Kłopot z Beyonce i jej wersją feminizmu. Gdzie jest różnica między feminizmem a seksizmem?
Kłopot z Beyonce i jej wersją feminizmu. Gdzie jest różnica między feminizmem a seksizmem? Okładki "Time" i "Ms Magazine"

Otoczona półnagimi tancerzami i tancerkami wijącymi się na rurach zaśpiewała, zatańczyła i ogłosiła się feministką. Beyonce, która karierę zbudowała w równej mierze na ogromnym talencie – wokalnym i marketingowym – co seksownym wizerunku, najpierw wystąpiła ze swoim feministycznym przesłaniem na gali Video Music Awards, a później pojawiła się na okładce sztandarowego feministycznego pisma „Ms. Magazine”. I podzieliła feministki.

REKLAMA
bell hooks*, od lat pozostająca w opozycji do nurtu feminizmu jako dążenia do równości kobiet i mężczyzn, uznała, że Beyonce to „terrorystka, która kradnie feminizm”. hooks uważa, że w społeczeństwie, które wciąż walczy z kastowością i rasizmem, mężczyźni nie są równi – więc którym z nich równe mają być kobiety? I w czym? W swobodnym traktowaniu seksualności? Beyonce śpiewa, że diva to „female version of a hustler”. Udawanie mężczyzn feministkom się nie podoba.
logo
Na zdjęciu bell hooks. Fot. Cmongirl / Wikimedia Commons
Kłaniajcie się, dziwki
Występ piosenkarki i jej deklarację, która padła między utworami o seksie oralnym na tylnym siedzeniu limuzyny, „wyrywaniu (przez mężczyznę) wisienki” i przesłaniem, że te kobiety, które Beyonce nie szanują, są dziwkami, które powinny się jej kłaniać, wyśmiała też Mollie Hemingway. Publicystce nie spodobały się klimaty sado-maso (to akurat nie powinno dziwić, w końcu remiks jednej z piosenek Beyonce znalazł się na ścieżce dźwiękowej do filmu „50 twarzy Greya”), stymulowany seks na sucho i fakt, że Beyonce epatuje publiczność kroczem. Oświadczenie piosenkarki na temat feminizmu publicystka uznała za dobry żart, choć przyznała też, że dzisiejszy feminizm to „niespójny bałagan podwójnych standardów”.
Podała przykład aktorki Sofii Vergary, która podczas rozdania nagród Emmy weszła na podest, majestatycznie obróciła się o 360 stopni, pozwalając publiczności podziwiać swoją znakomicie wyeksponowaną w opiętej sukience figurę. Hemingway wskazuje, że jedyną różnicą w obydwu spektaklach – Beyonce i Vergary – był brakujący napis „Feminist” za jej plecami. Albo "sexist", bo trudno wyczuć, który byłby bardziej na miejscu.

Sofia Vergara podczas gali nagród Emmy

Wielu użytkowników Twittera i Facebooka zdaje się zgadzać z Hemingway: "oglądanie tego przedstawienia z wielkim znakiem 'feminist' za Beyonce wykończyło mnie", "chodzi tylko o seks", "doskonałe dla kobiet, które nie przepadają za noszeniem spodni" czy "dość rozkładania nóg" to tylko niektóre w nich. Inni pisali, że Beyonce to "prawdziwa feministka" – głównie dlatego, że w jej zespole tanecznym są głównie półnadzy mężczyźni. Tyle tylko, że gdyby coś takiego powiedzieć o mężczyźnie, natychmiast padłoby oskarżenie o seksizm. Granica bywa, jak widać, płynna.
"Uczymy dziewczynki, że nie mogą korzystać ze swojej seksualności tak, jak chłopcy. Uczymy je, żeby się kurczymy, żeby wydawały się mniejsze" – słychać płynący z głośnika podczas występu Beyonce głos. Piosenkarka, która wzięła udział w akcji "Ban bossy", w której mówiła, podobnie jak wiele innych kobiet z pierwszych stron gazet "I'm not bossy. I'm a boss" wydaje się ze swoim przesłaniem wiarygodna. Nie wiem, czy byłaby bardziej wiarygodna, gdyby miała na sobie więcej ubrań. To akurat chyba nieistotne. Szkoda jednak, że to przesłanie aż taki nacisk kładzie na "dorównanie" mężczyznom.
Feminizm to nie elitarny klub
Chimamanda Ngozi Adichie**, której definicją feminizmu posłużyła się Beyonce w trakcie swojego występu, uważa z kolei, że Beyonce ma pełne prawo do określania się jako feministka, bo „feminizm to nie jest elitarny klub, do którego trzeba być zaproszonym”. Nie uważa też, żeby argumentem przeciw przesłaniu piosenkarki był fakt, iż wygłasza je półnaga. Przeciwnie, jest zdania, że może to wzmacniać wiadomość, jaką gwiazda ma dla swoich fanek (i fanów).
– Chcę, żeby i dziewczyny, i chłopcy zaczęli postrzegać seksualność jako coś, co się posiada, a nie jako coś, co dziewczyna oddaje chłopakowi – mówiła.
Aleksandra Magryta, Feminoteka

Publikacja wizerunku Beyonce na okładce feministycznego magazynu z podpisem „Drapieżny feminizm Beyonce” wywołała duże reakcje w środowisku feministycznym – zarówno krytykę, jak i pochwały. Warto pochylić się nad dwoma kwestiami: kto ma prawo decydować, czy dana osoba może określać się jako feminist(k)a oraz gdzie kończy się i zaczyna feminizm. Nie tak dawno odbyły się w polskich kręgach feministycznych podobne dyskusje, tyle że dotyczące wizji i kierunku manify. Zamiast od razu ostro krytykować, warto przede wszystkim najpierw zadać sobie pytanie o fundamentalne kwestie feministyczne. Nie można przy tym pomijać kwestii niejednorodności feminizmu.

Feminizm był i jest ruchem zróżnicowanym, jest też inaczej realizowany przez anarchofeministki, ekofeministki, czarne feministki czy te z Kongresu Kobiet. – I tu warto zadać sobie pytanie o feminizm Beyonce. Oczywiście można jej zarzucić epatowanie seksem czy też prezentowanie w teledyskach i na scenie przedmiotowego wizerunku kobiety, ale zabieranie jej prawa do samowyrażania siebie (tu jako feministki) jest niefeministyczne – mówi Aleksandra Magryta.
Feminizm Watson vs feminizm Beyonce
Niedawno Emily Ratajkowski udzieliła wywiadu, w którym powiedziała, że jest szczęściarą, bo może „nosić co chce, sypiać z kim chce, tańczyć tak, jak chce” – i wciąż być feministką. Podobnie jak w przypadku Beyonce – można się z takim wydaniem feminizmu i kobiecości nie zgadzać. Można polemizować. Ale nie można zabraniać kobietom prawa do pojmowania siebie i swojej kobiecości w taki sposób, który same wybiorą. Jedni wybiorą Beyonce, inni – Emmę Watson, która niedawno wygłosiła przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ poruszającą mowę na temat feminizmu. Bez wygibasów, bez golizny, bez neonów z napisem „feministka”.
logo
Emily Ratajkowski na okładce magazynu "GQ".
Wydaje się jednak, że bez względu na to, którą twarz feminizmu wolimy (wszak i w Polsce ruch ten niejedno ma oblicze, by przytoczyć tylko podział na „drużynę Graff” i „drużynę Środy”), dobrze, że są one dyskutowane. Zwłaszcza w sytuacji, gdy określenie „feministka” wciąż ma pejoratywny – dla wielu – wydźwięk.
*bell hooks od lat pisze swoje imię i nazwisko małą literą
**cytaty Chimamandy Ngozi Adichie pochodzą z "Wysokich Obcasów"