
Wstyd, porażka, najgorzej oceniona kandydatura. Takich określeń używa się w Polsce do opisu wystąpienia Elżbiety Bieńkowskiej podczas przesłuchania w Parlamencie Europejskim. Niewiele w nich prawdy - najpoważniejszym argumentem są zmanipulowane oceny grupy blogerów i dziennikarzy. Ale zachwyty nad prezentacją przyszłej komisarz to też gruba przesada.
REKLAMA
Dyskusja nad przesłuchaniem Bieńkowskiej, która kilka dni temu zaprezentowała się europosłom jako kandydatka na komisarza Unii Europejskiej, rozpoczęła się, kiedy internauci dotarli do analizy opublikowanej na blogu Digital Diplomacy. Blogerzy, dziennikarze i pasjonaci unijnej polityki, którzy go prowadzą, każde wystąpienie kandydata na komisarza oceniali pod różnymi względami. Uwagę komentatorów w Polsce przykuł fakt, że Bieńkowska uzyskała najniższą notę. Dostała „piątkę” w 10-punktowej skali.
Dlaczego? Sprawia wrażenie surowej i formalnej, jest niemal protekcjonalna w wymowie ciała, trudno określić, co rzeczywiście jest dla niej priorytetem – to główne zastrzeżenia. U nas posłużyły do wyciągnięcia wniosku, że Bieńkowska się skompromitowała. „Nie poznali się na niej w Europie?”, „W Polsce media rozpisywały się o fachowościach i kompetencjach byłej wicepremier, jednak okazuje się, że w Europie nieco inaczej są postrzegane” – można przeczytać na prawicowych portalach.
Wizerunek na minus
W natłoku podobnych ocen umknął bardzo ważny fakt – analitycy nie oceniali kompetencji czy „fachowości” Bieńkowskiej, ale jej kompetencje komunikacyjne. Co więcej, w ocenach cząstkowych okazywała się lepsza od innych kandydatów. Na przykład Corina Cretu, którą desygnowano na komisarza ds. rozwoju regionalnego, gorzej wypadła w kategoriach takich jak „wiarygodność”, „talent polityczny” czy „energia”.
W natłoku podobnych ocen umknął bardzo ważny fakt – analitycy nie oceniali kompetencji czy „fachowości” Bieńkowskiej, ale jej kompetencje komunikacyjne. Co więcej, w ocenach cząstkowych okazywała się lepsza od innych kandydatów. Na przykład Corina Cretu, którą desygnowano na komisarza ds. rozwoju regionalnego, gorzej wypadła w kategoriach takich jak „wiarygodność”, „talent polityczny” czy „energia”.
9/10 - a tak oceniono prawdopodobieństwo zatwierdzenia kandydatury Bieńkowskiej przez PE (została już pozytywnie zaopiniowana). To tylko świadczy o tym, że akurat aspekt wizerunkowy nie jest kluczowy dla pełnienia funkcji komisarza.
Europosłanka PO Róża Thun w rozmowie z naTemat dziwi się, że tylko jeden wpis blogowy posłużył do uruchomienia lawiny krytyki. – To nie jest żaden prestiżowy blog, nie cytuje się go za granicą, tylko w Polsce wywołał takie poruszenie. Dla mnie zadziwiające jest coś jeszcze. Jeden z autorów bloga, Jon Worth, bloger z Berlina, założył na Twitterze konto pod nazwiskiem Elżbiety Bieńkowskiej. Używa jej nazwiska [we wcześniejszej wersji artykułu padło słowo "ukradł", ale posłanka Thun potem skorygowała ten fragment - red.]. Po co? – mówi.
Rzeczywiście, na Twitterze można znaleźć konto Bieńkowskiej, pod którym widnieje nazwisko Wortha. Warto wspomnieć, że obok niego na blogu piszą także inni dziennikarze i eksperci od komunikacji, jak np. Laura Shields, była dziennikarka CNN, CNBC i BBC czy Anita Kelly, konsultantka z 20-letnim doświadczeniem.
Uwagi tak, kompromitacja nie
Inny argument krytyków Bieńkowskiej to relacja europosła PiS Andrzeja Dudy, który w rozmowie z portalem braci Karnowskich stwierdził, że kandydatura Polki wisiała na włosku – projekt opinii przyszłej komisarz stworzony w komisji prawnej był negatywny. „Kończył się mniej więcej podsumowaniem: nie odpowiedziała na żadne pytanie z zakresu kompetencji komisji prawnej i w związku z tym komisja nawet nie jest w stanie jej ocenić” – zaznaczył poseł. On i polityk PO Tadeusz Zwiefka mieli skutecznie przekonywać kolegów z komisji do zmiany zdania.
Inny argument krytyków Bieńkowskiej to relacja europosła PiS Andrzeja Dudy, który w rozmowie z portalem braci Karnowskich stwierdził, że kandydatura Polki wisiała na włosku – projekt opinii przyszłej komisarz stworzony w komisji prawnej był negatywny. „Kończył się mniej więcej podsumowaniem: nie odpowiedziała na żadne pytanie z zakresu kompetencji komisji prawnej i w związku z tym komisja nawet nie jest w stanie jej ocenić” – zaznaczył poseł. On i polityk PO Tadeusz Zwiefka mieli skutecznie przekonywać kolegów z komisji do zmiany zdania.
Faktem jest, że wątpliwości były. Potwierdza to m.in. reporterka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borignon. "Pierwsza propozycja opinii europarlamentarnej komisji prawa była dla Bieńkowskiej negatywna. Blady strach padł na polskich eurodeputowanych, chociaż komisja ds. prawa nie miała decydującego głosu przy jej ocenie. W dokumencie zarzucano jej brak pomysłów, wizji, zbytnią ogólnikowość, zwłaszcza w kwestiach własności intelektualnej i kwestiach legislacyjnych. Szybko jednak polscy eurodeputowani zaczęli pracować nad dokumentem i wygładzili niekorzystną dla Bieńkowskiej opinię" – pisze.
Tylko czy to naprawdę kompromitacja, skoro ostatecznie Bieńkowska dostała zielone światło, a pięciu kandydatów na komisarzy zostało zaopiniowanych negatywnie?
– Nie, jeśli chodzi o zawartość merytoryczną wystąpienia Bieńkowskiej, to wiele rzeczy się podobało, i to także w naszej frakcji socjalistów. Mówiła o włączeniu innowacyjności do zamówień publicznych, o znaczeniu nauki dla rozwoju. To mi się podobało. Naprawdę jej przesłuchanie nie wyróżniło się specjalnie, nie wiem, skąd taki odbiór w Polsce – komentuje naTemat Krystyna Łybacka, eurodeputowana SLD.
Zwraca uwagę, że socjaliści w swoim oficjalnym stanowisku pozytywnie ocenili przesłuchanie Polki. Mieli zastrzeżenia m.in. do zbyt ogólnikowych stwierdzeń. To najczęstszy zarzut, ale wciąż daleko od od słowa „porażka”.
Przyznał to wspomniany Duda. „Kiedy pani Bieńkowska wygłaszała swoje wstępne wystąpienie - ta część przebiegła dobrze, sądząc po reakcjach polityków zgromadzonych na sali, czyli posłów z różnych grup politycznych” – mówił kilka dni temu. Uwagi miał do fazy pytań: „Opinie są różne. Padają takie zarzuty, że te odpowiedzi są niekonkretne. Często odpowiedzi Bieńkowskiej mają charakter ogólny”.
"Średniak"
Jak więc oceniać prezentację naszej komisarz? Prawda leży pewnie gdzieś po środku – między miażdżącą krytyką a przesadnymi zachwytami. Bieńkowska ewidentnie najgorzej wypadła pod względem zdolności komunikacyjnych. – Ma specyficzny sposób bycia, który w Brukseli nie zawsze jest rozumiany. Wizerunkowo straciła – ocenia Łybacka. "Powinna troszeczkę stonować" - zauważył komentator prestiżowego belgijskiego "Le Soir", Jurek Kuczkiewicz. Ton odpowiedzi, jakie udzielała, wielu uznało za arogancki. Poza tym wytknięto jej, że tylko na początku mówiła po angielsku. Tyle że podobnie robili także inni kandydaci.
Jak więc oceniać prezentację naszej komisarz? Prawda leży pewnie gdzieś po środku – między miażdżącą krytyką a przesadnymi zachwytami. Bieńkowska ewidentnie najgorzej wypadła pod względem zdolności komunikacyjnych. – Ma specyficzny sposób bycia, który w Brukseli nie zawsze jest rozumiany. Wizerunkowo straciła – ocenia Łybacka. "Powinna troszeczkę stonować" - zauważył komentator prestiżowego belgijskiego "Le Soir", Jurek Kuczkiewicz. Ton odpowiedzi, jakie udzielała, wielu uznało za arogancki. Poza tym wytknięto jej, że tylko na początku mówiła po angielsku. Tyle że podobnie robili także inni kandydaci.
Najważniejsza jest jednak merytoryka. A tutaj ani wstydu, ani tym bardziej kompromitacji, nie było. Najwyraźniej ku rozczarowaniu prawicowych komentatorów.
