
– Mam takie pytanie: czy ktoś wie w jaki sposób można załatwić zwolnienie lekarskie z WF-u? Najlepiej cały rok. Do jakiego lekarza się udać? I co mu powiedzieć? – pytanie zadane na jednym z popularnych forów internetowych otwiera sporą dyskusję na ten temat. Internautki podają wiele sposobów na ominięcie niechcianych zajęć. – W moje klasie w liceum WF regularnie unikało 40-60 proc. dziewczyn – zdradza jedna z naszych rozmówczyni.
Anna Lewandowska, Otylia Jędrzejczyk, Bartosz Kurek, Piotr Gruszka, Paweł Korzeniowski, Jakub Kosecki, Monika Pyrek czy Szymon Kołecki – to tylko część z listy gwiazd polskiego sportu, które zaangażowały się w akcję ministerstwa sportu – "Stop zwolnieniom z WF". Zestawienie sportowców robi wrażenie. Podobnie jak skala masowego unikania lekcji wychowania fizycznego.
Niechciane zajęcia Z badań Centrum Edukacji Obywatelskiej i PBS wynika cytowanych przez "Gazetę Wyborczą" wynika, że pięć lat temu niespełna 8 proc. uczniów podstawówek nie chodziło na zajęcia z wychowania fizycznego. W gimnazjum było to 19 proc., a w szkoła ponadgimnazjalnych 24 proc. Dziś to odpowiednio: 23 i 36 proc. – Statystyki CEO pokazują, że dziewczyny częściej niż chłopcy zwalniają się z lekcji WF-u i mniej je lubią. 50 proc. uczennic unika WF-u, a w przypadku ich kolegów, co czwarty. – Wraz z wiekiem ta niechęć do aktywności fizycznej pogłębia się – czytamy w oświadczeniu CEO. Podobne wnioski płynną z danych PBS.
– Przyczyn tego zjawiska trzeba szukać w samych lekcjach, ale także wśród rodziców, którzy coraz częściej pozwalają dzieciom opuszczać WF, wypisując im najróżniejsze zwolnienia – wyjaśnia w rozmowie z naTemat Otylia Jędrzejczak, polska pływaczka wszech czasów. W jej opinii w przypadku dziewczyn absencja związana jest z wiekiem uczennic. – Kiedy są w wieku dojrzewania, to bardziej się siebie krępują – przekonuje mistrzyni olimpijska.
Otylia Jędrzejczak, mistrzyni olimpijska, medalista MŚ i ME
Standardowa wymówka dziewczyn to miesiączka. Chociaż niektóre sportsmenki, jak brytyjska gwiazda biegania Paula Radcliffe, przekonuje, że to wcale nie jest powód do rezygnowania z uprawiania sportu. Dla niektórych dziewczyn to jednak tak ważny powód, że zgłaszają go po kilka razy w miesiącu. – Mój nauczyciel WF-u prowadził w zeszycie tabelkę. Odznaczał, która dziewczyna tłumaczyła się okresem i przy drugiej próbie za tydzień nie dawał się nabierać – wyjaśnia Iwona, studentka II roku.
Dlatego dziewczyny sięgają po bardziej sprawdzone metody – zwolnienia lekarskie. Im dłuższe, tym lepiej. Sposoby na ich uzyskanie są nierzadko pomysłowe. – Idź do lekarza pierwszego kontaktu. Niech ci wypisze zwolnienie, a jak nie, to niech cię wyśle do ortopedy. On zawsze, ale to zawsze znajdzie jakieś problemy związane z twoim zdrowiem – możesz być tego pewna. Jak nie kręgosłup to noga i będzie ok – pisze jedna z internautek.
W tym przypadku "ok" oznacza absencję na zajęciach. Wśród internetowego know-how opuszczania WF pojawiają się jednak głosy, że całoroczne zwolnienie nie wygląda dobrze na świadectwie szkolnym. Nie wszystkim uczennicom to jednak przeszkadza. Niektóre z nich są tak zdeterminowane, że są w stanie zapłacić nawet za błyskawiczną wizytę u lekarza prywatnego albo wręczyć lekarzowi łapówkę, aby otrzymać pożądane pismo.
Na ogół jednak wystarczy dobra wymówka. – Poszłam w tym roku we wrześniu do lekarza pierwszego kontaktu i powiedziałam, że mam wiecznie chore zatoki i że chodzę po specjalistach od wielu lat i nikt nie potrafi mi pomóc. Przez te zatoki ciągle boli mnie głowa, zwłaszcza podczas wykonywania ćwiczeń fizycznych. Z tego względu proszę o zwolnienie całoroczne z WF, bo mam je na pierwszych lekcjach i potem nie potrafię się skupić, a mam maturę. Zaznaczyłam jeszcze dodatkowo, że dwa razy w tygodniu chodzę na basen i w soboty na aerobik, więc na brak ruchu nie cierpię i babka wypisała bez mrugnięcia okiem – chwali się inna internautka. Dodaje, że jej sposób "na zatoki" wypróbowały już jej koleżanki. Z powodzeniem.
– Jest to przerażające, jeśli takie rzeczy mają miejsce – komentuje Jędrzejczak. Podkreśla, że chcąc nie chcąc lekcja wychowania fizycznego jest miejscem, w którym kształtuje się trochę charakter i jednocześnie buduje się jedność grupy. – WF powinien uczyć zachowania fair play i szacunku do siebie. Wiadomo, że sama w sobie lekcja ma służyć temu, żeby organizm był przygotowany do wysiłku w przyszłości. Każdy wysiłek fizyczny to endorfiny, a endorfiny to lepsze samopoczucie. Teraz ludzie w wieku 30, 40 czy 50 lat zaczynają ćwiczyć, bo może nie robili tego wcześniej, a potrzebują trochę adrenaliny i hormonów szczęścia. Dlatego warto młodzieży pokazywać, że teraz mając czas mogą z tego skorzystać – przekonuje pływaczka.
Zajęcia na macie Na ile problem z uczęszczaniem na WF-u wynika z zaniedbań szkoły i podejścia nauczycieli na zasadzie "zajęcia na macie" – macie piłkę i gracie? Same uczennice na forach internetowych i w rozmowach prywatnych zdradzają, że nierzadko to jest powodem unikania przez nich lekcji wychowania fizycznego.
– Nigdy nie byłam dobra z WF-u. W podstawówce zawsze brali mnie do drużyny ostatnią i to jeszcze z łaską (...) Dziewczyny krzyczały na mnie "sierota", że nie umiem grać i że przeze mnie przegrywają. Starałam się, ale nie każdy przecież jest z tego dobry. Pani z WF-u widziała, że mam problemy z siatką i kiedy inni grali, ta kazała mi odbijać piłką o ścianę, choć nie umiem i to było dla mnie upokarzające. Nauczycielka jeszcze mi dowaliła, że "jak można nie umieć grać w siatkówkę w liceum?" Powinna mnie nauczyć, a nie tak mówić. Stresuję się przed każdym WF-em i chce mi się ryczeć. Dlatego chciałabym zwolnienie na cały rok. Oczywiście nie zaniedbałabym się, bo chodzę na tenisa i mogłabym biegać – pisze uczennica na jednym z forum.
O potrzebie zróżnicowania zajęć apelowała również przed rokiem ówczesna minister sportu Joanna Mucha. – Chciałabym, żeby dyrektorzy i nauczyciele sięgali po nasze narzędzia, by rozmawiali z dziećmi, pytali je co chcą robić na lekcjach WF.
Na ten aspekt sprawy zwraca również uwagę Otylia Jędrzejczak. – Lekcja sama w sobie musi być bardziej atrakcyjna. Jeżeli są nauczyciele, którzy rzucają piłkę i mówią: grajcie, to ciężko jest zachęcić do takiej aktywności fizycznej. Nie wszystkie dziewczyny grają w piłkę. Jeżeli stworzy się lekcje, które będą bardziej zróżnicowane i bardziej na czasie, to na pewno się to zmieni.
