Patryk Vega zaraz po premierze "Służb Specjalnych": Nie interesuje mnie polityka

Na ekrany kin wszedł najnowszy film Patryka Vegi "Służby specjalne"
Na ekrany kin wszedł najnowszy film Patryka Vegi "Służby specjalne" Fot. Albert Zawada / AG
Piątek, trzeci października. Do kin wchodzi jeden z najbardziej głośnych filmów ostatnich lat "Służby Specjalne". Reżyserem jest Patryk Vega. Ten sam, który skręcił bardzo dobry serial "Pitbull". Teraz udziela mi wywiadu i mówi, czy "Służby" to film polityczny i dlaczego lubi pracować z przestępcami.


Interesujesz się polityką?

Nie czytam prasy, nie oglądam telewizji, nie siedzę w internecie. Nie interesuje mnie polityka. Na wyborach byłem raz w życiu. Miałem wtedy 18 lat. Już nigdy więcej nie poszedłem głosować.


Dlaczego?

Mam smutne przeświadczenie, że nie ma znaczenia kto jest u władzy w naszym kraju. Rządzili już politycy prawie wszystkich partii i nic to nie zmieniło.

Ale ludzie mówią, że “Służby Specjalne” właśnie takim filmem jest.

Nie da się zrobić filmu o służbach specjalnych w Polsce nie pokazując świata biznesu, mediów, przestępczości i polityki. Film opowiada również o tym ostatnim obszarze. Nie wiem co ludzie rozumieją przez “film polityczny”.


A co ty rozumiesz?

Jest coś takiego jak gatunek “fikcja polityczna”, ale trudno po obejrzeniu “Służb Specjalnych” powiedzieć, że to film polityczny. Mój film dowala wszystkim po równo. Nie można stwierdzić, że jego autor opowiada się po którejś ze stron. Nie chciałbym, żeby ten film był sprowadzany tylko do polityki, bo to bardzo go spłaszcza, a "Służby Specjalne" opowiadają o istotniejszych rzeczach.


To o czym jest ten film w takim razie?

W tym filmie próbuje opowiedzieć na pytanie - czy można zmienić naturę człowieka? Czy charakter jest naszym przeznaczeniem? Każdy człowiek, ja przynajmniej tak uważam, ma w sobie iskrę bożą i jakim by nie był zbrodniarzem, jak bardzo by się pogubił, to wierzę, że jest przede wszystkim człowiekiem. Trójka bohaterów w moim filmie także ma szansę coś w sobie zmienić na lepsze.

A co jest w nich takiego złego?

Zabijają w imię wyższego dobra.

Ile w tym wszystkim prawdy?


Życie jest zbyt amorficzne, aby można było je przenieść na ekran “jeden do jednego”. Trzeba stworzyć, na podstawie tego co nam się przytrafia - pewną konstrukcję, aby nadawało się to na film. W “Służbach specjalnych” jest mnóstwo autentycznych dialogów, których nie da się wymyślić. Chcę realizować kino, które odkrywa niedostępną prawdę o świecie. „Służby specjalne” są filmem, który wyciąga ludzi z iluzji.

To prawda, że nad filmem pracowali przestępcy?

Tak. Zależałoby mi na tym, aby ten film był bardzo realistyczny, więc postanowiłem otoczyć 15 aktorów - naturszczykami. Jest trochę tak, że przestępcy, ale też oficerowie służb czy policjanci to ludzie, którzy w swojej pracy muszą udawać kogoś, kim nie są. W przypływie adrenaliny potrafią bardzo dobrze grać. I w związku z czym nie mają tremy i wypadają bardzo naturalnie przed kamerą. W trakcie dokumentacji wskakuję w różne światy i poznaję różnych ludzi. Z wieloma z nich utrzymuję kontakty do dziś. Także z przestępcami.

?

...Czasami zjemy obiad, pójdziemy gdzieś pogadać. Tak, jak utrzymuje się kontakty ze znajomymi. Ludzie mnie pytają, jak mogę mieć kolegów wśród przestępców, policjantów i oficerów służb jednocześnie? Odpowiedź jest prosta: ja nie oceniam tych ludzi. Robiąc dokumenty, przekonałem się, że nikt nie jest biały albo czarny. Przestałem oceniać ludzi już dawno temu. Nie do mnie to należy.

Obsadę twojego filmu możemy jednak ocenić.

Dla mnie był to nowy klucz obsadowy. Wiedziałem, że muszę wyruszyć w tę podróż z nowymi ludźmi, aby dotknąć czegoś dziewiczego, zbudować coś od zera. Uważam, że zarówno dla Janusza Chabiora, Wojtka Zielińskiego jak i dla Olgi Bołądź ten film będzie trampoliną

Bo zagrali to dobrze?

Najlepiej. Protoplaści trzech głównych bohaterów istnieją w realnym świecie. Wiedziałem, że zbudowanie takich postaci jest bardzo trudnym zadaniem i niezwykle łatwo przy tym budowaniu się potknąć i popaść w niewiarygodność. Jeżeli aktorzy by tego nie udźwignęli, ten film stałby się śmieszny.

Olga Bołądź?

Uważam, że „Białko” to najtrudniejsza rola kobieca w polskim kinie. Od pierwszych rozmów, gdy poruszaliśmy kwestie ścięcia włosów, po ostatnie minuty na planie. Najpierw szukałem tej postaci po warunkach fizycznych, ale szybko przekonałem się, że to błędne myślenie. Trzeba było wyjść od psychiki bohaterki. Po serii prób, gdy usiadłem z Olgą i przegadaliśmy jej rolę, miałem przeświadczenie, że jest to aktorka, która zagra to wiarygodnie.

I zagrała?

Patrząc na nią, nie widzimy Olgi Bołądź, tylko filmową postać, w którą wierzymy. Olga ćwiczyła do tej roli na siłowni przez 5 miesięcy, na długo przed zdjęciami ścięła włosy i chodziła w filmowych ciuchach, Wchodząc na plan, nie musiała udawać tej kobiety, tylko już nią była. Jest bardzo utalentowaną osobą, ale dotąd po prostu nie trafiła na taką rolę. Zasługuje na to, bo poza wszystkim prywatnie jest bardzo fajnym człowiekiem. Powiem ci, że z reguły nie przyjaźnie się z aktorami, z którymi pracuje, ale w przypadku Olgi mogłoby być inaczej.

To rola jej życia?

Tak. Olga zainspirowała mnie jako reżysera. Na pewno będziemy razem pracować w przyszłości.

Wiesz, co jeszcze się mówi?

Nie.

Że ta rola może ją zaszufladkować.

Niestety, zakałą polskiego filmu jest zatrudnianie aktorów po warunkach. Jeżeli ktoś dobrze zagrał mordercę, to jest ryzyko, że będzie go grać przez kolejne 20 lat. To wynika z lenistwa, bo producenci i reżyserzy często wolą obsadzać pewniaki.

Zwracasz bardzo dużą uwagę na człowieka.

Prawdopodobnie przez to, ze sam przeszedłem niełatwą drogę i przemianę. Będąc młodym człowiekiem nie raz mogłem wylądować w więzieniu, a dziś mam dom, kobietę, rzuciłem alkohol i papierosy, schudłem 45 kilogramów. Zmieniłem swoje życie. Mam jednak poczucie, że to początek drogi i jeszcze wiele przede mną.

W “Pitbullu”...

….O właśnie, gdy kręciłem sceny do “Pitbulla” w Magdalence, to zatrudniłem prawdziwych policjantów i gangsterów. Gangsterzy cieszyli się, że mogą postrzelać do policjantów ślepakami. A policjanci wczuwali się, bo wcześniej brali udział w prawdziwej strzelaninie w Magdalence. Marcin Dobrociński i Andrzej Grabowski, gdy weszli na plan, mieli poczucie ultrarealizmu. Zrozumiałem wtedy, że aktor wkraczając w taką przestrzeń, zmuszony jest do bardziej naturalnych odruchów, reagowania i zdjęcia z siebie naddatku kreacji - w złym tego słowa znaczeniu.

Patryk, po co ty ich zatrudniasz?

Przestępców? Bo mają fajne gęby i bardzo autentycznie wypadają przed kamerą. Są wartością dodaną do moich filmów.

Przeciętny Kowalski powiedziałby, że zadajesz się z kryminałem i jeszcze z nim robisz interesy.

A ja, jako katolik, powiem, że nie oceniam ludzi i mam inną definicję interesu, niż zaproszenie kogoś do zagrania roli na planie filmowym.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYBORY2019 0 0W mediach Rydzyka przedwyborczy post. "Wystarczy nie jeść dzień, żeby uchronić ojczyznę przed złem"
0 0Chcą zlikwidować MEN. Macie dość chaosu PiS? Program Konfederacji o edukacji to dopiero rewolucja
Coca-Cola 0 0Jak uczyć dzieci chronić środowisko, czyli czy najmłodsze pokolenie uratuje świat
Duka 0 0Szwedzki przepis na spotkanie. “Krog” to kolejne modne słowo ze Skandynawii