajmują polscy innowatorzy na liście New Europe 100 Challengers. W tym gronie znajduję się głównie przedsiębiorcy, ale także społecznicy i urzędnicy. Polacy to największa grupa narodowościowa w zestawieniu Google, "Res Publiki", Visegard Fund i "Financial Times". Czy oznacza to jednak, że możemy mówić, że nasz rynek innowacyjnych firm i startupów jest już dojrzały? Nie.

Rynek dojrzewa
Moda na startupy trwa w najlepsze. Młodzi ludzie coraz częściej wybierają przedsiębiorczość jako swój sposób na życie. Zakładają własne firmy, które nazywają startupami, i zaczynają się angażować w życie startupowej społeczności. Mechanizm wygląda podobnie jeśli chodzi o trochę bardziej doświadczonych pracowników zmęczonych korporacjami lub urzędami.

Business Link stworzył portret przeciętnego polskiego startupowca. To 27-letni mężczyzna, który swoją firmę rozwija do kilkunastu miesięcy. Uważa, że teraz jest świetny czas dla zakładania własnego biznesu, ale ma świadomość, że musi poradzić sobie sam, bo nie ma co liczyć na wsparcie rządu. Ma też niezbyt wysokie mniemanie o polskich uczelniach jako miesiącach, które są w stanie przygotować studentów do zakładania własnych przedsiębiorstw.
Tak on jak i jego biznes nie należą do dojrzałych. Przeciętny polski startupowiec wciąż się uczy, głównie na własnych błędach, i zbiera podstawowe doświadczenia związane z własną działalnością gospodarczą. Chętnie korzysta z pomocy inkubatorów przedsiębiorczości i akceleratorów biznesu. Jego firma natomiast to póki co niewiele więcej niż sam pomysł.


Taki opis jest tożsamy zapewne dla każdego rynku startupowego gdziekolwiek na świecie. Polski rynek jest wyjątkowy o tyle, że całe środowisko, w którym funkcjonuje młody, wiekiem lub stażem, przedsiębiorca także dopiero się wykuwa. Weterani tego rynku funkcjonują na nim od kilku lub kilkunastu lat. Przez PRL na razie nie możemy mówić o zbyt wielu ludziach, którzy w startupach siedzą od dziesięcioleci. Ale pomimo tego, że rynek dojrzewa to funkcjonują na nim już całkiem dojrzali przedsiębiorcy.

Mamy dojrzałych przedsiębiorców
Do tego grona można z pewnością zaliczyć startupowców z listy New Europe 100 Challengers. W tym zestawieniu znaleźli się na przykład Jakub Krzych i Łukasz Kostka. Ich firma, Estimote, to jeden z liderów w branży internetu rzeczy. Ich beacony przykuwają uwagę, ale także i rozwiązania, które pomagają z ich zastosowaniem budować warte są szerszej uwagi. Partnerami dla Krzycha i Kostki są największe globalne firmy, takie jak Apple, Cisco czy Virgin Richarda Bransona. Estimote ma swoje biura w Dolinie Krzemowej, Nowym Jorku i Krakowie.
Kolejnym przykładem dojrzałego przedsiębiorcy na dojrzewającym rynku jest Przemek Kuśmierek z Migam.org. Razem z niesłyszącym Sławkiem Łuczywkiem i Kamilem Drabkiem tworzy komputerowy translator języka migowego, który będzie sam się uczył. Wirtualny awatar o sztucznej inteligencji będzie potrafił tłumaczyć język mówiony na migany i na odwrót. Prace nad translatorem trwają, a w międzyczasie firma Kuśmiereka, Łuczywka i Drabka pomaga wielu niesłyszącym zajmując się tłumaczeniem języka migowego dla wielu urzędów, w tym Kancelarii Prezydenta.

W gronie doświadczonych i myślących dalej niż czubek własnego biznesu przedsiębiorców znalazła się także Zuzanna Stańska. To pasjonatka muzealnictwa, która w innowacyjny sposób potrafi przekuwać swoje pasje w biznes. Rozwija aplikację mobilną DailyApp, która dostarcza swoim użytkownikom codzienną dawkę ciekawej sztuki, ale także aktywnie działa cyfryzując muzea. Angażuje się również w organizacje warszawskiego Startup Weekendu.

Olga Malinkiewicz z kolei to specjalistka od energii słonecznej. Perowskity to minerały, które mogą posłużyć do tworzenia tanich i superwydajnych ogniw fotowoltaicznych. Do tej pory było to niezwykle trudne, ale młoda polska innowatorka opracowała technologię, która pozwala uwolnić ich moc. Niebieskie laser? Grafen? Są już passe. Teraz nadszedł czas perowskitów i Olgi Malinkiewicz.
Czekając na miliard dolarów
To tylko kilka ciekawych przykładów dojrzałych polskich przedsiębiorców, którzy budują swoje biznesy w oparciu o innowacyjne technologie, ale także nie skupiają się na samym pomyśle. Jeszcze dwa-trzy lata temu największe dyskusje w polskiej branży startupowej dotyczyły tego jak najskuteczniej zdobyć inwestora. Każdy mówił, że najważniejszy jest pomysł. Jak ten jest genialny to biznes zbuduje się sam.

Czas zweryfikował tę tezę. W międzyczasie wiele genialnych pomysłów w starciu z rzeczywistością się nie sprawdziło. Okazało się, że pieniądze od inwestorów przepala się łatwo i biznes wcale nie buduje się sam, nawet jak pomysł się sprawdził. Dzisiaj dojrzali polscy innowatorzy wiedzą, że budując firmę trzeba zbudować jej trwały i przynoszący stałe przychody model biznesowy.

Elastyczność działania, innowacyjność czy przyciąganie jak największej ilości klientów to rzeczy ważne dla startupów, ale jeśli chcą przeżyć to po prostu muszą zarabiać. Niewielu jest przedsiębiorców, którzy są w stanie na tyle zaczarować inwestorów, że ci są w stanie dosypywać do kasy dla samej wizji.

Na polskim rynku startupów są firmy warte miliony dolarów. Do tego grona można zaliczyć Estimote, która od inwestorów zebrała już 3,4 mln dolarów czy inny beaconową firmę Ifinity - po ostatniej rundzie finansowana jest wyceniana na 38 mln zł. Natomiast startup UXPin zebrał 2,3 mln dol. finansowania i cały czas w szybkim tempie się rozwija pozyskując nowych klientów. Wciąż jednak brakuje firmy, która byłaby wyceniana na miliard dolarów.

W startupowym świecie taki poziom wyceny spółki oznacza, że rynek, na którym działa bardzo się liczy. To uwierzytelnienie dla wszystkich startupów z danego kraju. W Polsce jest kilkoro kandydatów do takiego sukcesu, ale pewnie jeszcze trochę na niego zaczekamy. Najważniejsze jest jednak to, że jest to w naszym zasięgu. Trzy lata temu branża zastanawiała się czy Polacy w ogóle potrafią budować międzynarodowe firmy. To już zostało udowodnione. Teraz czas na następny krok innowatorów znad Wisły.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...